Zmień system żywnościowy!
Zróbmy to razem

Do Świąt Bożego Narodzenia zostały zaledwie dwa tygodnie, a karp – niekwestionowany symbol polskiej Wigilii – szykuje się do corocznej roli głównego bohatera świątecznego stołu. W polskich domach ryba ta od dekad jest nieodłącznym elementem wieczerzy wigilijnej, nierzadko utożsamianym z samą tradycją i atmosferą świąt. Jednak pod pozornie sielankowym i rodzinnym obrazem kryje się brutalna i bolesna prawda. Najnowsze śledztwo Compassion in World Farming ujawnia drastyczne warunki, w jakich hodowane są te ryby – przepełnione zbiorniki, długie okresy głodówki, przetrzymywanie żywych ryb w plastikowych torbach bez wody to tylko niektóre z udokumentowanych praktyk. Na każdym etapie życia karpia – od połowu, poprzez hodowlę, aż do sprzedaży – dochodzi do naruszeń dobrostanu, które pozostają skrzętnie ukryte za świątecznym blaskiem choinek i stołów. Problem pogłębia brak odpowiednich i spójnych regulacji prawnych w Unii Europejskiej, które w sposób kompleksowy chroniłyby dobrostan ryb hodowlanych, w tym karpi. Choć ryby są prawnie uznane za istoty czujące od 2009 roku, w praktyce pozostają niemal bez ochrony. W efekcie każdego roku setki milionów ryb cierpią w legalnej próżni prawnej, podczas gdy tradycja, zamiast łączyć ludzi i budować więzi, osłania system przemocy wobec tych zwierząt.
Popularność karpia na polskich stołach to nie efekt wielowiekowej tradycji, lecz spuścizna powojennych decyzji politycznych i gospodarczych. W 1947 roku komunistyczne władze Polski Ludowej, kierując się logiką łatwej i taniej hodowli, ogłosiły hasło „Karp na każdym wigilijnym stole”. Od tego momentu ryba zdominowała świąteczną kuchnię. Decyzja miała charakter nie tylko ekonomiczny, ale też ideologiczny – miała ujednolicić konsumpcję i ułatwić kontrolę nad nią w nowej rzeczywistości społecznej.
Skala produkcji karpi w Europie jest ogromna. Co roku w UE hoduje się co najmniej 26 milionów tych ryb, a największymi producentami są Polska i Czechy. W Czechach karp dominuje w akwakulturze, odpowiadając za około 85% całej krajowej produkcji. W Polsce ten gatunek stanowi z kolei około 39% krajowej akwakultury i jednocześnie blisko 28% całej unijnej produkcji karpia – wynika z raportu Compassion in World Farming Polska.
Dziś większość Polek i Polaków nie wyobraża sobie Wigilii bez karpia, a właśnie ta głęboko zakorzeniona tradycja sprawia, że ryba staje się ofiarą konsumpcyjnej pułapki. Warunki, w których karpie są hodowane, transportowane i zabijane, generują ogromny stres i cierpienie, które pozostają ukryte za świątecznym blaskiem. Śledztwo Compassion in World Farming w hodowlach karpi w Czechach odsłoniło liczne naruszenia dobrostanu. Ryby są stłoczone w zbiornikach, mają problemy z oddychaniem, często trzymane są poza wodą podczas sortowania i ważenia, upuszczane, a także przerzucane niedbale, co prowadzi do licznych urazów. Przepełnienie obniża jakość wody, zmniejsza poziom tlenu, zwiększa ilość odpadów oraz podnosi poziom stresu, ryzyko chorób i obrażeń.
Podczas zbioru ryb ze stawów, śledczy zauważyli trudności z oddychaniem u wielu karpi na powierzchni wody oraz dziesiątki martwych i umierających osobników. Podwodne nagrania ukazały ryby z widocznymi ranami, uszkodzeniami płetw, otarciami i poważnymi objawami infekcji. Najbardziej dramatycznym elementem jest sposób uboju. Ryby są ogłuszane tępymi narzędziami, jak kij czy młotek, a następnie zabijane poprzez przecięcie naczyń krwionośnych w okolicy głowy, podczas tzw. „podcinania gardła”. W wielu przypadkach ryby pozostają przytomne, odczuwając ból i stres.
Ponadto żywe ryby sprzedawane są konsumentom w plastikowych torbach bez wody, które następnie trafiają do domów, gdzie – często bez odpowiedniej wiedzy i przygotowania – są dodatkowo okaleczane przed śmiercią. Zazwyczaj uderza się je różnymi narzędziami domowymi, co powoduje długotrwałe cierpienie. Inne osobniki po odłowie są transportowane do magazynów, gdzie przechowuje się je przez tygodnie w jałowych warunkach, bez pożywienia, co ma na celu poprawę jakości mięsa i usunięcie niepożądanego, charakterystycznego „błotnego” posmaku.
Małgorzata Szadkowska, prezeska Compassion in World Farming Polska, podkreśla:
„Niestety, pomimo dowodów naukowych i uznania w prawie UE, że ryby są istotami czującymi, zdolnymi do odczuwania bólu i cierpienia, obecnie nie ma przepisów dotyczących konkretnych gatunków, które zapobiegałyby tej okrutnej praktyce. Każdego roku w Unii Europejskiej hoduje się nawet miliard ryb, przy czym brak ochrony prawnej dotyczy wszystkich ryb hodowanych w całej UE”.
W odpowiedzi na tę sytuację Compassion wzywa Unię Europejską do wprowadzenia przepisów dotyczących dobrostanu poszczególnych gatunków ryb, obejmujących jakość wody, zagęszczenia w hodowlach, wymogi obchodzenia się z rybami podczas transportu i uboju oraz egzekwowalne normy dotyczące dobrostanu we wszystkich systemach akwakultury. Małgorzata Szadkowska dodaje: „Nasza organizacja wzywa także rządy Czech i Polski do podjęcia pilnych działań. Oba te kraje muszą zakazać sprzedaży żywych ryb konsumentom”. Zwraca także uwagę, że samo prawodawstwo nie wystarczy: „Nie mamy wątpliwości, że wybory konsumenckie mają ogromne znaczenie. Można spróbować wprowadzić do naszych świątecznych dań roślinne posiłki – istnieje wiele ciekawych i smacznych alternatyw dla ryb i mięsa, które są wolne od cierpienia zwierząt”.
Co więcej, świadomość społeczna rośnie. W listopadzie tego roku Compassion otrzymało wyniki sondażu, które pokazują, że aż 56,4% Polaków nie popiera sprzedaży żywych karpi, jeśli dostępne są już formy gotowe do spożycia w postaci dzwonek, płatów lub całej tuszy. „To dobra wiadomość i mamy nadzieję, że poparcie dla zakazu sprzedaży żywych ryb będzie rosło w kolejnych latach” – podsumowuje prezeska Compassion in World Farming Polska.
Podobne spojrzenie ma Catalina López Salazar, lekarka weterynarii i dyrektorka organizacji Aquatic Animal Alliance. Przypomina, że choć ryby i inne zwierzęta wodne stanowią ponad 90% wszystkich zabijanych kręgowców, ich życie, cierpienie i potrzeby niemal nigdy nie trafiają do debaty publicznej. „Ramy prawne dotyczące dobrostanu zwierząt zostały zaprojektowane głównie z myślą o ssakach i ptakach, czyli zwierzętach widocznych i bliskich ludziom, z którymi wchodzą oni w interakcję na lądzie. Zwierzęta wodne są natomiast w dużej mierze niewidoczne dla opinii publicznej, ponieważ ich życie toczy się pod wodą lub w zamkniętych obiektach” – tłumaczy.
Dodaje, że ta niewidzialność, w połączeniu z postrzeganiem ryb jako „niebieskiego jedzenia”, a nie istot czujących, opóźniła uwzględnianie ich dobrostanu w prawie. „Egzekwowanie przepisów dotyczących dobrostanu ryb jest też trudniejsze – humanitarne obchodzenie się z nimi na dużą skalę wymaga specjalnej technologii i odpowiedniego przeszkolenia personelu” – podkreśla. „Decydujący jest jednak rozdźwięk między nauką a polityką. Pomimo dziesięcioleci dowodów naukowych potwierdzających zdolność ryb do odczuwania bólu, decydenci i przedstawiciele branży powoli włączają te kwestie do ram prawnych i polityk łańcucha dostaw” – zauważa.
Na pytanie, czy wyobrażenie o rybach żyjących swobodnie w morzu odpowiada prawdzie, Catalina López Salazar odpowiada zdecydowanie: „Postrzeganie ryb jako istot żyjących wolno i naturalnie jest dalekie od prawdy. W przemysłowych połowach ryby doświadczają długich okresów uwięzienia, miażdżenia w sieciach, barotraumy podczas szybkiego wyciągania oraz powolnej śmierci przez uduszenie lub wypatroszenie bez ogłuszenia – co, jak pokazują badania na pstrągach tęczowych, może powodować nawet 22 minuty bólu i cierpienia”.
„W akwakulturze warunki również są dalekie od naturalnych. Ryby hodowane są w zagęszczeniach niemożliwych w naturze, co powoduje stres, choroby, inwazje pasożytów, na przykład wszy morskiej u łososi oraz wysoką śmiertelność. Praktyki związane z obsługą, sortowaniem i transportem powodują dodatkowe urazy i przedłużony stres. Środowisko hodowli uniemożliwia rybom realizację naturalnych zachowań, co wywołuje dalszy stres” – wyjaśnia.
Catalina López Salazar podkreśla także aspekt zdrowia publicznego: „Chociaż ryby są promowane jako zdrowe źródło białka, intensywne systemy hodowlane podważają ten wizerunek przez nadużywanie antybiotyków, kumulację zanieczyszczeń oraz odciąganie pożywnych małych ryb od lokalnych diet w celu produkcji paszy dla gatunków drapieżnych”.
Naukowe dowody na odczuwanie bólu przez ryby są – jak mówi – niepodważalne. „Badania neurobiologiczne pokazują, że ryby mają nocyceptory, czyli receptory bólu, oraz struktury mózgowe reagujące na szkodliwe bodźce. Badania behawioralne wykazują, że po doświadczeniu bólu ryby przejawiają zachowania ochronne, zmiany w odżywianiu i uczą się unikać bolesnych sytuacji. Badania farmakologiczne dostarczają dodatkowych dowodów – środki przeciwbólowe redukują ich reakcje na ból”.
Jednak wdrażanie tych ustaleń do prawa przebiega powoli. „Interesariusze obawiają się wzrostu kosztów, a politycy wahają się regulować tak dużą branżę. W rzeczywistości jednak poprawa dobrostanu ryb może przynieść lepsze wyniki finansowe, zmniejszając chorobowość, śmiertelność, poprawiając jakość produktu” – tłumaczy.
Wciąż największą barierą pozostają uprzedzenia społeczne. „Ryby od dawna postrzegane są przede wszystkim jako pożywienie lub zasób naturalny, a nie jako istoty czujące. W rezultacie są wyłączane z empatii społecznej i debaty politycznej, co pozwala na praktyki w akwakulturze i rybołówstwie, które wobec zwierząt lądowych byłyby nieakceptowalne”.
Świąteczna tradycja, która powinna łączyć bliskich – zarówno tych, dla których Boże Narodzenie jest ważnym świętem, jak i tych, którzy traktują je jako czas spotkań i refleksji – w przypadku karpia stała się pułapką – pułapką konsumpcji i prawnej bezradności wobec cierpienia zwierząt. Refleksja nad tym, co naprawdę pojawia się na świątecznym stole, może stać się impulsem do zmiany w kierunku etyki, odpowiedzialności i szacunku wobec wszelkiego życia.
Przeczytaj również wywiad z Cataliną López Salazar: Morskie życie vs. morski biznes
Photo: Toby Sakata on Unsplash