Zmień system żywnościowy!
Zróbmy to razem

Sektor rolny w Polsce, jak i w całej Europie, jest stale powracającym punktem agendy politycznej. Pomimo licznych reform Wspólnej Polityki Rolnej i modyfikowanego Polskiego Planu Strategicznego WPR, brakuje długoterminowej wizji rolnictwa w Polsce, które łączyłoby bezpieczeństwo żywnościowe ze zrównoważonym rozwojem produkcji rolnej w kraju.
Obszary wiejskie w Polsce zamieszkuje około 15 milionów populacji i stanowią one aż 85 procent powierzchni naszego kraju. Połowa z tego obszaru jest przeznaczona na użytki rolne. Biorąc pod uwagę fakt, że w Polsce funkcjonuje prawie półtora miliona gospodarstw rolnych, pilnie należy opracować plan ich współistnienia ze społecznością terenów wiejskich.
Francja, ustawą z 2021 roku, przyznała ochronę dziedzictwa francuskiej wsi, podkreślając jej sensoryczne wartości, jak typowe dla obszarów wiejskich hałasy i zapach. Twórcy przepisów portretowali to dziedzictwo przykładami odgłosów piania kogutów, dźwięków bicia dzwonków krów i zapachów kurników. Ustawa ta nie odnosiła się jednak do ferm wielkotowarowych budowanych w tak brutalnym zagęszczeniu, że kwaśny zapach fetoru wgryza się w ubrania i ściany. Bo to tych największych ferm dotyczy większość protestów w Polsce. Nie tworzą one idyllicznego obrazu wsi z kolorowymi kogutem siedzącymi na płocie, budzącymi nas pianiem o poranku. A raczej wsi, z tysiącami kur zamkniętymi w klatkach, które bynajmniej piać nie potrafią.
Minister Rolnictwa, Stefan Krajewski, ogłosił projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu ochrony rolniczych funkcji produkcyjnych wsi. Według autorów projektu, ustawa miałaby chronić specyfikę obszarów wiejskich oraz kluczową rolę rolników w dostarczaniu żywności, a jednocześnie przyczyniać się do zmniejszenia konfliktów społecznych. Z opublikowanych 17 marca założeń wynika wprowadzenie zmiany do Kodeksu cywilnego polegającej na wskazaniu, że prowadzenie działalności rolniczej mieści się w granicach normalnego korzystania z nieruchomości i co do zasady nie powinno być uznawane za nadmierne oddziaływanie na sąsiadów.
Dodatkowo wprowadzenie zmian do Kodeksu wykroczeń miałoby pozwolić na wyłączenie karalności za zakłócanie spokoju lub spoczynku nocnego w wyniku prowadzenia działalności rolniczej, np. przez hałas generowany przez maszyny rolnicze czy zwierzęta. Czyli, między innymi, to przysłowiowe pianie koguta.
Ostatni, i być może najbardziej kontrowersyjny, zapis mówi o tym, że w akcie notarialnym dotyczącym nabycia nieruchomości poza granicami administracyjnymi miasta będzie zawarte oświadczenie nabywcy takiej nieruchomości, że jest świadomy możliwych zakłóceń korzystania z tej nieruchomości wywołanych działalnością rolniczą prowadzoną na nieruchomościach sąsiednich. Jak mówi resort rolnictwa, zwiększy to świadomość nabywców nieruchomości położonych poza granicami administracyjnymi miasta co do potencjalnych niedogodności związanych z immisjami pochodzącymi z działalności rolniczej. – Już w chwili nabycia nieruchomości, nabywcy otrzymają pełną i transparentną informację o możliwych skutkach transakcji – co z kolei może zapobiec wielu niepotrzebnym i kosztownym dla nich konfliktom. – czytamy w projekcie ustawy.
Obawiam się, że mało który nabywca zwróci uwagę na to oświadczenie wśród ogromu treści aktu notarialnego – mówi adwokat Dawid Suszyński. – Chętnie natomiast skorzysta z niego sprzedający, by uwolnić się od odpowiedzialności, gdy taki nabywca wróci do niego po pewnym czasie od zawarcia umowy sprzedaży twierdząc, że korzystnie z nieruchomości jest utrudnione.
Mówiąc dosadnie, Minister planuje zasmrodzić mieszkańców, którzy żyją poza miastem – swoją opinię wyraża adwokatka Karolina Kuszlewicz. – Uprzywilejowuje tych, którzy dokonują imisji, zwalniając ich w istocie z odpowiedzialności za swoją działalność w stosunku do zwykłych mieszkańców. Więcej nawet – nowe przepisy zakładają, że każdy, kto wprowadza się w miejsce będące w obszarze wydzielania smrodu, kupując je, musi oświadczyć, że jest świadomy, iż będzie musiał w tym smrodzie żyć.
Propozycja przepisów nie wzięła się znikąd. Ci, których oczy są zwrócone w kierunku sektora rolniczego i jego współistnienia z tkanką społeczną pamiętają sprawę Szymona Kluki. Historia właściciela chlewni na ponad 300 świń w Grodzisku pod Łodzią odbiła się szerokim echem i zasiała strach w środowisku rolniczym. Mieszkańcy złożyli pozew do sądu, skarżąc się na uciążliwe zapachy pochodzące z chlewni. Przeprowadzili się w jej sąsiedztwo z miasta. We wrześniu 2024 roku Sąd Apelacyjny utrzymał w mocy wyrok stwierdzający, że działalność chlewni jest w istocie zbyt uciążliwa. Gospodarstwo zostało rozbudowane do skali nieakceptowalnej przez sąsiadów. Hodowca musiał wypłacić odszkodowanie w wysokości ponad 100 tysięcy złotych.
Hodowcy zaczęli się obawiać o, ich zdaniem, niebezpieczny precedens, w którym napływowi mieszkańcy wsi będą pozywać niczemu winnych rolników. Dyskurs medialny rozpoczął debatę, która próbowała wyjaśnić czyja wieś jest czyjsza.
Trzeba pamiętać jednak, że problemy współistnienia na wsi należy przypisywać głównie wyrastającym ponad miarę fermom wielkotowarowym. W ich przypadku protestują całe społeczności, które nie mogą wytrzymać uciążliwości hodowli zwierząt na tak dużą skalę. Przerzucanie odpowiedzialności na napływowych mieszkańców, którzy rzekomo nie wiedzą w co się pakują, jest trywializowaniem problemu.
Narracja o napływowych mieszkańcach jest spłyceniem problemu. – mówi Bartosz Zając z organizacji Otwarte Klatki, koordynator Koalicji Społecznej Stop Fermom Przemysłowym. – Całe społeczności wiejskie protestują przeciwko gigantycznej skali wielkotowarowych ferm. Protestują nawet rolnicy z gospodarstw mniejszych i bardziej ekologicznych, dla których przemysłowa skala uprawy roślin i hodowli zwierząt również stanowi zagrożenie, zarówno finansowe, jak i środowiskowe.
Według adwokata Dawida Suszyńskiego, projekt ustawy co prawda nie ingeruje bezpośrednio w wyrażonym w art. 57 Konstytucji RP prawie do zgromadzeń publicznych, manifestacji, pikiet, jednak utrudni walkę mieszkańców przeciwko uciążliwej działalności rolniczej. – Projekt ingeruje w narzędzia prawne, którymi mieszkańcy najczęściej walczą z przejawami tej działalności, to jest w cywilne powództwo z art 144 Kodeksu Cywilnego (immisje) i karnoprawne złożenie zawiadomienia o wykroczeniu z art. 51 Kodeksu Wykroczeń (zakłócanie spokoju). – wyjaśnia Suszyński. – Nowe zapisy miałyby wprowadzać domniemanie legalności działania fermy. To mieszkaniec będzie musiał udowodnić naruszenia konkretnych przepisów lub zasad prawidłowej gospodarki.
W ostatnich latach polskie rolnictwo przechodzi wyraźny proces koncentracji i profesjonalizacji. Liczba gospodarstw rolnych systematycznie spada – między 2010 a 2020 rokiem zmniejszyła się o około 13%, głównie w wyniku zanikania mniejszych gospodarstw do 5 hektarów. Jednocześnie rośnie średnia powierzchnia gospodarstw, która zwiększyła się z niespełna 10 ha do ponad 11 ha. Liczby te wskazują na zmianę charakteru rolnictwa, z mniejszych gospodarstw rolniczych na gospodarstwa zarządzane przez agro-konglomeraty.
Niejasne jest zatem, kogo proponowane przepisy miałyby chronić oraz jak działałyby w praktyce. Do jakiego stopnia hałas generowany przez maszyny rolnicze czy zwierzęta będzie uznawany za dopuszczalny oraz do jakiego stopnia działalność rolnicza ma się mieścić w granicach normalnego korzystania z nieruchomości?
Pojęcie „zasady prawidłowej gospodarki rolnej” jest niesprecyzowane w projekcie i można się tylko domyślać, czy będzie ono interpretowane na korzyść mieszkańców, czy też producentów rolniczych. – mówi adwokat Dawid Suszyński. – W mojej ocenie regulacja ta jest bardzo korzystna dla producentów rolniczych, natomiast w gorszej pozycji stawia właścicieli nieruchomości sąsiadujących, których uprawnienia zostaną istotnie ograniczone.
Francja w 2024 roku wprowadziła uzupełnienie przepisów mających chronić obszary wiejskie, wyjaśniając, że rację ma ten, kto był pierwszy. Zgodnie z ustawą, działalność rolnicza nie jest odpowiedzialna za niedogodności sąsiedzkie, jeśli była prowadzona w niezmienionej skali przed nabyciem własności. W Polsce być może podobne zapisy miałyby rację bytu, ale nadal umożliwiałyby funkcjonowanie podmiotom rolniczych, które w uciążliwej skali działają od dawna.
Wieloletnie zaniedbania rozwoju prawa planistycznego i niedostosowanie ich pod rozwój ferm na masową skalę, zostawiło wszystko w rękach inwestorów i mieszkańców. No i oczywiście gmin, które z tym wszystkim muszą sobie jakoś radzić. – dodaje Bartosz Zając. – Gminy są zmuszane do wydawania dzieciątek, jak nie setek tysięcy na miejscowe plany, a stawianie wszystkiego na głowie nie jest długofalową strategią.
Wieś nie jest zawłaszczana przez napływowych mieszkańców z utopijnym obrazem wsi w głowie – dodaje Zając. – Wieś przechodzi całkowitą transformację z powodu intensywnej produkcji rolniczej na skalę bez precedensu.
Rzeczywiście o tym projekcie należy mówić jako „Lex Smród” – dodaje adwokatka Karolina Kuszlewicz. – Zaproponowane przez Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi przepisy są w zasadzie kpiną ze zobowiązań państwa wobec mieszkańców terenów wiejskich, którzy od lat czekają na ochronę w związku z imisjami zapachowymi w produkcji rolnej, zwłaszcza tej wiążącej się z hodowlą zwierząt.
Proponowane przez resort rozwiązania mają charakter reaktywny i są nastawione na ugaszenie zaognionej polemiki. Jednocześnie nie rozwiązują strukturalnych przyczyn powstających problemów. Stale zwiększające się rozmiary gospodarstw, wpływ rolnictwa na klimat, regionalna koncentracja hodowli zwierząt, a jednocześnie niezadowalająca sytuacja ekonomiczna rolników. To wymaga długotrwałej wizji, w której społeczeństwo jest traktowane z szacunkiem jako udziałowiec rolnictwa, a nie jego wróg.
Spolaryzowana debata utrudnia pogłębioną debatę na temat wizji przyszłości rolnictwa w Polsce. Musimy porozmawiać o tym, jak chcemy kształtować bezpieczeństwo żywnościowe kraju i jak w tę wizję wpisać przyszłość obszarów wiejskich. Bez holistycznego ujęcia problemu, asymetria konfliktu przypomina historię Dawida stojącego naprzeciw Goliata, a proponowane rozwiązania – grę o sumie zerowej. Zysk jednego uczestnika jest dokładnie równy stracie drugiego, a więc ostatecznie nasz dobrobyt społeczny i tak się nie zmienia.
Photo by SAJJAD salehi on Unsplash