Biogaz – czego możemy się nauczyć od Niemiec?

W dyskusji o przyszłości rolnictwa i transformacji energetycznej coraz częściej pojawia się biogaz jako rozwiązanie, które ma jednocześnie ograniczać emisje metanu i dostarczać energii odnawialnej. W obliczu kryzysu klimatycznego oraz presji na rolnictwo argument ten brzmi atrakcyjnie. Jednak doświadczenia krajów, które biogaz rozwijają od dekad, pokazują, że bez jasno określonej roli w systemie żywnościowym i środowiskowym może on stać się kosztowną ślepą uliczką. Szczególnie pouczający jest przypadek Niemiec, opisany w analizie Sophie Scherger z Institute for Agriculture and Trade Policy (IATP).

Niemcy są dziś największym na świecie rynkiem biogazu, posiadając około 8600 instalacji produkcji biogazu, co stanowi największą liczbę takich obiektów na świecie (na drugim i trzecim miejscu w UE znajdują się Włochy i Francja z odpowiednio około 2400 i 1900 instalacji). Przez ponad 20 lat rozwijały ten sektor głównie w celu zwiększenia produkcji energii odnawialnej, opierając się na szerokim i długotrwałym wsparciu publicznym. Choć cel ten był politycznie i klimatycznie zrozumiały, brak powiązania rozwoju biogazu z długofalową wizją zrównoważonego rolnictwa doprowadził do poważnych konsekwencji. Wydano miliardy euro na infrastrukturę, która dziś w dużej mierze nie odpowiada ani przyszłym potrzebom energetycznym, ani wyzwaniom środowiskowym.

Jednym z najbardziej widocznych skutków tej polityki było masowe wprowadzenie kukurydzy jako podstawowego surowca do produkcji biogazu. Nie był to przypadek ani niezamierzony efekt uboczny, lecz rezultat systemu dopłat premiujących uprawy energetyczne. Kukurydza, jako surowiec o wysokiej gęstości energetycznej, szybko stała się podstawą funkcjonowania tysięcy biogazowni. Skala tego zjawiska doprowadziła jednak do istotnych zmian w strukturze upraw, w tym wypierania innych roślin, zaorywania trwałych użytków zielonych bogatych w węgiel oraz pogłębiania problemów z erozją gleb, nadmiarem azotu i zanieczyszczeniem wód.

Skutki te były na tyle poważne, że już w 2012 roku niemiecki rząd został zmuszony do wprowadzenia ograniczeń administracyjnych, tzw. „limitu kukurydzy”, który stopniowo zmniejsza dopuszczalny udział tego surowca w produkcji biogazu. Sam fakt konieczności takiej interwencji pokazuje, że mechanizmy rynkowe i subsydia energetyczne nie uwzględniały realnych kosztów środowiskowych ponoszonych przez rolnictwo i ekosystemy.

W odpowiedzi na krytykę upraw energetycznych coraz częściej wskazuje się na obornik jako „lepszy” surowiec dla biogazu. Rzeczywiście, niemieckie instytucje badawcze podkreślają, że potencjał produkcji biogazu z obornika jest znaczny. Sophie Scherger zwraca jednak uwagę, że teoretyczny potencjał nie jest równoznaczny z rozwiązaniem zrównoważonym ani pożądanym. Produkcja biogazu z obornika wymaga dużej koncentracji zwierząt, ponieważ nawet niewielkie instalacje muszą mieć stały dostęp do znacznych ilości surowca. Transport obornika na większe odległości jest nieopłacalny i problematyczny środowiskowo, co sprzyja lokalnej koncentracji hodowli.

W praktyce oznacza to, że nawet tzw. „małe” biogazownie oparte na oborniku wymagają gospodarstw o znacznie większej skali niż przeciętna. Taki model może wzmacniać struktury intensywnej hodowli zwierząt, zamiast wspierać ich transformację. Jest to szczególnie problematyczne w kontekście celów klimatycznych, ponieważ emisje z sektora hodowlanego nie ograniczają się wyłącznie do obornika. Metan z chowu zwierząt jest jednym z kluczowych czynników napędzających krótkoterminowe ocieplenie klimatu, a analizy unijne pokazują, że rozwiązania techniczne, w tym biogaz, mogą zredukować jedynie część tych emisji.

Scenariusze klimatyczne dla UE i Niemiec jednoznacznie wskazują, że osiągnięcie celów klimatycznych wymaga zmniejszenia ilości zwierząt oraz zmiany wzorców konsumpcji w kierunku diet bardziej roślinnych. W takim scenariuszu ilość obornika dostępnego do produkcji biogazu naturalnie się zmniejsza. Oznacza to, że rozbudowana infrastruktura biogazowa, zaprojektowana z myślą o wysokiej podaży surowca, traci rację bytu. Niemieckie doświadczenie pokazuje, że obecna liczba biogazowni i ich łączna moc znacznie przekraczają to, co byłoby potrzebne w systemie opartym wyłącznie na oborniku.

Kluczowym wnioskiem płynącym z analizy Sophie Scherger jest konieczność odwrócenia logiki myślenia o biogazie. Nie powinien on być celem samym w sobie ani pretekstem do utrwalania istniejącego modelu produkcji zwierzęcej. Biogaz ma sens jedynie jako element szerszej strategii rolnej i klimatycznej, której nadrzędnym celem jest ograniczenie emisji, ochrona gleby, wody i bioróżnorodności oraz zapewnienie bezpieczeństwa żywnościowego.

Dla Polski, stojącej przed decyzjami o dalszym wspieraniu biogazu ze środków publicznych, niemiecka lekcja jest szczególnie cenna. Pokazuje, że bez jasnych ram środowiskowych i rolnych łatwo stworzyć system kosztowny, uzależniony od subsydiów i sprzeczny z długoterminowymi celami klimatycznymi. W czasie, gdy środki publiczne są ograniczone, a wyzwania klimatyczne narastają, pytanie nie brzmi, jak produkować więcej biogazu, lecz gdzie, po co i w jakim systemie rolnym ma on sens.

Sophie Scherger, specjalistka ds. polityki klimatycznej i rolnej w Europejskim Biurze Institute for Agriculture and Trade Policy (IATP) w Berlinie. W swojej pracy analizuje powiązania między rolnictwem a kryzysem klimatycznym, ujawniając rolę sektora hodowli zwierząt. W działalności badawczej, politycznej oraz w pracy koalicyjnej opowiada się za holistyczną i sprawiedliwą transformacją systemu żywnościowego, która uwzględnia wielowymiarowe wyzwania kryzysu klimatycznego oraz demaskuje fałszywe rozwiązania. W Europejskim Biurze IATP koncentruje się głównie na unijnym prawodawstwie dotyczącym klimatu i rolnictwa, a także na powiązanych z nim procesach krajowych i międzynarodowych.

Photo by Julia Koblitz on Unsplash

Przeczytaj także:

Biogazowy boom bez względu na konsekwencje

Biogaz w Europie: zielona transformacja czy pułapka zależności?

UE stawia na biogaz. Methane Matters ostrzega

Udostępnij: