Zmień system żywnościowy!
Zróbmy to razem

Brytyjska rzeka Wye właśnie zyskała oficjalne prawo do przepływu, bioróżnorodności i ochrony przed zanieczyszczeniami. Zanim do tego doszło, rzeka na przestrzeni ostatnich paru lat przerodziła się z niegdyś jednego z najbardziej popularnych ośrodków turystycznych w ściek. Ponad 20 milionów kurczaków hodowanych w fermach położonych w dorzeczu Wye zanieczyściło rzekę w nieodwracalny sposób. Wraz z degradacją dziewiczej natury, przemysł drobiarski odebrał regionowi miliony turystów. Czy taka przyszłość czeka również polskie wsie i atrakcje turystyczne?
Mała miejscowość położona w dolinie dziewiczej rzeki w niedaleko Lublina. W rozlewisku znajduje się parę pensjonatów agroturystycznych i niewielkie gospodarstwo rolnictwa regeneratywnego z winiarnią i serownią. Zaraz obok, ferma drobiu na ponad sto tysięcy kurczaków. Zdarza się, że padłe kurczaki są rozrzucane po okolicy przez bezpańskie psy, a smród pojawiający się wieczorami, kiedy rozgrzane kurniki bez izolacji są wietrzone, nie daje zasnąć.
Największym problemem w naszym przypadku są kwestie zapachowe – mówi Pan Grzegorz, właściciel gospodarstwa, które chce pozostać anonimowy – Podczas wieczornego wietrzenia kurników zalewa nas taka fala smrodu, że ciężko oddychać. Musimy kierować gości jedzących kolację w restauracji do środka. Część z nich to rozumie, ale zdarzały się sytuację, że goście poprosili o anulowanie reszty pobytu i zwrot pieniędzy.
Istotną atrakcją turystyczną ośrodka jest drobne gospodarstwo regeneratywne, w którym hodowane są warzywa i zwierzęta. – Budujemy swoją markę w oparciu o ekologiczne wartości, które wyznajemy. W naszej hodowli nie ma przykrych zapachów, a turyści chętnie wchodzą do obory odwiedzić zwierzęta. – mówi Pan Grzegorz – Na koniec dnia spędzonego w ten sposób turyści doświadczają gryzącego smrodu, który kłóci się z ideą ich pobytu. Bardzo ciężko nam ten kontrast przyjąć i wytłumaczyć.
Wielkotowarowe fermy drobiu mają doskonale udowodniony bezpośredni wpływ na otoczenie przyrodnicze i społeczne, w którym się znajdują. Badania wody gruntowej wokół ferm drobiu przeprowadzone w 2023 roku przez badaczy z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego wykazały skażenie wody licznymi lekami przeciwdrobnoustrojowymi, fosforanami, jak i pozostałościami pestycydów i herbicydów. Wielokrotnie udowadniano wpływ drobiu na rozprzestrzenianie się bakterii antybiotykoopornych oraz jednoczesne skażenia ujęć wody bakteriami kałowymi. Wzmożony odór, hałas i stała zmiana w krajobrazie wiejskim to niektóre z wachlarza negatywnych skutków funkcjonowania tych instalacji.
Nie należy również zapominać o pośrednich i długoterminowych implikacjach funkcjonowania gospodarstw drobiarskich, do których zalicza się między innymi utrata walorów turystycznych. Elementy środowiska naturalnego oraz dziedzictwa kulturowego i historycznego, które uprzednio przyciągały turystów w wyjątkowe miejsca, tracą na atrakcyjności w obliczu odorów lub, jak w przypadku z Lubelszczyzny, martwych ptaków rozrzucanych po łąkach. Zanieczyszczenie gleby, wód i pobliskich rzek zmniejsza rekreacyjną funkcję środowiska naturalnego, zmieniając charakter terenów z turystycznych na przemysłowy.
Produkcja drobiu w Polsce skupia się w województwach mazowieckim i wielkopolskim, choć koncentrację przemysłu obserwujemy również w województwach podlaskim, lubelskim czy warmińsko-mazurskim. Dziewicza natura, która przyciąga turystów z całego kraju, stoi w kontraście z rozwojem ferm wielkotowarowych.
Poganty to stara mazurska osada położona na polach blisko jeziora Dargin, pod Giżyckiem. W tej chwili już niezamieszkała przez stałych mieszkańców, na swoim terenie gości Folwark Poganty. Cisza, śpiew ptaków i złote pola tworzą wyśniony, bajkowy krajobraz, po który przyjeżdżają wytęsknieni bliskości natury turyści. Dookoła są pola, na których zaprzyjaźniony rolnik uprawia ziemię. Jak mówi właścicielka Folwarku, wpisuje się to w sielankowy i wiejski charakter okolicy.
Turyści przyjeżdżają do naszego obiektu, szukając odpoczynku na łonie natury – mówi Kinga Laskowska, właścicielka mazurskiego siedliska – My mamy to szczęście, że od ferm drobiu odgradza nas buforowa strefa pól uprawnych, więc ta działalność nie doskwiera ani nam, ani naszym gościom.
Folwark Poganty jest położony w odległości paru kilometrów od dużych ferm drobiu. Zapach i hałas, który może doskwierać sąsiadom kurników, do Folwarku nie dochodzi. – Całe szczęście na obszarach wokół naszej działki stworzone jest studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego, dzięki czemu znamy przeznaczenie pobliskich gruntów. – mówi Kinga Laskowska – Wiemy, że bliskie sąsiedztwo ferm drobiu może być bardzo uciążliwe, jednak w naszym przypadku istniejąca strategia planistyczna gminy daje nam pewność, że nie będzie nam to zagrażać. Mamy nadzieję, że jeszcze długo pozostaniemy enklawą natury.
Miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego wyznaczają strategię planistyczną gmin, dając jednocześnie poczucie pewności i bezpieczeństwa właścicielom gruntów. Niestety, pokrycie gmin miejscowymi planami w Polsce wciąż pozostaje jednym z największych wyzwań planowania przestrzennego. W 2025 roku jedynie jedna trzecia terenu naszego kraju miała MPZP. Bez niego, właściciele nieruchomości nie mają pewności, jaką przyszłość czekają obszary położone wokół ich obiektów.
Badania przeprowadzone przez uniwersytet w brytyjskim mieście Cardiff wśród respondentów z obszarów, dla których turystyka stanowi ważne źródło dochodu, pokazały, że rozwój ferm przemysłowych wywołuje szczególne obawy o ruch turystyczny. Wśród wachlarza inwestycji powszechnie uznawanych za “brzydkie”, jak turbiny wiatrowe, duże farmy fotowoltaiczne, przemysłowe szklarnie tunelowe i wielkotowarowe fermy drobiu, to kurniki wzbudzają największy strach. 83 procent ankietowanych obawia się o wpływ tych inwestycji na ruch turystyczny w ich regionie.
Rzeka Wye, jedna z najbardziej cenionych i „chronionych” rzek w Europie, stoi w obliczu ekologicznej katastrofy. Przemysł drobiarski w dorzeczu zamienia tę piękną rzekę, płynącą przez Walię i Anglię, w kanał ściekowy, zagrażając lokalnej gospodarce i turystyce. Władze dwóch brytyjskich hrabstw, przez które płynie rzeka – Powys i Herefordshire – wydały pozwolenia na budowę gigantycznych kurników, w których hodowanych jest około 20 milionów ptaków. Decyzje były podjęte w oparciu o założenie, że inwestycje nie będą miały znaczącego wpływu na środowisko. Co ciekawe, każda decyzja była podejmowana indywidualnie, w oderwaniu od pozostałych. Nie rozważono skumulowanego wpływu, w tym całej pozostałej infrastruktury przetwórstwa mięsa, która musi towarzyszyć fermom drobiu.
W efekcie pojawienia się przemysłu drobiarskiego na tak dużą skalę rzeka została zalana zanieczyszczeniami z odchodów kurzych. Obornik pochodzący z hodowli jest rozrzucany przez rolników na ich polach, ale gleba nie jest w stanie wchłonąć takich ilości. W rezultacie, co roku do zlewni rzeki Wye trafia o 3000 ton fosforanów więcej, niż przyroda jest w stanie wchłonąć. Źródłem fosforanów, których obecność w wodzie jest głównym czynnikiem niszczącym rzekę, są przede wszystkim odchody kurze.
Wye jest centralnym punktem turystyki w regionie: kajakarstwo, wędkarstwo, pływanie i biwakowanie stanowiły popularną formę rekreacji nad rzeką, jednocześnie wspierając pozostałą infrastrukturę turystyczną, jak puby, restauracje, hotele, sklepy i wiele innych przedsiębiorstw. Niestety od paru lat w szczycie sezonu, w środku lata, woda cuchnie, a po kąpieli w niej na skórze pozostaje śliski osad. A kto chce się kąpać w ściekach? Region traci swoje walory turystyczne, jednocześnie trwale zmieniając charakter dorzecza z oazy przyrodniczej na przemysłowy krajobraz.
W najnowszej kampanii dedykowanej ochronie rzeki, jej obrońcy przekonują, że fosforany pochodzące z przemysłu drobiarskiego trują drogi wodne niczym azbest ludzi. Pod koniec maja po raz pierwszy w Wielkiej Brytanii uznano, że rzeka ma transgraniczne prawa od źródła aż do ujścia do morza. Wye tym samym zyskało formalnie prawo do swobodnego przepływu, regeneracji, rozwoju bioróżnorodności oraz ochrony przed zanieczyszczeniem. Aktywiści mają nadzieję o utworzenie dobrego precedensu do ochrony natury przed wielkotowarowymi fermami drobiu, jednak to, co już utracone, może być trudne do odzyskania.
Utrata atrakcyjności turystycznej nie kończy się jedynie na zmniejszeniu dochodów płynących z odwiedzających region letników. Utrata walorów przyrodniczych i pozaprzyrodniczych, dziedzictwa kulturowego i historycznego, które przyciągały turystów w pierwszej kolejności, może nieodwracalnie zmienić cały charakter miejscowości. Zanieczyszczone obszary stają się nieatrakcyjne, zmienia się profil ich mieszkańców, a ruch turystyczny zamiera.
Tego obawiają się też mieszkańcy małej miejscowości Kruszyniany w województwie podlaskim. Mała osada położona w sercu Puszczy Knyszyńskiej, licząca zaledwie 100 stałych mieszkańców, jest znana w Polsce i za granicą z uwagi na jej niezwykłe dziedzictwo kulturowe. W wiosce zagrzmiało, gdy w 2018 roku okolicą zainteresowali się inwestorzy chętni na budowę ferm drobiu. Jeden z nich, najbardziej wytrwały, od lat stara się o uzyskanie pozwoleń na budowę kurników na łączną obsadę prawie 100 tysięcy ptaków. Ponieważ w Kruszynianach nie ma miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, nie ma też prawnych przeszkód, żeby się ubiegać o zgodę na taką inwestycję.
Mieszkańcy zwrócili się o pomoc do Rzecznika Praw Obywatelskich a ten włączył się do postępowania na prawach strony. W sprawie zostały już wydane trzy decyzje o uwarunkowaniach środowiskowych przez Burmistrza Krynek, za każdym razem jednak były uchylane przez wyższą instancję z braków dowodowych. Do tej pory w mieszkańcach pozostał strach, że któregoś dnia, ten czy inny chętny inwestor, dopnie swego.
Kruszyniany są siedzibą gminy muzułmańskiej oraz centrum kultury tatarskiej. Mają meczet, mizar tatarski i cerkiew prawosławną. Są istotnym ośrodkiem dziedzictwa historycznego i kulturowego oraz dziewiczej przyrody Puszczy Knyszyńskiej. To właśnie te wyjątkowe walory przyciągają tu turystów z Polski i zagranicy. Budowa wielkotowarowej fermy drobiu oznaczałaby nie tylko zanieczyszczenie przyrody, ale i nieuchronną zmianę charakteru miejscowości.
Transformację uprzednio atrakcyjnych regionów w wyniku ekspansji przemysłowej hodowli zwierząt można zaobserwować w Hiszpanii. Z uwagi na szybki rozwój intensywnej hodowli drobiu i świń w tym popularnym turystycznie kraju, wiele wiosek przechodzi proces wyludniania. Magazyn The Guardian opisywał przypadek miejscowości Balsa de Ves położonej w regionie Kastylia-La Mancha, w której na jednego mieszkańca przypada 800 świń. Badanie przeprowadzone w 2021 wykazało, że 74% miejscowości, w których liczba świń przewyższała liczbę mieszkańców, uległo zmniejszeniu w ciągu ostatnich dwóch dekad i nieodwracalnie straciło niegdyś istotne walory turystyczne.
Polskie próby uregulowania ekspansji intensywnej hodowli zwierząt nie potrafią odpowiednio zaadresować wachlarza negatywnych implikacji działalności przemysłowych ferm. Lex Smród, ostatnia propozycja przepisów resortu rolnictwa, nie przynosi żadnych odpowiedzi na obawy mieszkańców obszarów wiejskich i potrzebę strategii planistycznych w gminach. Utrata walorów turystycznych, zmiana charakteru obszarów przyrodniczych, zastępowanie ruchu turystycznego ciężarówkami z kurczakami jadącymi do rzeźni. Obrazki z Wielkiej Brytanii czy Hiszpanii nie są zbyt odległe od naszej krajowej rzeczywistości.
Fermy widmo, w naszym przypadku niewidoczne przez płot, wgryzają się w naszą codzienność. My tracimy turystów, a natura swój dziewiczy charakter. Problem niewystarczających regulacji dotyczących ferm drobiu już wraca do nas jak bumerang, nie wiem jaka rzeczywistość czeka nas za parę lat – dodaje Pan Grzegorz z gospodarstwa agroturystycznego pod Lublinem.
Photo by Mark Stebnicki on Pexels