Zmień system żywnościowy!
Zróbmy to razem

Na takie pytania powinna odpowiadać Ocena Skutków Regulacji, czyli dokument, który ma pokazać, czy projektowana ustawa jest uzasadniona i jakie przyniesie efekty. W przypadku „Lex smród” OSR zamiast twardych danych i wyważonej analizy przedstawia wybiórczą diagnozę i pozostawia poważne luki, choć projekt ingeruje w fundamentalne przepisy regulujące stosunki sąsiedzkie dla 15 milionów mieszkańców i mieszkanek wsi, co stanowi 40,4 procent ogólnej liczby ludności w Polsce.
Projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu ochrony rolniczych funkcji produkcyjnych wsi ingeruje w trzy kluczowe obszary prawa. Do Kodeksu cywilnego wprowadzony ma zostać nowy artykuł, który ustanawia domniemanie, że działalność rolnicza nie przekracza dopuszczalnej miary oddziaływania na sąsiednie nieruchomości. Wyjątkiem mają być sytuacje, w których działalność prowadzona jest niezgodnie z przepisami prawa lub „zasadami prawidłowej gospodarki rolnej”. Równolegle zmiana Kodeksu wykroczeń wyłącza karalność za zakłócanie ciszy nocnej, jeśli źródłem hałasu jest działalność rolnicza. Trzecim elementem jest obowiązek składania przez osoby kupujące nieruchomości poza miastem oświadczenia notarialnego o świadomości potencjalnych immisji z sąsiednich gospodarstw.
Na poziomie deklaracji rozwiązania te mają ograniczyć konflikty społeczne i wzmocnić stabilność funkcjonowania gospodarstw. Na poziomie analizy – tej, którą powinna dostarczać OSR – pojawia się jednak zasadniczy problem: brak odpowiedzi na pytanie, jak duże jest zjawisko, które ustawodawca chce regulować.
Fundamentalne pytanie każdej oceny skutków regulacji brzmi: jaka jest skala problemu? Ilu rolników i rolniczek faktycznie poniosło konsekwencje prawne prowadzenia legalnej działalności? OSR tego nie pokazuje. Zamiast danych pojawiają się ogólne sformułowania o zgłoszeniach kierowanych do ministerstwa, informacjach przekazywanych przez organizacje branżowe oraz wynikach ankiety przeprowadzonej wśród 364 osób związanych z izbami rolniczymi i doradztwem rolniczym. Wiadomo, że środowiska rolnicze sygnalizują problem. Nie wiadomo, jak często kończy się on pozwem, wyrokiem czy sankcją.
Brakuje danych o liczbie spraw cywilnych dotyczących immisji, liczbie orzeczeń niekorzystnych dla rolników i rolniczek, wysokości zasądzonych odszkodowań czy liczbie mandatów za zakłócanie ciszy nocnej. Te braki zostały wprost wskazane przez Koordynatora Oceny Skutków Regulacji w marcu 2026 roku jako przeszkoda do dalszego procedowania. Po aktualizacji dokumentu nadal nie zostały uzupełnione. W praktyce oznacza to, że projekt opiera się na sygnałach i przekonaniach, a nie na mierzalnych danych.
Źródła, na których oparto uzasadnienie, dodatkowo wzmacniają jednostronność analizy. Obok raportów środowiskowych pojawia się uchwała jednej gminy oraz badanie przeprowadzone wyłącznie wśród przedstawicieli organizacji rolniczych. Perspektywa osób mieszkających w sąsiedztwie uciążliwych instalacji pozostaje marginalna. Taki dobór materiału przypomina sytuację, w której reformę prawa pracy uzasadnia się wyłącznie opiniami pracodawców.
Równolegle projekt operuje określoną narracją. W uzasadnieniu dominuje obraz gospodarstwa rodzinnego. Tymczasem proponowane przepisy nie wprowadzają żadnego rozróżnienia skali działalności. Nowe regulacje obejmą w równym stopniu niewielkie gospodarstwa oraz wielkotowarowe fermy przemysłowe. Domniemanie zgodności z normą będzie działało niezależnie od tego, czy chodzi o kilka sztuk krów czy świń, czy o instalację liczącą dziesiątki tysięcy tych zwierząt.
Różnica między tymi formami działalności ma jednak kluczowe znaczenie. Immisje pochodzące z dużych ferm mają charakter intensywny, ciągły i obejmują znacznie większy obszar niż w przypadku gospodarstw rodzinnych. Ich wpływ na zdrowie i jakość życia mieszkańców został szeroko opisany w badaniach prowadzonych w krajach Europy Zachodniej (m.in. Niemiec i Holandii). W OSR nie ma odniesienia do tych ustaleń. W części dotyczącej wpływu regulacji na zdrowie temat ten pozostaje pominięty.
Kolejnym istotnym problemem jest konstrukcja samego mechanizmu ochrony. Kluczowym pojęciem staje się „zasada prawidłowej gospodarki rolnej”, która wyznacza granicę odpowiedzialności. Pojęcie to pojawia się w projekcie kilkukrotnie, nie zostało jednak zdefiniowane ani doprecyzowane. Nie wiadomo, jakie kryteria będą decydować o jego naruszeniu, jakie standardy będą stosowane ani kto będzie dokonywał takiej oceny.
W praktyce oznacza to, że osoby dotknięte uciążliwościami będą musiały udowodnić przed sądem naruszenie nieostrego i niejednoznacznego standardu. Jednocześnie druga strona korzystać będzie z domniemania legalności swojej działalności. Taka konstrukcja nie wyrównuje pozycji stron, lecz przesuwa ciężar dowodowy na tych, którzy i tak znajdują się w trudniejszej sytuacji procesowej, bez zapewnienia jej narzędzi.
Elementem, który budzi równie poważne wątpliwości, jest brak mechanizmu ewaluacji. OSR wprost wskazuje, że nie planuje się oceny skutków wprowadzanych przepisów. Jako jedyny miernik funkcjonowania regulacji wskazano liczbę pism i interpelacji kierowanych do ministerstwa. To dokładnie to samo źródło, które posłużyło jako uzasadnienie potrzeby interwencji.
Projekt dotyczy relacji sąsiedzkich na obszarach zamieszkiwanych przez miliony osób. Wprowadza istotne zmiany w równowadze praw i obowiązków, jednocześnie nie przewidując narzędzi do sprawdzenia, czy przyniosą one zamierzony efekt. W tym kontekście brak ewaluacji trudno uznać za techniczne przeoczenie. Bardziej przypomina świadomą rezygnację z weryfikacji skutków.
Istotnym mankamentem projektu pozostaje pominięcie podstawowej przyczyny konfliktów, jaką jest niewłaściwe planowanie przestrzenne oraz brak skutecznych mechanizmów oddzielania funkcji mieszkalnych od produkcyjnych. Proponowane rozwiązania koncentrują się na regulowaniu skutków napięć, a nie ich źródeł, co ogranicza ich potencjalną skuteczność w dłuższej perspektywie.
Równie wątpliwe jest założenie, że ograniczenie liczby sporów sądowych przełoży się na poprawę sytuacji społecznej. Spadek liczby spraw może wynikać z utrudnienia dochodzenia praw przez jedną ze stron, a nie z realnego rozwiązania problemu. W takim ujęciu projekt prowadzi raczej do „wyciszenia” konfliktów niż do ich rozstrzygnięcia.
Całościowo „Lex smród” można postrzegać jako próbę wzmocnienia funkcji produkcyjnych rolnictwa w zmieniającej się strukturze społecznej wsi, realizowaną kosztem równowagi interesów oraz przy istotnych brakach analitycznych. Projekt w praktyce ogranicza możliwości dochodzenia ochrony prawnej przez część mieszkanek i mieszkańców, zmieniając zasady odpowiedzialności i przesuwając ciężar dowodu na stronę słabszą. To właśnie te luki – zarówno w diagnozie, jak i w konstrukcji przepisów – mogą przesądzić o tym, jak nowe prawo będzie działać i kto poniesie jego realne konsekwencje.
Photo by Janusz Walczak on Canva
Przeczytaj również tekst Agaty A. Skrzypczyk: Czy Lex Smród zasmrodzi nas jeszcze bardziej?