Zmień system żywnościowy!
Zróbmy to razem

Raport Europejskiego Funduszu Rozwoju Wsi Polskiej (EFRWP) o gospodarowaniu wodą w rolnictwie i przetwórstwie rolno-spożywczym zbiera wiele cennych danych i trafnie pokazuje, że woda powinna stać się jednym ze strategicznych zasobów państwa. Diagnozuje niski poziom retencji, ograniczony monitoring poboru, niewielką skalę nawadniania, problemy melioracji, bariery administracyjne i zły stan wód powierzchniowych. Wskazuje też konkretne narzędzia naprawcze: rozwiniętą retencję, modernizację melioracji, uproszczenie procedur, opomiarowanie poboru, rozwój nawadniania i lepszą koordynację instytucji.
To ważna diagnoza, która ma jednak w dużej mierze charakter zebrania faktów, problemów i możliwych działań technicznych. Mniej miejsca poświęcono głębszej analizie tego, czy obecny system rolno-produkcyjno-wodny rzeczywiście „się spina” – i czy same działania naprawcze wystarczą. W sytuacji pogłębiającego się kryzysu pytanie tylko o to, jak zatrzymać więcej wody z opadów, jak lepiej ją mierzyć i jak skuteczniej nawadniać uprawy, może być niewystarczające. Potrzebna jest także analiza modelu produkcji żywności, który ta woda ma wspierać: jakie kierunki produkcji finansujemy, jakie zasoby zużywamy, jakie koszty środowiskowe zostają w kraju i czy struktura produkcji odpowiada potrzebom zdrowej diety oraz odpornego systemu żywnościowego.
Te pytania są kluczowe, skoro znaczna część polskich płodów rolnych i około trzy czwarte użytków rolnych pracuje na potrzeby produkcji zwierzęcej, podczas gdy Polska nie wytwarza wystarczających ilości warzyw, roślin strączkowych i olejów roślinnych dla zdrowej diety, susze mają coraz dotkliwsze skutki, a zdecydowana większość wód nie osiąga dobrego stanu.
W tym kontekście polityka wodna nie powinna być wyłącznie polityką infrastruktury, retencji i pomiarów. Jeśli nie towarzyszy jej pytanie o strukturę produkcji żywności, może przede wszystkim zwiększać odporność obecnego modelu, zamiast pomagać w budowie systemu zdrowszego, bardziej suwerennego i mniej obciążającego środowisko. Powinna więc stać się częścią szerszego rachunku: jak wykorzystać ziemię, wodę, biomasę i publiczne środki tak, aby wzmacniały bezpieczeństwo zdrowej żywności, odporność ekologiczną i efektywność całego systemu żywnościowego.
Raport EFRWP pokazuje skalę problemu: Polska ma jedne z najniższych zasobów wodnych w Unii Europejskiej, słabą retencję, niewielki udział nawadnianych gruntów i niedostateczny monitoring poboru.
Według danych z raportu Polska dysponuje około 1600 m³ odnawialnych zasobów wodnych na mieszkańca rocznie, podczas gdy średnia unijna przekracza 4500 m³. Retencja zbiornikowa wynosi u nas zaledwie 7,0–7,5% średniego rocznego odpływu, przy średniej europejskiej około 20%. Dla porównania: Hiszpania osiąga 45%, Włochy 38%, Francja 32%, a Niemcy 24%. Te liczby alarmują i przesuwają wodę z kategorii „problemu środowiskowego” do kategorii strategicznego zasobu państwa.
Raport wskazuje, że odporność wodna polskiego rolnictwa wymaga działań na wielu poziomach: retencji krajobrazowej i glebowej, modernizacji melioracji, rozwoju precyzyjnego nawadniania, opomiarowania poboru, koordynacji instytucji i uproszczenia procedur. System melioracyjny nie powinien służyć głównie szybkiemu odprowadzaniu wody. Dzięki zastawkom, kontrolowanemu drenażowi i retencji może także zatrzymywać wodę wtedy, gdy jest jej nadmiar, i udostępniać ją w okresach deficytu.
Ważnym punktem raportu jest diagnoza barier administracyjnych. Państwo może deklarować wsparcie dla retencji, a jednocześnie tworzyć system, w którym koszt dokumentacji, czas oczekiwania i niepewność decyzji zniechęcają do małych lokalnych inwestycji. Obrazowym przykładem jest opisana w raporcie zastawka na rowie odwadniającym: przygotowanie dokumentacji trwało ponad 24 miesiące, kosztowało około 20 tys. zł, podczas gdy sama budowa była tańsza niż 12 tys. zł. Jeżeli dokumentacja dla urządzenia zatrzymującego wodę kosztuje więcej niż jego budowa, to problemem nie jest tylko niedobór inwestycji, ale system, który utrudnia najprostsze działania adaptacyjne. Ciekawy jest kontrast dotyczący oficjalnego poboru wody. Rolnictwo odpowiada w Polsce jedynie za około 8–10% poboru, podczas gdy w krajach południowej Europy udział ten jest wielokrotnie wyższy. Nie musi to jednak oznaczać małej presji rolnictwa na wodę. Częściowo wynika z bardzo niskiego poziomu nawadniania w Polsce. Polska produkcja rolna opiera się głównie na opadach, wodzie glebowej, płytkich zasobach lokalnych i krajobrazie, czyli dokładnie tych elementach, które w warunkach suszy stają się coraz bardziej kruche. Nawadnianie w Polsce obejmuje jedynie 1,5–1,8% użytków rolnych, przy średniej UE około 6,7%. Raport zakłada wzrost powierzchni nawadnianej z 230 tys. ha do 700 tys. ha do 2035 r., czyli z 1,8% do 5% użytków rolnych. Jednocześnie tylko około 18% gospodarstw z nawadnianiem posiada wodomierze rejestrujące faktyczne zużycie wody.
Trudno zarządzać zasobem, którego w dużej mierze nie mierzymy. A jeszcze trudniej budować odporną gospodarkę rolną w warunkach niedostatku wody, jeżeli rolnicy nie mają dostępu do przewidywalnych, opomiarowanych i racjonalnie zaprojektowanych systemów nawadniania.
Alarmujące dane dotyczą nie tylko ilości wody, ale także jej jakości. Według najnowszej oceny GIOŚ za lata 2019–2024 98,45% jednolitych części wód rzecznych i 94,01% jezior nie osiąga dobrego stanu. Raport EFRWP szczegółowo opisuje główne presje rolnicze: azotany, fosforany, środki ochrony roślin, erozję gleby i spływ powierzchniowy. Wskazuje też ich źródła, między innymi nawożenie mineralne i organiczne, gnojowicę i obornik, intensywne uprawy oraz chów zwierząt.
To ważne rozpoznanie. Jednocześnie przy takiej skali problemu jakość wód nie powinna być traktowana wyłącznie jako kwestia monitoringu, ograniczania odpływu zanieczyszczeń i działań naprawczych. Konieczna jest analiza związku między stanem wód a strukturą produkcji rolnej i żywnościowej: kierunkami produkcji, uprawami paszowymi, modelami nawożenia i koncentracją chowu zwierząt. Jeśli chcemy realnie zmniejszać presję na wody, polityka wodna musi łączyć działania naprawcze z pytaniem o źródła tej presji w samym systemie żywnościowym.
Według raportu Instytutu Zrównoważonej Gospodarki Dzieląc kłos na czworo 54% zbieranych płodów rolnych w Polsce jest kierowane na cele paszowe i produkcję zwierzęcą, podczas gdy bezpośredniej konsumpcji przez ludzi służy 38% zbieranych plonów. Około 3/4 użytków rolnych jest przeznaczone na produkcję zwierzęcą. Jednocześnie Polska nie wytwarza wystarczających ilości warzyw, roślin strączkowych ani olejów roślinnych, aby pokryć rekomendowane dzienne spożycie tych produktów, podczas gdy produkcja mięsa, nabiału i cukru znacząco przekracza poziomy zgodne ze zdrowymi wzorcami żywieniowymi – w przypadku mięsa niemal ośmiokrotnie.
Kierunek zmian jest znaczący. W latach 2010–2023 krajowa produkcja mięsa wzrosła o około jedną trzecią, osiągając blisko 5 mln ton, a produkcja mleka zwiększyła się o prawie 25%. Wartość produkcji zwierzęcej wzrosła od 2010 r. niemal 2,5-krotnie i w 2024 r. osiągnęła blisko 98 mld zł. Krajowe wykorzystanie surowców wysokobiałkowych wzrosło z 3 mln ton do 5,8 mln ton w latach 2013–2023, a około 2/3 zużywanych w kraju pasz wysokobiałkowych pochodzi z importu. [3]
Te dane pokazują paradoks systemowy: znaczna część polskiej ziemi, wody i biomasy pracuje na produkcję zwierzęcą w skali znacznie przekraczającej potrzeby wynikające ze zdrowych wzorców żywieniowych, a jednocześnie kraj pozostaje zależny od importu kluczowych komponentów paszowych i nie wytwarza wystarczająco dużo produktów roślinnych ważnych dla zdrowego żywienia.
W takim systemie pytanie o wodę musi dotyczyć także struktury produkcji i tego, jakie ścieżki produkcji wspieramy publicznymi pieniędzmi, infrastrukturą, retencją i adaptacją do suszy. Bo nie chodzi tylko o to, czy rolnictwo produkuje dużo, lecz także o to, czy produkuje to, czego potrzebuje zdrowa dieta i odporny system żywnościowy.
Polska jest eksporterem netto żywności. Krajowa produkcja odpowiada około 3600 kcal dziennie na mieszkańca, a po uwzględnieniu salda handlu zagranicznego dostępność żywności na rynku krajowym wynosi około 3300 kcal dziennie na osobę. [3] Część produkcji trafia na rynki zagraniczne, a część produktów jest importowana.
To stawia pytanie, jak w rachunku eksportu uwzględniamy koszty ponoszone przez krajowe środowisko. Gdy produkt opuszcza Polskę, pozostają tu zużyta woda, zajęta ziemia, presja azotowa i fosforowa, gospodarowanie odchodami zwierzęcymi oraz koszty ochrony i odbudowy zasobów wodnych. W kraju o jednych z najniższych zasobów wody w UE warto pytać, czy publiczne inwestycje w retencję i adaptację przede wszystkim wzmacniają bezpieczeństwo żywnościowe Polski, i w jakim stopniu finansują środowiskowe koszty produkcji przeznaczonej na eksport.
Raport EFRWP przedstawia produktywność wodną wybranych upraw w kilogramach produktu na metr sześcienny wody. To użyteczny wskaźnik, ale niewystarczający dla polityki żywnościowej. Kilogram jabłek, ziemniaków, zboża czy rzepaku nie oznacza tej samej wartości żywieniowej. Dlatego obok plonu na metr sześcienny wody potrzebne są wskaźniki pokazujące, ile składników odżywczych – białka, tłuszczów, błonnika, mikroelementów czy energii – otrzymujemy z ograniczonych zasobów oraz czy plon trafia bezpośrednio do ludzi, czy przechodzi przez kolejne etapy produkcji.
Szczególnie ważne jest to w przypadku produktów zwierzęcych. Zużycie wody w mleczarni czy zakładzie mięsnym pokazuje tylko końcowy etap produkcji. Nie obejmuje wcześniejszej ścieżki: uprawy pasz, pojenia zwierząt, utrzymania budynków, gospodarowania odchodami ani presji azotowej i fosforowej. Porównywanie zużycia wody na poziomie zakładu lub samego plonu z hektara nie pokazuje pełnego kosztu zasobowego różnych modeli produkcji żywności.
Polityka wodna powinna widzieć nie tylko zakład, urządzenie czy hektar uprawy, lecz całą architekturę przepływu zasobów: roślina → żywność dla ludzi oraz roślina → pasza → zwierzę → żywność dla ludzi. Bo WPR nie finansuje samego plonu, ale określony model produkcji żywności.
Raport EFRWP pokazuje, że adaptacja rolnictwa do niedoboru wody wymaga retencji, modernizacji melioracji, rozwoju nawadniania i lepszego zarządzania zasobami. To niewątpliwie konieczne działania. Susza nie jest jednak wyłącznie problemem infrastruktury wodnej. Jest także testem odporności całego modelu produkcji żywności. Skala ryzyka jest ogromna: średnia roczna wartość strat powodowanych suszą w Polsce przekracza 3 mld zł, a w niektórych latach sięgała nawet 11 mld zł. Do 2050 r. susza może regularnie dotykać około 65% użytków rolnych. [3]
W takich warunkach adaptacja nie może oznaczać jedynie utrzymania obecnego modelu dzięki większej liczbie zbiorników, zastawek i systemów nawadniania. Powinna także obejmować pytanie o to, które uprawy, kierunki produkcji i ścieżki dostarczania żywności są najbardziej odporne, zużywają najmniej zasobów, generują najmniejszą presję środowiskową i najlepiej odpowiadają potrzebom zdrowej diety.
W raporcie EFRWP ważne miejsce zajmują retencja glebowa, rolnictwo regeneratywne, ograniczanie presji środowiskowej i lepsze gospodarowanie nawozami naturalnymi. W tej perspektywie rośliny strączkowe powinny być czymś więcej niż marginalnym wątkiem. Podobne ograniczenie widać w logice WPR: rośliny bobowate i strączkowe są traktowane przede wszystkim jako element ekoschematów, płodozmianu, poprawy gleby, ograniczania nawożenia mineralnego lub krajowego białka paszowego, czyli jako „remedium” na problemy obecnej produkcji rolnej. To ważne, ale niewystarczające.
Strączki mogą wzmacniać żyzność i strukturę gleby, wiązać azot atmosferyczny, ograniczać zapotrzebowanie na nawozy azotowe, wspierać retencję glebową i zmniejszać zależność od importowanych pasz wysokobiałkowych. Jednocześnie mogą dostarczać białka bezpośrednio ludziom i rozwijać krajowe przetwórstwo żywności roślinnej. Są więc dobrym testem tego, czy polityka wodna i rolna wzmacniają jedynie odporność obecnego modelu produkcji, czy także budują bardziej suwerenny, zdrowy i efektywny system żywnościowy.
Znaczenie strączków wykracza poza dietę. Raport ProVeg Globalne wyzwania, lokalne strączki pokazuje je jako element suwerenności białkowej, odporności rolnictwa, ograniczania zależności od importu białka paszowego oraz zmniejszania zużycia nawozów mineralnych.
Raport EFRWP formułuje ambitną wizję: rolnictwa i przetwórstwa odpornych na zmiany klimatu, opartych na efektywnym gospodarowaniu wodą, poprawie jakości wód, rozwiązaniach opartych na naturze, danych i lepszej koordynacji. Budżet funduszy UE na działania wodne w latach 2028–2034 szacowany jest na 13,35–15,45 mld zł.
Przy takiej skali finansowania pytanie o cele staje się nieuniknione. Publiczne inwestycje w wodę mogą wspierać produkcję pasz, mięsa, mleka i cukru, ale też rozwój warzyw, strączków, ochronę mokradeł i rzek, zdrowie publiczne oraz różnorodność biologiczną. Dlatego pytanie dla przyszłej WPR i krajowej polityki adaptacyjnej brzmi nie tylko: jak zwiększyć retencję i efektywność wykorzystania wody? Ale także: czemu ta woda ma służyć i jaki model produkcji żywności chcemy dzięki niej wzmacniać?
Jeżeli odpowiedź ograniczy się do infrastruktury, pomiarów i technologii, poprawimy sprawność systemu bez odpowiedzi na pytanie, dokąd ten system zmierza. W warunkach suszy, złego stanu wód i rosnących kosztów zdrowotnych oraz środowiskowych to pytanie staje się centralne.
Woda jest zasobem zdrowia publicznego, bezpieczeństwa żywnościowego, ekosystemów, rzek, mokradeł i przyszłych pokoleń. Dlatego polityka wodna nie może odpowiadać wyłącznie na pytanie, jak dostarczyć więcej wody do obecnego modelu produkcji. Musi także pytać, czy ten model jest tym, który warto wzmacniać.
1. Europejski Fundusz Rozwoju Wsi Polskiej, Raport o gospodarowaniu wodą w rolnictwie i przetwórstwie rolno-spożywczym, 2026.
2. Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Plan Strategiczny dla Wspólnej Polityki Rolnej na lata 2023–2027, wersja pełna 7.2.
3. Instytut Zrównoważonej Gospodarki, Dzieląc kłos na czworo. Jak zrównoważyć polski system żywnościowy?, 2026.
4. Fundacja ProVeg, Globalne wyzwania, lokalne strączki. Raport z okrągłego stołu interesariuszy wokół roślin strączkowych, 2026.
Autorką analizy raportu jest Joanna Słodownik, założycielka i prezeska Fundacji Zielony Reset, działającej na rzecz transformacji systemu żywności, ochrony dzikiej przyrody, praw zwierząt oraz budowania bardziej współczującego i zrównoważonego świata. Członkini Federacji Bezpieczna Żywność.
Photo by music4life on Canva