Polski system żywnościowy pomija klimat, zdrowie i zagrożenia zewnętrzne

Mimo pokrywy śnieżnej, jakiej nie było od lat – brak opadów w marcu może doprowadzić do powrotu suszy. Kolejna wojna grozi zawirowaniami na rynkach paliw i nawozów, które odczują rolnicy. Nie trzeba daleko szukać, by zobaczyć zagrożenia dla polskiego rolnictwa i systemu żywnościowego. Żeby je łagodzić, trzeba działać – przekonuje Instytut Zrównoważonej Gospodarki. I w nowym raporcie proponuje rozwiązania. Te dotyczą zarówno krajowych praktyk i polityk, jak i szerszej debaty nad nową odsłoną unijnej Wspólnej Polityki Rolnej (WPR).

Autorzy raportu “Dzieląc kłos na czworo. Czy polski system żywnościowy jest gotowy na przyszłość?” wyliczają, że z powodu nasilającej się zmiany klimatu – i braku adaptacji w sektorze – do 2050 roku wzrośnie poziom utraconych plonów i związanych z tym kosztów. Straty rzędu 16-20% upraw lub o wartości 10–11 mld zł rocznie mogą przestać być efektem okazjonalnych wstrząsów, a zjawiskiem strukturalnym.

Polska nie jest w tych wyzwaniach odosobniona. W swoim nowym raporcie Europejski Naukowy Komitet Doradczy ds. Zmian Klimatu także podkreśla potrzebę adaptacji do zmiany klimatu – i jednoczesnego ograniczania emisji pochodzących z tego sektora, żeby zatrzymać postęp ocieplenia. Według oceny naukowców zmiany w rolnictwie nie nadążają ani za celami klimatycznymi (w kwestii ograniczania emisji), ani za rosnącymi zagrożeniami (pod kątem adaptacji).

Na drodze zmiany tego stanu rzeczy stoją poważne wyzwania. Co kluczowe – mają one przede wszystkim charakter społeczny oraz polityczny (co pokazały protesty rolników przeciwko wdrażaniu Zielonego Ładu). Na poziomie technologicznym potencjalnych rozwiązać jest wiele. Zaś pod kątem finansowym, choć unijna Wspólna Polityka Rolna stanowi największą część unijnego budżetu, dziś wydawanie tych środków jest dalekie od zgodności z celami klimatycznymi.

Wielkim wyzwaniem jest to, że zmiana klimatu postępuje w bardzo szybkim tempie, a jednocześnie systemowa odpowiedź wymaga pogodzenia bardzo wielu interesów i elementów. I stajemy przed pytaniem – lepiej działać szybko, czy mądrze? A oczywiście w obecnych warunkach musimy działać zarówno  szybko, jak i mądrze – mówi Adrianna Wrona-Sieńko, współautorka raportu, kierowniczka programu Rolnictwo i systemy żywnościowe w Instytucie Zrównoważonej Gospodarki. – Zielony ład zdobył złą sławę. Ale czy on będzie, czy nie – nie sprawi to, że problemy znikną – podkreśla.

Trudny klimat dla rolnictwa

Skutki zmiany klimatu w Polsce są niezaprzeczalne, a jednym z najbardziej wyraźnych symptomów jest chroniczna i pogłębiająca się od ponad dekady susza. To bezpośrednio wpływa na produkcję w rolnictwie, które jak mało który sektor gospodarki jest narażone na skutki zmiany klimatu.

Trend ocieplenia będzie postępował i do 2050 roku średnia temperatura może wzrosnąć o co najmniej kolejny stopień Celsjusza. Skutki dla rolnictwa – szczególnie w przypadku braku odpowiedniej adaptacji – będą poważne. Jak czytamy w raporcie, już teraz średnia roczna wartość strat powodowanych suszą w Polsce przekracza 3 mld zł. Jednak w najgorszych latach sięgała nawet 11 mld zł. Jednak to, co dziś jest najgorszym scenariuszem, w ciągu 2-3 dekad może stać się typowym zjawiskiem. Wzrost średniej temperatury, brak pokrywy śnieżnej przez większość zim, zmiana charakteru opadów – to wszystko będzie potęgować zjawisko suszy.

“Do 2050 roku około 65% użytków rolnych może być regularnie dotkniętych suszą, a epizody obejmujące ponad 80% powierzchni upraw będą występować coraz częściej” – czytamy w publikacji.

Jednocześnie ostatnie lata przyniosły wzrost działalności o wysokim zapotrzebowaniu na wodę jak uprawa kukurydzy czy produkcja zwierzęca. Dalsze ocieplenie klimatu i pogorszenie się dostępności wód powierzchniowych będzie zwiększać presję na wykorzystanie wód gruntowych do nawadniania.

Według wyliczeń analityków, na skutek zmiany klimatu rzeczywiste plony w 2050 roku mogą być “nawet do 20% niższe niż nasz potencjał produkcyjny przy braku dalszego wpływu zmiany klimatu na produkcję rolną”. To najpierw uderzy w rolników i ich dochody, później w konsumentów, a ostatecznie może podważać nasze bezpieczeństwo żywnościowe.

Polityczna burza wokół Zielonego Ładu

Świadomość konieczności adaptacji i mitygacji zmiany klimatu w sektorze rolnictwa nie jest nowa – mówi się o niej (przynajmniej w gronie eksperckim) coraz więcej od dawna. Jednak ostatnie kilka lat przyniosły odchylenie tej dyskusji w drugą stronę – i silniejsze głosy o tym, że proklimatyczne propozycje (szczególnie te z Brukseli) idą za daleko.

Obecnie obowiązująca Wspólna Polityka Rolna UE w teorii była najbardziej ambitna w historii pod kątem klimatu i środowiska – i dawała nadzieję, że adaptacja do zmiany klimatu zacznie się dziać na znaczącą skalę. I że te ambicje będą tylko rosły – przypomina Adrianna Wrona-Sieńko. Jednak, jak zwraca uwagę w rozmowie z portalem bezpiecznazywnosc.org, po protestach rolników w ostatnich latach “stoimy przed ryzykiem, że działania prośrodowiskowe zejdą na dalszy plan – szczególnie w obliczu ograniczonego budżetu”.

Jej zdaniem krytyka wobec niektórych polityk UE nie była całkowicie nieuzasadniona. – Pojawiły się pomysły na nowe wymogi i działania, ale za tym nie poszło wystarczające wsparcie ani próby dotarcia do rolników z ich uzasadnieniem – mówi Adrianna Wrona-Sieńko.

Anna Jakubowska, współautorka raportu i starsza analityczka w Instytucie Zrównoważonej Gospodarki, podaje przykład: – Jednym z celów Strategii Od pola do stołu budzących największe kontrowersje było obniżenie stosowania środków ochrony roślin o połowę. Ale trudno oczekiwać jego spełnienia, jeśli narzędzia – jak ekoschemat biologiczna ochrona uprawy – pokrywają tylko niewielki procent użytków rolnych.

Systemowa adaptacja

Autorzy raportu wskazują, że adaptacja rolnictwa do zmiany klimatu i innych wyzwań powinna zacząć się już od ujęcia jej w dokumentach strategicznych, czy nowej Wspólnej Polityce Rolnej na lata 2028–2034.

Anna Jakubowska przypomina, że już teraz istnieją instrumenty wspierające adaptację w rolnictwie – Na przykład niektóre dobre ekoschematy Wspólnej Polityki Rolnej – czyli dobrowolne zobowiązania do działań z korzyścią dla środowiska lub klimatu. To na przykład rolnictwo węglowe, ekoschemat wspierający międzyplony i utrzymanie okrywy zielonej czy inne praktyki dotyczące gleb lub gospodarki nawozami – mówi. – Problem w tym, że działania są zbyt wolne, a ich skala – zbyt mała. Potrzebujemy zdecydowanie większych ambicji – dodaje.

Według autorów publikacji systemowa adaptacja na dużą skalę powinna stać się priorytetem polityki rolnej. Co oznacza to w praktyce?

Jednym z najbardziej podstawowych działań w ramach adaptacji do zmiany klimatu jest spowalnianie spływu wód powierzchniowych. Kluczowe jest realizowanie go w całej zlewni – czyli nie tylko na większych rzekach, ale na wszystkich ciekach, które je zasilają. Bo susza może być najbardziej widoczna na tych największych, ale zaczyna się w rowach melioracyjnych i małych rzeczkach – tłumaczy Anna Jakubowska. To – dodaje – powinno być uzupełnione innymi sposobami zatrzymywania wody w krajobrazie jak zachowywanie mokradeł, zadrzewienia śródpolne czy praktyki rolnicze, jak uprawa bezorkowa lub poplon, przedplon.

Analityczka wskazuje też na problem braku ewidencji poboru wód na potrzeby rolnictwa – bez którego “nie mamy dobrej wiedzy o tym, jakie koszty środowiskowe w rzeczywistości ponosimy”.

Czy jednak rzeczywiście potrzebne są silne interwencje i działania po stronie UE i państw członkowskich? Co, gdyby zamiast nich pozwolić mechanizmom zadziałać i wymusić adaptację do zmiany klimatu?

Autorki raportu tłumaczą, że rynek nie oddaje dobrze kosztów zewnętrznych – zdrowotnych czy środowiskowych – aby móc wymusić potrzebne reakcje.  A jednocześnie wokół działalności rolniczej jest wiele mechanizmów – jak odszkodowania czy dopłaty – które wpływają na kalkulację ekonomiczną rolników. Ich zdaniem zmiany zasad działania tych narzędzi mogłoby mieć pozytywne efekty dla rolników i przyrody.

W tej chwili uzyskanie rekompensaty za straty suszowe nie wymaga żadnych działań, które łagodziłyby problem. To sprawia, że na poziomie indywidualnych gospodarstw brakuje zachęty do adaptacji – wskazuje Anna Jakubowska. Z drugiej strony dopłaty na działania środowiskowo-klimatyczne są projektowane tak, by pokrywać ich koszty. Tymczasem – zwraca uwagę Adrianna Wrona-Sieńko – ich wdrażanie wymaga zmiany przyzwyczajeń lub dodatkowego wysiłku, co powinno być odzwierciedlone finansowo. 

Powinniśmy odejść od paradygmatu rekompensaty za koszty i iść w stronę wynagradzania rolników za usługi ekosystemowe, jak retencja wody czy wiązanie węgla w glebie – proponuje Jakubowska.

Na konieczność zmiany podejścia po stronie tego, co i jak jest dofinansowywane w działalności rolniczej zwraca też uwagę w swoim raporcie Europejski Naukowy Komitet Doradczy ds. Zmian Klimatu. Wśród proponowanych rozwiązać wymienia m.in. stopniowe wycofywanie płatności WPR zachęcających do “stosowania najbardziej emisyjnych praktyk” i jednoczesne wprowadzanie mechanizmów “wsparcia dochodów rolniczych zgodnych z celami klimatycznymi”. Eksperci postulują też zwiększenie wsparcia dla rolników w pokonywaniu barier w dostępie do finansów i wiedzy w zakresie transformacji.

Pytania o produkcję zwierzęcą

Jedną z kluczowych statystyk ujętych w raporcie – i punktem wyjścia do szerszej debaty – jest rosnąca przewaga produkcji zwierzęcej nad pozostałą.

Dotyczy to nie tylko samych hodowli, ale całego łańcucha dostaw – ponieważ więcej ferm oznacza większe zapotrzebowanie na pasze. 54% płodów rolnych jest wykorzystywane na potrzeby produkcji zwierzęcej, podczas gdy bezpośredniej konsumpcji przez ludzi służy jedynie 38% plonów – piszą autorzy. Efekt? Aż około 3/4 użytków rolnych w kraju jest przeznaczone na produkcję zwierzęcą (w tym pasz). A to i tak nie wystarcza, bo większość pasz wysokobiałkowych jest importowana.

Europejscy naukowcy podkreślają, że hodowla zwierzęca (biorąc pod uwagę bezpośredni i pośredni wpływ) odpowiada za większość negatywnego wpływu rolnictwa na utratę różnorodności biologicznej, zakwaszenia gleby, zanieczyszczenia powietrza oraz zanieczyszczenia wody azotem i fosforem.

Naszym raportem stawiamy pytanie, czy produkcja taniego mięsa, które w większości jest przeznaczone na eksport, to rzeczywiście sposób na długoterminowe utrzymanie konkurencyjności i zrównoważony rozwój polskiego rolnictwa – mówi Anna Jakubowska.

Hodowla zwierzęca może mieć szczególnie wysokie koszty zewnętrzne w postaci oddziaływania na środowisko naturalne i zdrowie człowieka, emisje gazów cieplarnianych i innych zanieczyszczeń, czy zagrożenia dla bioróżnorodności. Częściowo napędza ona problemy, które później uderzają w całe rolnictwo. Na przykład zmiana klimatu, do której częściowo się przyczynia, potęguje susze.

Raport Europejskiego Komitetu Naukowego jasno wskazuje, że bez systemowych zmian – obejmujących także nawyki żywieniowe, w tym spożycie mięsa – nie ma mowy o osiągnięciu dużej skali obniżenia emisji oraz wzmocnienia adaptacji w sektorze.

Zdrowa (?) żywność

Autorzy raportu przyjrzeli się kwestii rzadko ujmowanej w debacie o rolnictwie – jak rozkład produkcji ma się do wytycznych dotyczących zdrowej diety. Skąd to podejście? – Naszym raportem chcemy przede wszystkim zwrócić uwagę, że transformacja rolnictwa i sektora żywnościowego musi odbywać się systemowo. Dlatego zwracamy uwagę nie tylko na działania rolników, ale też rolę konsumentów i środowisk ułatwiających wybór zdrowej diety – wyjaśnia Adrianna Wrona-Sieńko.

Piramida żywnościowa – czyli rekomendacje dietetyczne Instytutu Żywności i Żywienia – jako podstawę diety widzą warzywa i owoce, a wśród niezbędnych składników wymienia rośliny strączkowe. To nie jest odzwierciedlone w profilu produkcji. Jak pokazują dane, Polska nie wytwarza wystarczających ilości warzyw, roślin strączkowych ani olejów roślinnych, aby pokryć rekomendowane dzienne spożycie tych produktów. Odwrotnie jest w przypadku mięsa, nabiału i cukru, których wytwarzamy więcej niż potrzeba na pokrycie potrzeb zdrowego żywienia. W przypadku mięsa – niemal ośmiokrotnie więcej.

Ten profil nie przekłada się oczywiście jeden do jednego na rzeczywistą dietę Polek i Polaków, bo duża część mięsa jest eksportowana, za to wiele warzyw czy roślin strączkowych pochodzi z importu. Jednak do pewnego stopnia widzimy ten trend także w diecie – przeciętnie jemy więcej mięsa, niż wynika z rekomendacji, w naszych dietach zdecydowanie brakuje za to nasion roślin strączkowych.

To oczywiste, że profil produkcji nie będzie pokrywał się w 100% z tym, co trafia na nasze talerze. Ale powinien on bardziej odzwierciedlać to, jak wygląda zdrowa dieta. Ponadto większa dywersyfikacja plonów zwiększa odporność na zmianę klimatu i inne kryzysy – wskazuje Wrona-Sieńko.

W tym zakresie znaczenie mają jednak przede wszystkim kwestia opłacalności – rolnicy i producenci wybierają ten rodzaj działalności, która może przynieść zyski.

Oczywiście problemem jest to, że uprawy warzyw czy strączków są dziś mniej opłacalne niż produkcja zwierzęca. Powinniśmy ją stymulować – nie tylko przez bezpośrednie wsparcie dla rolników, ale też po stronie konsumentów czy zamówień publicznych. Takie działania jak przyjęty niedawno jeden dzień z posiłkiem opartym na strączkach w szkolnych stołówkach daje rolnikom przewidywalność i rynek dla takich plonów. Efekt byłby jeszcze wzmocniony warunkiem korzystania z lokalnej produkcji – wskazuje analityczka IZG.

Sprawa szersza niż rolnictwo

Wspomniany raport europejskich naukowców zwraca uwagę na to, że wiele rozwiązań służących łagodzeniu skutków zmian klimatu może przynieść korzyści rolnikom, a nawet przyczyniać się do realizacji szerszych celów środowiskowych i społeczno-gospodarczych. Zmiany nawyków żywieniowych mogą wspierać bardziej zrównoważony profil produkcji – i poprawiać zdrowie. Dywersyfikacja buduje odporność upraw, ale też może zabezpieczać dochody. Zmiany niektórych praktyk rolniczych – związane z retencją wody czy ograniczeniem użycia nawozów – mogą przynieść oszczędności oraz ograniczać negatywny wpływ na środowisko.

Jednak to, co naukowcy prezentują jako siłę transformacji, jest też jej ogromnym wyzwaniem. Łączenie zmian w rolnictwie z szerszymi kwestiami gospodarczymi, ekologicznymi i społecznymi może być argumentem za ich realizacją – ale także orężem w rękach przeciwników transformacji, którzy będą twierdzić, że to realizacja “ukrytej agendy”, napisanej przez “brukselskich urzędników”. Zmiany nawyków – czy w diecie, czy w  sposobie pracy rolników – mogą przynieść wielorakie efekty, ale wiążą się nie tylko z kosztem finansowym, ale czasem wręcz emocjonalnym. Transformacja nie będzie skuteczna – a może nawet nie będzie jej w ogóle – jeśli nie weźmie pod uwagę aspektów społecznych, od sprawiedliwości społecznej dla rolnictwa jako branży, po obciążenie psychiczne rolników jako jednostek.

Dlatego polskie i europejskie raporty pokazują, że sprawa transformacji sektora wykracza dlatego poza samo rolnictwo – i od tego szerszego kontekstu może zależeć jej powodzenie.

Photo by Sasun Bughdaryan on Unsplash

Udostępnij: