Po 60 latach nieobecności pasożytnicza mucha wraca do USA

Stany Zjednoczone ponownie mierzą się ze śrubowcem Nowego Świata – pasożytniczą muchą, której larwy żerują w żywej tkance zwierząt. Ogniska wykryte w Teksasie oznaczają powrót gatunku uznawanego za wyeliminowany z kraju od lat 60. XX wieku. O sprawie pisze Helen Bradshaw, niezależna dziennikarka naukowa współpracująca z National Geographic. Choć zagrożenie dla Europy pozostaje obecnie niewielkie, amerykańskie przypadki stanowią ważny sygnał ostrzegawczy.

Powrót śrubowca Nowego Świata to jedno z najważniejszych wydarzeń w amerykańskiej weterynarii ostatnich dekad. Pasożyt, który jeszcze w połowie XX wieku powodował ogromne straty w hodowli zwierząt, został uznany za skutecznie wyeliminowany z terytorium Stanów Zjednoczonych dzięki zakrojonemu na szeroką skalę programowi kontroli biologicznej. Przez ponad pół wieku wydawało się, że problem został definitywnie rozwiązany.

Historia śrubowca jest jednocześnie historią jednego z największych sukcesów walki z pasożytami. W latach 50. i 60. XX wieku USA rozpoczęły masowe uwalnianie sterylnych samców much, które krzyżowały się z dzikimi samicami, uniemożliwiając dalsze rozmnażanie populacji. Program okazał się na tyle skuteczny, że gatunek zniknął z USA, a następnie był stopniowo wypierany coraz dalej na południe kontynentu. Przez dziesięciolecia linię obrony utrzymywano w Ameryce Środkowej, przede wszystkim w Panamie, gdzie nieustannie prowadzono działania zapobiegające jego ponownej ekspansji na północ.

Pierwsze przypadki wykryto u młodych cieląt. Weterynarze zauważyli rany, które początkowo mogły wyglądać jak zwykłe infekcje. Szybko okazało się jednak, że problem jest znacznie poważniejszy. W tkankach zwierząt znajdowały się larwy śrubowca aktywnie żerujące na żywym organizmie. W kolejnych tygodniach potwierdzono kolejne przypadki u cieląt, kozy oraz psa w sąsiednim stanie Nowy Meksyk.

W przeciwieństwie do większości much, których larwy rozwijają się w rozkładającej się materii organicznej, śrubowiec potrzebuje żywego gospodarza. Samice składają setki jaj w ranach zwierząt stałocieplnych. Po wykluciu larwy natychmiast zaczynają wgryzać się w zdrową tkankę, pogłębiając uszkodzenia i tworząc rozległe ogniska martwicy. Zwierzęta cierpią z powodu silnego bólu, a nieleczone infestacje mogą prowadzić do ciężkich zakażeń wtórnych, wyniszczenia organizmu, a ostatecznie śmierci.

Szczególnie narażone są nowo narodzone zwierzęta, których pępowina nie zdążyła się jeszcze całkowicie zagoić. Zagrożone są również osobniki z niewielkimi skaleczeniami, otarciami czy ranami powstałymi m.in. podczas zabiegów weterynaryjnych. Pasożyt nie ogranicza się wyłącznie do zwierząt hodowlanych. Może atakować także dzikie ssaki, zwierzęta towarzyszące, a w wyjątkowych przypadkach również ludzi.

Amerykańskie służby weterynaryjne zareagowały natychmiast. Wprowadzono ograniczenia w przemieszczaniu zwierząt z obszarów objętych ogniskami, zwiększono liczbę kontroli terenowych i uruchomiono dodatkowe procedury monitoringu. Równocześnie kontynuowany jest program uwalniania sterylnych samców, który przez lata stanowił podstawowe narzędzie zwalczania śrubowca. Tylko od początku 2026 roku do środowiska wypuszczono dziesiątki milionów takich owadów w ramach działań zapobiegawczych.

Mimo tych wysiłków specjaliści nie mają złudzeń, że sytuacja może się jeszcze pogorszyć. W przypadku śrubowca wykryte ogniska często stanowią jedynie niewielką część rzeczywistej skali problemu. Między momentem pojawienia się pierwszych larw a ich wykryciem może upłynąć wystarczająco dużo czasu, by pasożyt zdążył rozprzestrzenić się na kolejne zwierzęta.

Jednocześnie powrót śrubowca ponownie kieruje uwagę na jeden z najbardziej kontrowersyjnych elementów współczesnego rolnictwa i handlu międzynarodowego – przemieszczanie żywych zwierząt na dużą skalę.

Eksperci i ekspertki od lat wskazują, że transport zwierząt na duże odległości stanowi istotny czynnik ryzyka epidemiologicznego. Dorosła mucha może pokonać jedynie niewielki ułamek dystansu, jaki w ciągu jednego dnia przemierzają zwierzęta przewożone ciężarówkami, statkami czy samolotami. W efekcie pasożyt nie rozprzestrzenia się wyłącznie dzięki własnym możliwościom, lecz wykorzystuje trasy wyznaczane przez człowieka. Wystarczy, że jego larwy rozwijają się w organizmie przewożonego zwierzęcia, by w krótkim czasie dotrzeć do regionów oddalonych o setki lub tysiące kilometrów.

Problem polega na tym, że infestacja nie zawsze jest łatwa do wykrycia. Larwy mogą rozwijać się w niewielkich, trudno widocznych ranach, umykających rutynowej kontroli. Zwierzę może sprawiać wrażenie zdrowego, podczas gdy w jego organizmie rozwija się już pasożyt zdolny do wywołania kolejnych ognisk zakażeń. W takich warunkach masowe przemieszczanie zwierząt na duże odległości tworzy sieć połączeń sprzyjającą rozprzestrzenianiu się pasożytów, chorób i innych zagrożeń biologicznych.

Skala tego zjawiska dodatkowo wzmacnia ryzyko. Zwierzęta przewożone są na dystansach liczonych w setkach i tysiącach kilometrów, często wielokrotnie zmieniając miejsce pobytu. Trafiają do punktów skupu, centrów logistycznych, gospodarstw pośrednich i kolejnych zakładów hodowlanych. Każdy etap podróży oznacza kontakt z nowym środowiskiem i innymi zwierzętami, co zwiększa liczbę potencjalnych punktów transmisji infekcji.

Nie można też pomijać etycznego wymiaru tego systemu. Organizacje zajmujące się ochroną zwierząt od lat podnoszą, że wielogodzinne, a nierzadko wielodniowe transporty wiążą się ze stresem, wyczerpaniem, odwodnieniem, ograniczonym dostępem do wody i pożywienia oraz zwiększonym ryzykiem urazów. Zwierzęta przewożone w ciasnych warunkach często nie mają możliwości odpoczynku ani swobodnego poruszania się, a sam proces transportu staje się źródłem cierpienia.

Otarcia, skaleczenia i rany powstające podczas załadunku, przeładunku oraz samej podróży mogą stwarzać idealne warunki do rozwoju pasożytów. W ten sposób cierpienie zwierząt i ryzyko epidemiologiczne okazują się dwiema stronami tego samego mechanizmu – systemu opartego na intensywnej eksploatacji, w którym żywe istoty poddawane są utowarowieniu i presji produkcyjnej. Przypadek amerykański staje się kolejnym argumentem w debacie o zakazie przewozu żywych zwierząt.

W Europie ryzyko pojawienia się śrubowca pozostaje obecnie stosunkowo niskie. Wynika to przede wszystkim z restrykcyjnych przepisów weterynaryjnych, ścisłej kontroli importu oraz rozbudowanego systemu monitoringu chorób zwierząt. Nie oznacza to jednak pełnego bezpieczeństwa. Historia ognisk w USA pokazuje, że nawet wieloletnio stabilne systemy ochrony mogą zostać naruszone przez pojedyncze luki.

Powrót śrubowca po 60 latach nieobecności przypomina, że w epoce globalnego przepływu towarów i zwierząt biologiczne granice stają się coraz bardziej umowne. Pasożyty, choroby i patogeny nie pokonują dziś świata samodzielnie – korzystają z infrastruktury stworzonej przez człowieka. Im intensywniejszy staje się transport żywych zwierząt, tym trudniej kontrolować zagrożenia, które przemieszczają się wraz z nimi.

Author Judy Gallagher. Screwworm – Cochliomyia hominivorax, Key Deer National Refuge, Big Pine Key, Florida

Udostępnij: