Woda na kredyt. Świat u progu bankructwa wodnego

Świat wchodzi w fazę głębokiego kryzysu wodnego, który naukowcy określają mianem bankructwa wodnego. Jak pisze Alec Luhn w New Scientist, opierając się na najnowszym raporcie badaczy związanych z ONZ, termin ten opisuje stan, w którym ludzkość zużywa wodę szybciej, niż systemy naturalne są w stanie ją odnawiać. Skutkiem jest trwałe uszczuplenie zasobów powierzchniowych i podziemnych oraz degradacja ekosystemów odpowiedzialnych za magazynowanie i oczyszczanie wody. Za ten stan odpowiada przede wszystkim rolnictwo.

Trzy czwarte światowej populacji żyje dziś w krajach dotkniętych niedoborami wody, jej zanieczyszczeniem lub coraz częstszymi suszami. Około 4 miliardów ludzi doświadcza poważnych ograniczeń dostępu do wody co najmniej przez jeden miesiąc w roku. W wielu regionach przekłada się to na migracje, lokalne konflikty o zasoby i narastające napięcia społeczne.

Autorzy raportu United Nations University Institute for Water, Environment and Health (UNU-INWEH) wskazują, że przez dekady dominował model gospodarowania wodą oparty na systematycznym przekraczaniu naturalnych limitów. Roczne zasoby odnawialne, wynikające z opadów i topnienia śniegu, nie wystarczały na pokrycie zapotrzebowania, dlatego coraz częściej sięgano po wody podziemne, które odnawiają się w skali setek lub tysięcy lat. Dane przywoływane przez Luhna pokazują, że znaczna część głównych warstw wodonośnych na świecie znajduje się dziś w fazie długoterminowego spadku zasobów, a wiele z tych procesów ma charakter nieodwracalny.

Kaveh Madani, dyrektor UNU-INWEH, podkreśla, że jednoczesne wyczerpywanie wód powierzchniowych i podziemnych oraz zanik naturalnych systemów retencji (takich jak mokradła i jeziora) oznaczają trwałą utratę części kapitału naturalnego. W wielu regionach świata odbudowa tych zasobów nie jest możliwa w perspektywie jednego ani nawet kilku pokoleń.

Największą presję na zasoby wodne wywiera rolnictwo, które odpowiada za około 70 procent globalnego poboru słodkiej wody. Intensywna produkcja żywności, zwłaszcza mięsa i pasz, w wielu regionach opiera się na masowym pompowaniu wód gruntowych. Choć wprowadzane są technologie zwiększające efektywność nawadniania, takie jak systemy kropelkowe, często prowadzą one do rozszerzania areałów upraw lub intensyfikacji produkcji, co w skali całych dorzeczy zwiększa całkowite zużycie wody zamiast je ograniczać.

Drugim, obok rolnictwa, czynnikiem pogłębiającym kryzys jest ekspansja miast na obszary coraz bardziej suche w wyniku globalnego ocieplenia. Skutki tego procesu widać m.in. w Turcji, gdzie powstały setki zapadlisk spowodowanych nadmiernym poborem wód gruntowych oraz w Chinach, gdzie pustynnienie przyczynia się do śmiercionośnych burz pyłowych w Pekinie. Jeszcze bardziej jaskrawym przykładem jest Iran. Wieloletnie susze oraz niekontrolowany rozwój studni rolniczych doprowadziły tam do niemal całkowitego wyschnięcia jeziora Urmia, niegdyś największego zbiornika tego typu na Bliskim Wschodzie. Kraj doświadczył jednej z najgorętszych i najsuchszych jesieni od pół wieku, a władze rozważają dziś skrajne scenariusze, w tym częściową ewakuację Teheranu. Równolegle podejmowane są próby doraźnej adaptacji, takie jak zasiewanie chmur, które – jak podkreślają autorzy raportu – nie rozwiązują problemu strukturalnego nadmiernego poboru wody.

Problem ten widoczny jest także w Stanach Zjednoczonych. Rzeka Kolorado, kluczowe źródło wody dla zachodnich stanów, straciła znaczną część przepływu w ciągu ostatnich dekad. Odpowiadają za to jednocześnie mniejsze opady, wyższe temperatury zwiększające parowanie oraz intensywne wykorzystanie wody w rolnictwie, zwłaszcza przy produkcji pasz dla zwierząt tzw. hodowlanych. Główne zbiorniki na rzece mają dziś zaledwie około 30 procent pojemności i według prognoz mogą osiągnąć krytyczny poziom tzw. martwego zbiornika już w 2027 roku.

Niebezpieczeństwo kryzysu wodnego staje się coraz bardziej widoczne także w regionach o wysokich opadach. Rosnące zapotrzebowanie centrów danych, a także zanieczyszczenia generowane przez przemysł i rolnictwo prowadzą do degradacji jakości wody. W Bangladeszu znaczna część kraju zmaga się z obecnością arsenu w wodzie ze studni, a stolica Dhaka doświadcza skażenia rzek i ujęć wody pitnej przez odpady przemysłu produkującego tanią odzież na eksport. Soni Hoque z Uniwersytetu Oksfordzkiego zwraca uwagę, że mimo powszechnej wiedzy o skali problemu, obawy przed utratą klientów i zamówień skutecznie hamują wprowadzanie ostrzejszych regulacji środowiskowych.

Madani podsumowuje, że ludzkość będzie musiała nauczyć się funkcjonować przy mniejszych zasobach wodnych, a kluczem do tego jest lepsze zarządzanie. Warunkiem koniecznym jest jednak dokładne monitorowanie źródeł i zużycia wody, m.in. poprzez instalację wodomierzy w domach, studniach i kanałach nawadniających. „Planujemy wywoływać opady za pomocą rakiet do zasiewania chmur, ale nie wiemy nawet, ile mamy wody w systemie. Nie możemy zarządzać tym, czego nie mierzymy” – podkreśla.

Era bankructwa wodnego wymusza zmianę myślenia o wodzie, z zasobu traktowanego jak niewyczerpalny w dobro strategiczne, wymagające realnych limitów, długofalowego planowania i politycznych decyzji. Alternatywą pozostaje dalsze życie na kredyt – z długiem, który z każdym rokiem narasta.

Photo by Nastia Petruk on Unsplash

Udostępnij: