Zmień system żywnościowy!
Zróbmy to razem

Bezpieczeństwo publiczne w XXI wieku coraz wyraźniej ujawnia swój ekologiczny fundament. Nie sposób mówić o stabilności społecznej, zdrowiu publicznym czy bezpieczeństwie
żywnościowym bez odniesienia do stanu środowiska przyrodniczego. Gleby, wody, powietrze oraz funkcjonujące ekosystemy nie są jedynie elementami „otoczenia” ludzkiej cywilizacji – są jej biologiczną podstawą. W tym sensie ochrona środowiska nie stanowi jednego z wielu sektorowych wyzwań polityki publicznej, lecz jest warunkiem możliwości istnienia nowoczesnych społeczeństw.
Z perspektywy nauk przyrodniczych Ziemia jawi się jako system naczyń połączonych, działający w określonych granicach biofizycznych. Koncepcja granic planetarnych pokazuje, że ludzkość
weszła w obszar wysokiego ryzyka – przekraczyła bezpieczne progi m.in. w zakresie klimatu, różnorodności biologicznej, użytkowania gruntów oraz obiegu pierwiastków biogennych. Jednym z głównych motorów tych przekroczeń jest sposób, w jaki produkujemy żywność. Współczesne rolnictwo wielkoprzemysłowe, silnie schemizowane i oparte na przemysłowej hodowli zwierząt, stało się jednym z kluczowych czynników destabilizacji systemu Ziemi.
Gleba, często postrzegana wyłącznie jako zasób produkcyjny, jest w istocie jednym z najbardziej złożonych ekosystemów na planecie. To w niej zachodzą procesy decydujące o obiegu materii, dostępności składników pokarmowych i zdolności do retencji wody. Badania wskazują, że intensywne rolnictwo prowadzi do gwałtownej utraty materii organicznej, spadku aktywności biologicznej gleb oraz ich fizycznej degradacji. Monokultury i nadmierna mechanizacja niszczą strukturę gleby, co czyni ją podatną na erozję i przesuszenie. Jednocześnie przemysłowa hodowla zwierząt generuje ogromne ilości odchodów, które w nadmiarze stają się źródłem skażeń chemicznych, a nie odbudowy żyzności. W efekcie gleba traci zdolność do pełnienia swoich funkcji ekosystemowych, co bezpośrednio zagraża bezpieczeństwu żywnościowemu.
Woda stanowi kolejny element, którego kondycja jest ściśle powiązana z dominującym modelem rolnictwa. Spływy powierzchniowe nawozów azotowych i fosforowych z pól oraz ferm przemysłowych prowadzą do eutrofizacji wód powierzchniowych, zakwitów sinic i degradacji ekosystemów rzecznych i jeziornych. Skażenie wód podziemnych azotanami stanowi zagrożenie dla zdrowia ludzi, szczególnie dzieci. Jednocześnie intensywne użytkowanie gruntów rolnych przyczynia się do zaniku naturalnej retencji: osuszane mokradła, uregulowane rzeki i uszczelnione gleby przestają magazynować wodę. Krajobraz rolniczy traci zdolność amortyzowania ekstremów pogodowych, co prowadzi do nasilania się susz i powodzi – zjawisk bezpośrednio zagrażających bezpieczeństwu publicznemu.
Nie można pominąć wpływu rolnictwa i przemysłowej hodowli zwierząt na jakość powietrza. Emisje amoniaku z intensywnie nawożonych pól i ferm zwierzęcych są jednym z głównych źródeł wtórnych pyłów zawieszonych, które znacząco pogarszają stan zdrowia populacji. Do tego dochodzą emisje metanu i podtlenku azotu – gazów cieplarnianych o wysokim potencjale ocieplającym, w dużej mierze związanych z chowem zwierząt. Zanieczyszczone powietrze nie jest problemem lokalnym; jego skutki rozciągają się w czasie i przestrzeni, a to obciąża systemy ochrony zdrowia i pogłębia nierówności społeczne.
Najbardziej niepokojące konsekwencje ujawniają się jednak w stanie ekosystemów. Intensyfikacja produkcji rolnej prowadzi do uproszczenia krajobrazu, zaniku siedlisk półnaturalnych i dramatycznego spadku bioróżnorodności. Liczne badania dokumentują gwałtowny spadek liczebności owadów zapylających, ptaków krajobrazu rolniczego oraz organizmów glebowych. Tymczasem to właśnie różnorodność biologiczna stanowi podstawę stabilności ekosystemów
i ich zdolności do regeneracji. Ekosystemy zdegradowane przez presję rolnictwa wielkoprzemysłowego stają się kruche i niezdolne do pełnienia funkcji regulacyjnych, od których zależy rolnictwo samo w sobie.
W tym kontekście szczególnie ważna staje się koncepcja One World, która przypomina, że żyjemy w jednym, współzależnym systemie życia, w którym nie istnieją odrębne światy: „ludzki” „przyrodniczy”, „rolniczy” czy „gospodarczy”. Stan gleb wpływa na jakość wody i żywności, jakość wody – na zdrowie ludzi i ekosystemów, a skład powietrza – na klimat i funkcjonowanie całej biosfery. Przemysłowa produkcja żywności, intensywna hodowla zwierząt i degradacja środowiska nie są problemami lokalnymi ani sektorowymi – ich skutki rozchodzą się globalnie, przekraczają granice państw, regionów i pokoleń. Koncepcja One World podkreśla, że bezpieczeństwo publiczne nie może być budowane kosztem środowiska ani innych istot żywych, ponieważ wszyscy jesteśmy zanurzeni w tym samym systemie zależności. Ochrona środowiska jest więc nie tylko obowiązkiem moralnym wobec przyrody, lecz także racjonalnym wyborem wynikającym ze świadomości, że nie ma alternatywnego świata, do którego moglibyśmy się przenieść. Jest jedna planeta, jeden obieg materii i energii, jedno wspólne bezpieczeństwo – albo jego brak.
Warto w tym miejscu przypomnieć, że żyjemy na planecie symbiotycznej, co w sposób fundamentalny opisała Lynn Margulis w książce Symbiotic Planet: A New Look At Evolution (Basic
Books 1999). Margulis pokazała, że życie na Ziemi rozwijało się przede wszystkim nie przez konkurencję, lecz przez współpracę, współzależność i długotrwałe relacje symbiotyczne – od poziomu komórkowego, po całe ekosystemy. To symbioza, a nie dominacja, umożliwiła powstanie złożonych form życia, w tym samego człowieka. Ten biologiczny fakt ma głębokie konsekwencje etyczne i cywilizacyjne: niszcząc relacje, od których zależy funkcjonowanie biosfery, podkopujemy fundamenty własnego istnienia. Jeśli chcemy mówić o bezpieczeństwie publicznym w epoce kryzysów ekologicznych, musimy odejść od logiki dominacji – nad glebą, wodą, zwierzętami i innymi ludźmi – na rzecz logiki współbycia. Planeta nie jest polem bitwy o zasoby, lecz siecią wzajemnych zależności, w której każde zerwane ogniwo osłabia całość.
Jeżeli rzeczywiście uznajemy, że żyjemy na symbiotycznej planecie, konsekwencją tej wiedzy
musi być głęboka transformacja sposobu, w jaki produkujemy żywność. Potrzebujemy rolnictwa,
które wpisuje się w logikę symbiozy, a nie ją niszczy – rolnictwa współpracującego z procesami biologicznymi gleby, krajobrazu i klimatu, zamiast próbować je kontrolować i zastępować chemią
oraz technologią. Rolnictwo przyszłości powinno wzmacniać relacje: między roślinami a mikroorganizmami glebowymi, między zwierzętami a krajobrazem, między człowiekiem a ekosystemem, którego jest on częścią. Przemysłowa hodowla zwierząt i schemizowane monokultury są zaprzeczeniem tej logiki – rozrywają sieci współzależności, generują odpady zamiast obiegów
materii i prowadzą do ekologicznej oraz społecznej erozji. Rolnictwo oparte na zasadach agroekologii, różnorodności biologicznej i poszanowaniu dobrostanu zwierząt nie jest powrotem do
przeszłości, lecz warunkiem przyszłości. Tylko system produkcji żywności, który respektuje fakt, że życie na Ziemi trwa dzięki współpracy, może stać się trwałym fundamentem bezpieczeństwa
publicznego na symbiotycznej planecie.
Moje życzenie dotyczy więc systemowej zmiany paradygmatu. Ochrona gleb, wód, powietrza i czystych ekosystemów wymaga odejścia od rolnictwa opartego na maksymalizacji krótkoterminowej wydajności i ekspansji przemysłowej hodowli zwierząt. Potrzebujemy rolnictwa, które działa w granicach planetarnych, wzmacnia różnorodność biologiczną, odbudowuje żyzność
gleb i szanuje dobrostan zwierząt. Tylko taki model może zapewnić długofalowe bezpieczeństwo
publiczne.
Bezpieczna przyszłość nie powstanie bez odwagi politycznej i intelektualnej. Wymaga uznania, że zdrowe środowisko jest najważniejszym kapitałem społecznym, a sposób produkcji żywności decyduje o stabilności świata. Gleby, wody, powietrze i funkcjonujące ekosystemy nie są zasobami
do zużycia, lecz wspólnym dobrem, od którego zależy nasze przetrwanie. To życzenie kieruję do decydentów i decydentek: potraktujcie ochronę środowiska oraz głęboką reformę rolnictwa jako fundament bezpieczeństwa publicznego. Od tego wyboru zależy nie tylko stan przyrody, lecz także przyszłość społeczeństw, które tę przyrodę zamieszkują.
Piotr Skubała, prof. dr hab. – Wydział Nauk Przyrodniczych, Uniwersytet Śląski w Katowicach.
Ekolog, akarolog, etyk środowiskowy, edukator i aktywista klimatyczny. Ekspert ds. etyki
Komisji Europejskiej, członek Państwowej Rady Ochrony Przyrody, sieci Team Europe i Rady
Klimatycznej UN Global Compact Network Poland. Szczyci się tytułem największego humanisty wśród przyrodoznawców, przyznanym przez Interdyscyplinarne Centrum Badań nad Edukacją Humanistyczną UŚ.
List prof. Piotra Skubały został opublikowany w marcowym wydaniu magazynu „Nowa Bezpieczna Żywność”.