Gdy sensacja wygrywa z nauką, czyli o dezinformacji żywieniowej

Czy soja naprawdę niszczy zdrowie, lekarze są mafią, a nauka od dekad wprowadza nas w błąd Dlaczego tezy sprzeczne ze światowym konsensusem naukowym wybrzmiewają dziś głośniej niż kiedykolwiek wcześniej? Szeroko komentowany wywiad Bogdana Rymanowskiego z profesor Grażyną Cichosz nie był niewinną rozmową o żywieniu. Stał się głośnym przykładem tego, jak pseudonauka, ubrana w autorytet i sensację, wchodzi do głównego nurtu – bez pytań, bez weryfikacji, bez kontrgłosu. To studium przypadku dezinformacji żywieniowej i test dla etyki dziennikarskiej w epoce algorytmów i szybkich odpowiedzi na złożone pytania o nasze zdrowie.

Jesteśmy obecnie w takim naukowym momencie, w którym możemy wskazać wybory żywieniowe
najlepsze dla naszego zdrowia
– mówi doktor nauk medycznych Tomasz Jeżewski, kardiolog
z ponad 20-letnim doświadczeniem. – Potrafimy przewidzieć długoterminowe skutki naszej diety
i ułożyć najlepsze rekomendacje żywieniowe na podstawie dekad postępu naukowego. Są to
zalecenia długoterminowe, nieoferujące szybkich rozwiązań. Nauka nie ma być sensacyjna czy
atrakcyjna. Nauka ma być prawdziwa.

Być może te długoterminowe rozwiązania nie są wystarczająco ciekawe, by były wyróżnione przez
algorytmy mediów społecznościowych. Bo to nie prawda i postęp naukowy, ale sensacja i quick fix
sprzedają się tam najlepiej. Musiał o tym wiedzieć redaktor Bogdan Rymanowski, gdy zapraszał
do swojego programu profesor nauk rolniczych Grażynę Cichosz, technolożkę żywności i żywienia
oraz mleczarstwa. Kontrowersyjna rozmowa, opublikowana na platformie YouTube w październiku
2025 roku, szybko zyskała rozgłos. Dla jednych rozmówczyni stała się orędowniczką ukrytej dotąd
prawdy, dla innych – studium przypadku sensacyjnych i pseudonaukowych przekazów.

Profesor Cichosz jest znana z kontrowersyjnych wypowiedzi na temat żywienia, niezgodnych
ze współczesną wiedzą naukową. Na posiedzeniu Parlamentarnego Zespołu ds. Ochrony
Życia i Zdrowia Polaków w zeszłym roku powtarzała między innymi, że spożywanie soi wpływa
na orientację psychoseksualną, a szczepionki mają wpływ na występowanie autyzmu.
W półtoragodzinnej rozmowie z redaktorem Rymanowskim profesor Cichosz podkreśliła, że
soja jest największym przekrętem dietetycznym XXI wieku i przyczynia się do wielu chorób,
jak Hashimoto czy choroba Leśniowskiego-Crohna. Zanegowała rolę cholesterolu w procesie
miażdżycowym i powiedziała, że spożywanie mięsa jest częścią diety dla mózgu, odnosząc
się przy tym ze współczuciem do wegetarian i wegan.

Soja jest dla nas dobra – mówi doktor Tomasz Jeżewski. – Nawet nie wchodząc w badania
naukowe, wystarczy spojrzeć na populację chociażby Japonii, kraju z jedną z najwyższych
średnich długości życia. Tofu, edamame, natto, fermentowana soja są tradycyjnym pożywieniem
w tych rejonach oraz stanowią element długowieczności tej populacji. Prozdrowotne właściwości
tych pokarmów zostały potwierdzone setkami badań naukowych i bardzo zachęcam do ich
spożywania.

Profesor Cichosz mówi, że nie trawimy białek globulinowych zawartych w soi i że genetycznie
modyfikowana soja to największy przekręt naszych czasów. Rzuca bardzo ogólnikowymi, a jednocześnie niezwykle szczegółowymi hasłami, czym wprowadza zamęt i niepokój u słuchaczy.
Soja jest pełnowartościowym źródłem białka i nie ma żadnych dowodów na to, że jej nie trawimy
– dodaje Jeżewski. – Nie są mi znane również żadne badania naukowe na temat uszkadzającego
wpływu soi na kosmki jelitowe. Przekaz pani profesor jest katastrofalny, niepoparty
dowodami naukowymi i nastawiony na tanią sensację.

Konkluzje analizy 52 badań1 dotyczących spożycia produktów sojowych pokazały, że wysokie
spożycie soi może zmniejszyć ryzyko zachorowania na nowotwory, w szczególności na
raka piersi, prostaty i przewodu pokarmowego. Według badań przeprowadzonych na grupie
kontrolnej wzrost spożycia wszystkich produktów sojowych o 54 g dziennie doprowadził do
zmniejszenia ryzyka zachorowania na nowotwory o 11%, wzrost spożycia tofu o 61 g dziennie
zmniejszył ryzyko zachorowania na nowotwory o 12%, a wzrost spożycia mleka sojowego
o 23 g dziennie obniżył ryzyko zachorowania na nowotwory o 28%. Wyniki tych badań naprawdę robią wrażenie i nie pozostawiają wątpliwości odnośnie do prozdrowotnych właściwości soi.
W przeciwieństwie do słów profesor Cichosz, które potwierdzenia w pracach naukowych nie mają.

O co chodzi z tym spiskiem?

Pseudonaukowe przekazy charakteryzują się używaniem wielu trudnych słów, liczb i statystyk,
które okazują się nieprawdziwe. Pogrążają nas w zamęcie i mają wzbudzić zaufanie do autorów
tych stwierdzeń, którzy zdają się wiedzieć więcej od nas. Profesor Cichosz mówi, że lekarze to
mafia, a ich rekomendacje żywieniowe nie mają zbyt wiele wspólnego z prawdą. Według niej jest
to spisek dążący do maksymalizacji zysków środowisk medycznych. Profesor Cichosz twierdzi, że
cholesterolowa teoria miażdżycy została wylansowana bez odpowiednich dowodów naukowych.
Potwierdzenia tych słów brak. Redaktor Rymanowski również nie pali się do zapytania o wyjaśnienie
i dowody na te stwierdzenia.

Nie ma mowy o spisku środowisk medycznych, jeśli coś zostało naukowo wielokrotnie potwierdzone
– zaznacza doktor Jeżewski. – Nadmiar cholesterolu i niektórych lipoprotein w niepodważalny
sposób sprzyja postępowaniu procesu miażdżycowego. Miażdżyca to przewlekła i skomplikowana
choroba, z wieloma elementami wpływu, jednak cholesterol jest jednym z indywidualnych i niezależnych czynników ryzyka. Stanowisko pani profesor stoi w kontrze do stanowiska lekarzy na całym świecie, do konsensusu naukowego opartego na setkach badań.

Temu samemu spiskowi profesor Cichosz przypisuje lansowanie margaryny kosztem, jej zdaniem
zdrowego, masła. O ile żadne oleje w zbyt dużych ilościach i skoncentrowanej formie
nie są zdrowe, przekonanie, że oleje roślinne są szkodliwe, nie znajduje potwierdzenia
w aktualnych wytycznych kardiologicznych. – Przeświadczenie, że oleje roślinne są szkodliwe,
to mit, który bardzo dobrze rozchodzi się w Internecie
– mówi Iwona Kibil, dietetyczka. –
Tymczasem produkty odzwierzęce bogate w nasycone kwasy tłuszczowe, jak smalec, boczek
czy masło, mają właściwości prozapalne. Przyczyniają się do podwyższenia poziomu cholesterolu
LDL, potocznie nazywanego „złym”, i zwiększają ryzyko chorób sercowo-naczyniowych.

Viralowe materiały w Internecie przypisują toksyczne właściwości olejom roślinnym
i zachęcają do zastępowania ich tłuszczami zwierzęcymi. – Jest wręcz na odwrót
– dodaje
tymczasem Iwona Kibil. – Liczne badania wskazują, że zastąpienie tłuszczów nasyconych
tłuszczami nienasyconymi, w tym wielonienasyconymi kwasami tłuszczowymi obecnymi w olejach
roślinnych, obniża ryzyko chorób układu krążenia.

Używanie autorytarnego głosu i emocjonalnych stwierdzeń, typu „przekręt”, „spisek” i „mafia”, bez
podawania wyjaśnień czy dowodów naukowych, to kolejne książkowe punkty pseudonaukowych
narracji. – Mnie zapala się czerwona lampka, jak tylko słyszę taki ton głosu u rozmówcy – mówi
dr. Paulina Mozolewska, doktorka nauk biologicznych oraz dziennikarka naukowa. – Zbyt pewny siebie, przekonany o własnym zdaniu, o spisku tych, którzy uważają inaczej. Prawdziwi naukowcy są pokorni wobec swej wiedzy. Mają świadomość, jak ciężko potwierdzić coś ze stuprocentową pewnością i jak ostrożnie trzeba ważyć słowa.

Gdy cudze opinie kształtują nasze wybory

Każdy ma prawo do własnej opinii, ale nie do własnych faktów – w 1983 roku słowa te wypowiedział
Daniel Patrick Moynihan, amerykański dyplomata i polityk Partii Demokratycznej. Ciekawe,
jak mocno wybrzmiewają dekady później, w dobie potęgi informacyjnej Internetu. Tezy niezgodne
z dyskursem naukowym, głoszone przez reprezentantkę środowisk naukowych, są świadectwem nie
wolności słowa, lecz dezinformacji. Według definicji jest to celowy i intencjonalny proces dystrybucji
fałszywych lub wprowadzających w błąd informacji. Pytanie, czemu dziennikarz prowadzący wywiad
na tę dezinformację pozwolił?

Zawsze przed rozmową weryfikuję rozmówcę. Jeżeli ktoś posługuje się teoriami niezgodnymi z wiedzą naukową, wypowiada kontrowersyjne i niepotwierdzone tezy, od razu go odrzucam – dodaje
dr. Paulina Mozolewska. Według niej nie chodzi o to, jak radzić sobie z takim rozmówcą w czasie
wywiadu i jak na bieżąco weryfikować jego stwierdzenia. – Chodzi o to, że my, dziennikarze, mamy
obowiązek wybierać rzetelnych rozmówców do tak ważnych tematów, jak nasze nawyki żywieniowe
i związana z tym wiedza medyczna. Musimy czuć na sobie brzemię tej odpowiedzialności.
To pomaga nam w sprawnym posługiwaniu się orężem prawdy.

Ta odpowiedzialność dziennikarska musi być tym większa, gdy wiemy, że przekazy medialne będą
kształtować wybory żywieniowe przyszłych pokoleń. Nie mówimy tu o stale zmieniających się trendach mody czy aranżacji wnętrz. Konsekwencje pojawiania się różnych opinii w tej sprawie w mediach społecznościowych nie będą tak poważne, jak w przypadku kreowania nawyków żywieniowych. Trendy internetowe wpłyną na nasze wybory, a zdrowotne konsekwencje tychże odczujemy po latach.

Badania2 przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych w 2025 roku pokazały, że 72% osób w wieku
18–27 lat czerpie pomysły na posiłki z platform takich jak TikTok i Instagram. Trendy mediów społecznościowych, tworzone często przez osoby bez kwalifikacji medycznych, wpływają na wybory
żywieniowe ich odbiorców.

W Polsce ciekawe wnioski zaprezentował raport z badań przeprowadzonych przez Fundację More in Common Polska wśród młodzieży szkół ponadpodstawowych na zlecenie Green REV Institute3.
Według autorów badań popularność wśród młodych ludzi w tej chwili zdobywa białko. Produkty
wysokobiałkowe zyskały zainteresowanie, ponieważ kojarzą się z lepszą sylwetką, większą siłą, poczuciem atrakcyjności. Przywodzą na myśl głównie nabiał i mięso. Badania pokazały również, że
diety wegetariańska i wegańska są postrzegane przez młodzież jako wymagające, pozbawione
przyjemności, wygody i wartości odżywczych.

Dlatego też niezwykle ważne jest promowanie składników roślinnych, w tym roślinnych źródeł białka, jako prozdrowotnych, tanich i łatwo dostępnych wyborów. Białka roślinne mają mniej tłuszczu i mniejszą gęstość kaloryczną niż mięso, a jednocześnie zawierają bardzo ważny składnik naszej diety – błonnik. A co ze stwierdzeniem, że białko roślinne ma niską wartość? – Mit o niewystarczającej wartości odżywczej białka roślinnego to klasyczny przykład nieporozumienia, które nadal pokutuje w społecznym odbiorze diety roślinnej – mówi dietetyczka Iwona Kibil. – Choć pojedyncze produkty roślinne mogą nie zawierać kompletu wszystkich aminokwasów egzogennych, to w codziennym jadłospisie naturalnie łączymy różne składniki: zboża, rośliny strączkowe, warzywa – dostarczając sobie pełnowartościowe białko.

Praca naukowa4 z 2020 roku przedstawiła syntezę 32 prospektywnych badań kohortowych [red.:
długoterminowe obserwacje grup osób w celu analizy wpływu czynników ryzyka na zdrowie].
W okresie trwającym od 3,5 do 32 lat przyjrzano się ponad 715 000 uczestników. Wnioski pokazały,
że spożycie białka roślinnego było istotnie związane z niższym ryzykiem śmiertelności ze
wszystkich przyczyn i śmiertelności z powodu chorób układu krążenia. Dodatkowe 3% energii
pochodzącej z białek roślinnych dziennie wiązało się z 5-procentowym niższym ryzykiem zgonu
ze wszystkich przyczyn.

Wolność słowa czy dezinformacja?

Pytam o zdanie na temat dezinformacji żywnościowej doktora Tomasza Jeżewskiego. Sam jest aktywny w mediach społecznościowych, prowadzi kanał na YouTubie. Myślę, że doktor Jeżewski, ponieważ sam posługuje się orężem Internetu, ma dodatkowy wgląd w mechanizmy działania pseudonaukowych doniesień. Na początku odpowiedzi przywołuje prawo Brandoliniego, zwane również prawem asymetrii bzdur, maksymę opracowaną w 2013 roku przez włoskiego programistę. – Chodzi o to, że ilość energii potrzebna do obalenia bzdury zagnieżdżonej w Internecie jest o rząd wielkości większa niż energia potrzebna do wypuszczenia tej bzdury w obieg – tłumaczy. Ma to sens. Ja, dziennikarka, spotykam się z doktorem nauk medycznych i nasza półtoragodzinna rozmowa jest tylko częścią mojej pracy włożonej w przygotowanie tego artykułu. Doktor Jeżewski sam opublikował dwa filmy video na swoim kanale internetowym, w których obnaża mity udostępnione w rozmowie z profesor Cichosz. Takich materiałów weryfikujących ukazało się w polskich mediach znacznie więcej. Wywiady, artykuły, analizy naukowe – wysiłek włożony w tę pracę jest niewspółmierny do krótkiego wywiadu, w którym powie się, że coś jest spiskiem, a coś jest toksyczne.

W każdej debacie publicznej jestem zobligowany do utrzymywania akademickiego standardu
– mówi doktor Jeżewski, gdy pytam o efektywność jego i naszej wspólnej pracy. – Oznacza to,
że moje naukowe wytłumaczenie nigdy nie będzie na tyle atrakcyjne i viralowe, co bazowanie
na strachu słuchaczy i oskarżenia rzucane na ślepo. – Badania neurologiczne potwierdzają, że
teorie spiskowe i dezinformacja mogą aktywować ciało migdałowate. Ta część naszego mózgu
ma za zadanie wykrywać zagrożenia i inicjować reakcję „walcz lub uciekaj”. Kiedy słyszymy
teorie spiskowe – często dotyczące ukrytych niebezpieczeństw, przekrętów i wrogów – nasz
mózg traktuje te informacje jako zagrożenie i wywołuje reakcje emocjonalne
. Mój artykuł, jakkolwiek bym się nie starała, takiej reakcji nie wywoła, więc emocjonalna wartość tłumaczenia
bzdur będzie nieporównywalnie mniejsza. Lata badań naukowych nikną w obliczu viralowych
treści zamieszczonych w Internecie, w których ktoś powie, że soja jest toksyczna, a lekarze i ich
rekomendacje to mafijny spisek. Postęp naukowy potrafi pójść w piach w parę minut, to smutne.

Soja ziarnem niezgody

Wiele pseudonaukowych stwierdzeń ma zaczepienie w prawdzie i od niej rozpoczyna przekaz.
Sprawia to, że niewprawionemu odbiorcy trudniej je zweryfikować i łatwiej w nie uwierzyć.
Za przykład możemy wziąć wypowiedź profesor Cichosz o soi genetycznie modyfikowanej.
Przy całym zamęcie, wykreowanym przez lata dezinformacji, najłatwiej jest straszyć soją GMO,
a trudniej wyjaśnić, na czym polega sedno sprawy. Wielokrotne badania przeprowadzone przez najbardziej renomowane instytuty, takie jak Światowa Organizacji Zdrowia (WHO), Polska
Akademia Nauk czy Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) zgodnie podały,
że soja genetycznie modyfikowana jest całkowicie bezpieczna do konsumpcji i ma taki sam
wpływ na nasze zdrowie jak jej niemodyfikowany genetycznie odpowiednik. Mało tego, WHO
podkreśla5, że żywność modyfikowana genetycznie dostępna obecnie na rynku jest tak samo
bezpieczna jak żywność konwencjonalna i nie wykazano żadnych negatywnych skutków zdrowotnych wynikających z jej spożywania przez ogół społeczeństwa.

Jednak większość genetycznie modyfikowanej soi nie jest przeznaczona do naszej bezpośredniej
konsumpcji, a jej zła reputacja ma inne podstawy. Problemy są zakorzenione w jej niezrównoważonej produkcji, która przyczynia się do łamania praw człowieka, wylesiania oraz nieposzanowania praw własności ziemi. Najwięksi światowi producenci soi to USA, Brazylia i Argentyna, a większość naszego krajowego importu pochodzi z tych dwóch południowoamerykańskich krajów. Wiele śledztw dziennikarskich ujawniło naruszenia praw człowieka i praktyki szkodliwe dla środowiska przy uprawach soi na terenie tych gigantów przemysłu. Jej masowa produkcja, mająca na celu zaspokojenie rosnącego popytu na zagranicznych rynkach, jest odpowiedzialna za wycinkę lasów amazońskich i nieposzanowanie praw własności rdzennych mieszkańców tych terenów. Ujawniały to liczne śledztwa, chociażby organizacji Global Witness. Raport6 opublikowany w 2022 roku podkreśla, że to branża mięsna przyczynia się do naruszeń praw człowieka na terenie krajów Ameryki Południowej (w tym przypadku – Paragwaju), ponieważ napędza produkcję soi genetycznie modyfikowanej na pasze dla zwierząt.

Zgodnie z danymi7 Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa
z 2022 roku produkty do bezpośredniej konsumpcji – typu tofu, tempeh i napój sojowy – stanowiły
jedynie około 4% światowej konsumpcji soi. Nawet jej 80% było przeznaczone na pasze dla zwierząt.
Paradoksalnie więc to branża mięsna napędza niezrównoważoną i masową produkcję soi, natomiast
mylne komunikaty skutkują złą reputacją diety roślinnej i krytyką sojowych produktów przeznaczonych do bezpośredniego spożycia. Mamy do czynienia z pomieszaniem pojęć i żonglowaniem terminami w celu wzbudzenia sensacji. Jeśli chodzi o produkty roślinne, większość produktów sojowych znajdujących się na sklepowych półkach pochodzi z ziaren niemodyfikowanych genetycznie oraz w dużej mierze z upraw europejskich.

Niepewność konsumentów wobec żywności GMO oraz obowiązek oznaczania jej zawartości na
etykietach sprawiły, że producenci zaczęli szukać surowców pochodzących z lokalnych i ekologicznych upraw. Decyzje te miały na celu nie tylko spełnienie wymogów prawnych, lecz także odpowiadanie na rosnące zapotrzebowanie klientów na produkty postrzegane jako bezpieczne, naturalne i wspierające regionalnych rolników.

Temat soi jest częstym przedmiotem dezinformacji, a jednak jest niezwykle ciekawy i zasługuje na lepsze omówienie w mediach. Nierównoważona produkcja soi genetycznie modyfikowanej na świecie to jedno z największych wyzwań naszych czasów i jednocześnie świadectwo systemowych problemów na rynku żywności. Krajowy rynek i nieobecne strategie bezpieczeństwa żywnościowego nie wspierają lokalnych upraw pasz białkowych. Polscy hodowcy zwierząt importują więc śrut sojowy
z upraw w Ameryce Południowej, gdyż niższe ceny pomagają zapewnić przewagę konkurencyjną.

Zdrowotne ryzyko polskiego mięsa

Co do samego mięsa, to profesor Cichosz w wywiadzie mówi, że jego jakość znacznie się pogorszyła.
Jednocześnie promuje dietę mięsną jako najlepszą dla mózgu. Jak wygląda nasz krajowy rynek
hodowli zwierząt? Zwierzęta biegające po zielonych łąkach są rzeczywistością tylko z obrazka
i być może byłyby spotykane częściej, gdyby krajowa polityka żywnościowa silniej wspierała małych
i ekologicznych hodowców. Tymczasem według danych z 2024 roku Polska jest największym
producentem mięsa drobiowego w Europie (odpowiada za około 21% europejskiej produkcji), na
czwartym miejscu w produkcji jaj oraz trzecim w produkcji wieprzowiny8. Fermy przemysłowe, charakteryzujące się dużą koncentracją zwierząt, nie mogą zapewnić dobrostanu zwierzętom gospodarskim, a co za tym idzie – dobrej jakości mięsa jego konsumentom. Przemysłowa hodowla zwierząt jest nastawiona na maksymalizację zysków z produkcji przy jednoczesnym jak najmniejszym zużyciu surowców, którymi są czas, pokarm i przestrzeń dla zwierząt.

Polska, będąca liderem produkcji mięsa w Europie, przoduje w jeszcze innych statystykach – znajdujemy się w europejskiej czołówce wykorzystania antybiotyków w hodowli zwierząt. Europejska
Agencja Leków opublikowała niedawno raport9 dotyczący sprzedaży i stosowania środków przeciwdrobnoustrojowych w weterynarii na terenie Europy. Według niego w roku 2023 Polska była
na drugim miejscu w bezwzględnej sprzedaży antybiotyków na użytek weterynaryjny i na trzecim
miejscu w przeliczeniu na miligramy substancji na kilogram zwierząt.

Przepisy Unii Europejskiej zabraniają profilaktycznego wykorzystywania antybiotyków i pozwalają
na podawanie ich jedynie w przypadku chorób. Problem jednak polega na tym, że w fermach
z dużym zagęszczeniem zwierząt choroby rozprzestrzeniają się w mgnieniu oka i antybiotyki są
jedynym sposobem na ugaszenie ognisk choroby. Co to oznacza dla konsumentów? Bakterie w stałej obecności antybiotyków robią się z czasem odporne na działanie tych substancji czynnych. Tak
zwana antybiotykooporność została zdefiniowana przez Światową Organizację Zdrowia jako
jedno z największych wyzwań zdrowotnych naszych czasów. Uodparnianie się szczepów bakterii
na substancje medyczne jest zjawiskiem znanym od lat, jednak zostaje ono przyspieszone w wyniku
wzmożonego podawania tych substancji w praktyce medycznej oraz weterynaryjnej.

Liczne śledztwa dziennikarskie i naukowe udowodniły obecność dużej ilości środków przeciwdrobnoustrojowych w wodach gruntowych wokół ferm drobiu. W ramach śledztwa dziennikarskiego10, w którym miałam okazję uczestniczyć w 2023 roku, badaliśmy próbki wody pobrane wokół ferm drobiu w województwach lubelskim i mazowieckim. Badania wskazały na obecność bakterii odpornych na antybiotyki z grupy fluorochinolonów we wszystkich pobranych próbkach. Fluorochinolony to jednocześnie leki powszechnie stosowane w ciężkich przypadkach zakażenia bakterią Salmonella. Odporność bakterii Salmonella na te leki prowadzi do sytuacji, w których pacjenci w szpitalach są nieefektywnie leczeni, co może prowadzić do powikłań, a nawet śmierci. Jest to więc błędne koło przemysłu mięsnego, którego praktyki działania i zagęszczenie produkcji sprzyjają powstawaniu ognisk chorób, które następnie będzie nam coraz trudniej leczyć.

Obrazek polskiego rolnika na zielonej łące, dbającego o swoją trzodę, jest zakorzeniony w naszej
tradycji. Tyle że te zwierzęta najczęściej nie ujrzą światła słonecznego, a ich hodowla w krótkich
i zmechanizowanych cyklach nie przypomina już tradycyjnych praktyk. Na koniec dnia zwierzęta,
tak zwany żywiec, są sprzedawane do dużych spółek przetwórstwa mięsnego, z których duża część
to giganci z międzynarodowym kapitałem.

Nauka w epoce mediów społecznościowych

Nasze mózgi chcą biało-czarnych odpowiedzi. Co do zasady łatwiej nam przyjąć proste treści, które
klarownie mówią, jak jest
– mówi dziennikarka naukowa dr. Paulina Mozolewska. – Gdy te proste
komunikaty dodatkowo odnoszą się do naszych obaw czy wątpliwości, czujemy się wysłuchani.
Z pewnością trochę bardziej niż gdy czytamy suche naukowe przekazy. – I na tym właśnie zdaje się
polegać pułapka pseudonaukowych treści. Wreszcie ktoś dostrzegł nasze lęki i się do nich odniósł.

Pytam o etykę w mediach dr. hab. Jana Pleszczyńskiego, dziennikarza, publicystę zajmującego się etyką dziennikarską. Z przykrością stwierdza, że temat etyki zawodowej w kontekście współczesnych mediów jest bardzo trudny do omówienia, chociażby dlatego, że zatarły się ramy zawodu dziennikarza. – Współcześnie nie ma już progów wejścia do mediów. W epoce cyfry każdy może uważać się za dziennikarza i się za takiego podawać w przestrzeni publicznej. Te zewnętrzne
warunki, środowisko medialne i komunikacyjne sprawiają, że dezinformacja tak łatwo się szerzy
– mówi dr hab. Pleszczyński. – Najgorsze w tym wszystkim jest to, że – jak przypuszczam – wielu dziennikarzy rozpowszechnia dezinformację w dobrej wierze, bo sami głęboko są przesiąknięci teoriami spiskowymi i brakiem zaufania do ustaleń nauki. Świadome kłamstwo czy świadoma manipulacja jest oczywiście w dziennikarstwie grzechem ciężkim, no ale co zrobić, jeśli dziennikarz sam wierzy w różne antynaukowe mity?

Zdaje się, że kwestia etyki zawodowej pozostaje w sumieniach samych dziennikarzy. Pokładam wiarę w redaktorach naukowych i ich poczuciu odpowiedzialności, szczególnie w tak ważnych tematach, jak nasze zdrowie. – Proszę jednak nie myśleć, że dziennikarze naukowi nie są narażeni na klikalność – dodaje dr. Paulina Mozolewska. – Nauka nauką, ale redakcje chcą, by tekst się czytał,
więc tytuły i narracje również muszą być odpowiednio chwytliwe.

Pytam ją, jak wygląda dziennikarstwo naukowe w dobie mediów społecznościowych. Zastanawia
mnie, czy łatwy dostęp do informacji, a czasem jedynie spłycanych przekazów, viralowych treści
i pseudonauki przekazywanej przez samozwańczych ekspertów zagraża faktom. Odpowiada, że
jest to pociąg nie do zatrzymania i naukowcy muszą myśleć o tym, jak do niego wsiąść.
Traktowanie mediów społecznościowych jako zagrożenia to dosyć archaiczne myślenie – mówi.
Podstawą nauki jest aktualizacja założeń na podstawie nowych informacji. W tej chwili musimy
zaktualizować metody przekazu nauki w oparciu o zmianę paradygmatu naszej rzeczywistości.

Pytanie, w jaki sposób nauka może znaleźć tam dla siebie wygodne miejsce, atrakcyjne dla kolejnych pokoleń, które coraz więcej informacji czerpią z Internetu. – Brak głosu, to głos przegrany – mówi dr Tomasz Jeżewski, podkreślając, jak ważna jest obecność przekazów naukowych w debacie publicznej toczącej się w Internecie. Po chwili dodaje: Gdy nauki tam nie będzie, jedyne co ludzie będą widzieli w takich debatach, to pseudonaukowe i manipulacyjne treści, niestety dotyczące wrażliwych sfer naszego życia, jak szeroko rozumiane zdrowie. Jeżewski mówi, że chętnie sam wziąłby udział w tego typu wywiadach, jak Rymanowski – Cichosz właśnie po to, by stanowić kontrgłos w debacie. Z przykrością stwierdza jednak, że jego zdaniem kontrgłos nie jest tam mile widziany.

Mam wrażenie, że rozmowa Rymanowski – Cichosz może być pretekstem do rozważenia konsekwencji nieprawdy. Nie chodzi tu o samą profesor Cichosz, ona jest jedną z wielu orędowniczek sensacji, którym Internet dał własne medium. Chodzi o naszą umiejętność wyłowienia
dezinformacji, manipulacji czy nieścisłości, szczególnie wtedy, kiedy ubiera się ją w szaty nauki.
Być może to edukacja medialna od wczesnych klas szkolnych może w tym pomóc. Edukacja,
która nauczy nas, jak weryfikować fakty, szukać prawdy i myśleć krytycznie.

Bogdan Rymanowski odniósł się do kontrowersji po opublikowanym wywiadzie tylko w jeden sposób. Na swoim profilu na platformie X nawiązał do wolności słowa i powiedział, że każdy zasługuje na wysłuchanie. Poprosiłam redaktora Rymanowskiego o komentarz w sprawie skandalu wywołanego opublikowanym materiałem. Zastanawiałam się, czy słyszał o prawie Brandoliniego. Zapytałam go o to, czy zdawał sobie sprawę z nieprawdziwych informacji pojawiających się w rozmowie, czy poddał weryfikacji stwierdzenia profesor Cichosz oraz o to, czy nie pomylił wolności słowa z dezinformacją i wprowadzaniem widzów w błąd. Odpowiedzi do dziś nie dostałam.


Autorką reportażu pn. „Gdy sensacja wygrywa z nauką, czyli o dezinformacji żywieniowej
i odpowiedzialności mediów” jest Agata Aransay-Skrzypczyk
. Ekonomistka i dziennikarka specjalizująca się w tematach związanych ze środowiskiem i zrównoważonym rozwojem. Bada niezrównoważoną produkcję drobiu w Europie i jej wpływ na antybiotykoodporność. Laureatka Transatlantic Media Fellowship, w ramach którego opisywała transformację energetyczną w amerykańskim Midwest. Publikowała w the Guardian oraz największych polskich czasopismach. 

Reportaż został opublikowany w marcowym wydaniu magazynu „Nowa Bezpieczna Żywność”.

  1. C. Wang, K. Ding, X. Xie, J. Zhou, P. Liu, S. Wang, T. Fang, G. Xu, C. Tang, H. Hong, Soy Product Consumption and the Risk of Cancer: A Systematic
    Review and Meta-Analysis of Observational Studies, „Nutrients” 2024/16(7), 986, https://doi.org/10.3390/nu16070986 ↩︎
  2. Gen Z relies on social media for meal planning, new survey shows, „New York Post”, 5th of August 2025. ↩︎
  3. https://bezpiecznazywnosc.org/2025/09/25/magazyn-bezpieczna-zywnosc-nr-2/ ↩︎
  4. S. Naghshi, O. Sadeghi, W.C. Willett, A. Esmaillzadeh, Dietary intake of total, animal, and plant proteins and risk of all cause, cardiovascular,
    and cancer mortality: systematic review and dose‑response meta‑analysis of prospective cohort studies, BMJ 2020, 370, m2412, https://doi.
    org/10.1136/bmj.m2412 ↩︎
  5. Zob. https://www.who.int/news-room/questions-and-answers/item/food-genetically-modified#:~:text=The%20GM%20products%20that%20are,
    usually%20based%20on%20Codex%20documents ↩︎
  6. Global Witness, Toxic Takeaways: How Europe’s meat industry drives human rights abuses in Paraguay, December 2022, Global Witness, https://
    gw.hacdn.io/media/documents/Toxic_takeaways_EN_-_December_2022.pdf ↩︎
  7. H. Ritchie, P. Rosado, M. Roser, Soybean production and use, Our World in Data (Global Change Data Lab), https://ourworldindata.org/
    grapher/soybean-production-and-use ↩︎
  8. Zob. https://ec.europa.eu/eurostat/statistics-explained/SEPDF/cache/27963.pdf ↩︎
  9. European Sales and Use of Antimicrobials for Veterinary Medicine (ESUAvet). Annual surveillance report for 2023, EMA/CVMP/ESUAVET/
    80289/2025, European Medicines Agency, Luxembourg, 2025, ISBN 978‑92‑9155‑141‑5, doi:10.2809/4487470, https://www.ema.
    europa.eu/en/documents/report/european-sales-use-antimicrobials-veterinary-medicine-annual-surveillance-report-2023_en.pdf ↩︎
  10. https://www.theguardian.com/environment/2023/jun/20/uk-supermarket-suppliers-chickens-given-antibiotics-critical-for-humans ↩︎
Udostępnij: