Zmień system żywnościowy!
Zróbmy to razem

Kiedy pszczelarze z nepalskiego regionu Jumla zaczęli zauważać, że w ich ulach ubywa pszczół, najbardziej niepokoiła ich malejąca produkcja miodu. W reportażu Glorii Dickie opublikowanym w The Guardian ten obserwowany lokalnie problem staje się częścią szerszego zjawiska, kryzysu zapylaczy. Badania wskazują, że spadek liczebności dzikich zapylaczy może wpływać na jakość diety, dostępność roślin wykorzystywanych w medycynie, bezpieczeństwo żywnościowe oraz zdrowie całych społeczności. To jeden z najbardziej wymownych przykładów tego, jak postępująca utrata bioróżnorodności przekłada się na codzienne życie ludzi.
Kiedy mówi się o pszczołach, najczęściej pojawiają się dwa skojarzenia – miód i zapylanie kwiatów. Tymczasem rola owadów zapylających w funkcjonowaniu współczesnych społeczeństw jest znacznie szersza. Od ich pracy zależy produkcja wielu owoców, warzyw i orzechów, a także dostęp do składników odżywczych chroniących przed chorobami układu krążenia, cukrzycą i częścią nowotworów. Coraz więcej dowodów wskazuje również, że zanik zapylaczy może wpływać na dostępność roślin wykorzystywanych w medycynie oraz na jakość środowiska, od którego zależy dobrostan psychiczny ludzi.
Nowe światło na ten problem rzuca badanie opublikowane w 2026 roku na łamach Nature, którego autorzy i autorki analizowali zależność między obecnością zapylaczy a zdrowiem mieszkańców i mieszkanek nepalskiego regionu Jumla. To odizolowany obszar Himalajów, gdzie wiele osób żyje głównie z własnej produkcji rolnej. Naukowcy przez rok monitorowali plony, dietę oraz aktywność owadów zapylających. Wyniki pokazały, że zapylacze odpowiadały za ponad 20% spożycia witaminy A, witaminy E i folianów, a także za 44% dochodów uzyskiwanych przez lokalne gospodarstwa rolne. Badanie jest jednym z pierwszych, które bezpośrednio połączyło obecność zapylaczy z konkretnymi wskaźnikami zdrowia i odżywiania ludzi.
Znaczenie tych wyników wykracza daleko poza Nepal. W 2015 roku badanie w The Lancet oszacowało, że całkowite załamanie populacji zapylaczy mogłoby skutkować nawet 1,4 mln dodatkowych zgonów rocznie na świecie z powodu chorób związanych z niedoborami żywieniowymi. Siedem lat później zespół kierowany przez Sama Myersa z Johns Hopkins University postanowił sprawdzić nie hipotetyczne skutki całkowitego wymarcia zapylaczy, lecz konsekwencje już obserwowanego spadku ich liczebności. Wyniki opublikowane w Environmental Health Perspectives wskazały, że niedostateczne zapylanie odpowiada obecnie za utratę od 3 do 5% globalnej produkcji owoców, warzyw i orzechów, co może przekładać się na ponad 400 tys. przedwczesnych zgonów rocznie związanych z chorobami dietozależnymi.
Kluczowe znaczenie ma przy tym fakt, że problem dotyczy przede wszystkim dzikich zapylaczy. W debacie publicznej często mówi się o pszczołach jako jednej grupie, jednak naukowcy zwracają uwagę na istotną różnicę między pszczołami hodowlanymi a dzikimi gatunkami. Około połowa światowych upraw jest zapylana przez pszczoły utrzymywane przez człowieka w ulach, głównie przez pszczołę miodną. Ich populacje pozostają względnie stabilne, ponieważ są rozmnażane przez pszczelarzy. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja dzikich pszczół, trzmieli, motyli, chrząszczy czy muchówek. To właśnie one w wielu ekosystemach odpowiadają za najbardziej efektywne zapylanie roślin, a jednocześnie są szczególnie narażone na utratę siedlisk, stosowanie pestycydów, zmiany klimatu oraz rozprzestrzenianie się gatunków inwazyjnych.
Według danych Międzyrządowej Platformy ds. Bioróżnorodności i Funkcjonowania Ekosystemów (IPBES) ponad 40% gatunków bezkręgowców zapylających może być zagrożonych wyginięciem. W Europie Czerwona Lista IUCN wskazuje setki gatunków pszczół znajdujących się w różnym stopniu zagrożenia. Choć hodowlane pszczoły miodne częściowo przejmują funkcje zapylania, badania pokazują, że nie są w stanie w pełni zastąpić różnorodnych społeczności dzikich zapylaczy. W wielu przypadkach to właśnie dzikie gatunki skuteczniej zapylają konkretne uprawy, zwiększając zarówno wielkość, jak i jakość plonów.
Konsekwencje wykraczają poza produkcję żywności. Około 80% światowej populacji korzysta przynajmniej częściowo z medycyny roślinnej jako elementu podstawowej opieki zdrowotnej. Według analiz opublikowanych w 2022 roku owady zapylają około 28 tysięcy gatunków roślin wykorzystywanych w celach leczniczych. Wśród nich znajdują się między innymi jeżówka purpurowa stosowana we wspomaganiu odporności, rumianek używany przy problemach ze snem i stanach zapalnych czy liczne gatunki roślin wykorzystywane w tradycyjnych systemach medycznych Afryki, Azji i Ameryki Południowej. Spadek liczebności zapylaczy może więc wpływać nie tylko na dostępność żywności, ale również na zasoby wykorzystywane w ochronie zdrowia.
Coraz częściej zwraca się także uwagę na mniej oczywiste zależności. Dzikie zapylacze uczestniczą w utrzymaniu różnorodności roślin w parkach, ogrodach, lasach i na łąkach. To właśnie te ekosystemy dostarczają usług środowiskowych związanych z poprawą jakości powietrza, retencją wody, ograniczaniem skutków upałów oraz dobrostanem psychicznym. Zanik zapylaczy może zatem pośrednio wpływać również na zdrowie psychiczne, ograniczając zdolność ekosystemów do podtrzymywania zielonych przestrzeni, które poprawiają jakość życia mieszkańców i mieszkanek miast. Naukowcy podkreślają, że skutki utraty dzikich zapylaczy nie będą rozłożone równomiernie. Najbardziej zagrożone są regiony tropikalne, gdzie występuje największa różnorodność biologiczna, a jednocześnie wiele społeczności pozostaje silnie uzależnionych od lokalnej produkcji rolnej. Badania opublikowane w Science Advances wskazują, że szczególnie narażone są kraje Afryki Subsaharyjskiej, części Ameryki Południowej i Azji Południowo-Wschodniej. W tych regionach spadek liczebności zapylaczy może oznaczać niższe plony kakao, mango, arbuzów i wielu innych upraw istotnych zarówno dla lokalnego wyżywienia, jak i gospodarki.
Jednocześnie problem nie omija krajów zamożnych. Autorzy badań podkreślają, że znacząca część zgonów związanych z niedoborami żywności wynikającymi z niewystarczającego zapylania występuje obecnie w Europie Wschodniej i państwach byłego Związku Radzieckiego. W społeczeństwach, gdzie dominują siedzący tryb życia i diety bogate w czerwone mięso, nawet niewielki spadek dostępności owoców, warzyw, orzechów i nasion może zwiększać ryzyko chorób układu krążenia oraz zaburzeń metabolicznych.
Coraz więcej ekspertów i ekspertek postrzega więc ochronę zapylaczy nie jako element polityki środowiskowej, lecz jako inwestycję w zdrowie publiczne. Sadzenie rodzimych gatunków kwiatów, ograniczanie stosowania pestycydów, zachowywanie miedz i zadrzewień śródpolnych oraz tworzenie miejsc gniazdowania dla owadów należą do najprostszych działań, które mogą przynosić korzyści zarówno przyrodzie, jak i ludziom. Wyniki badań z Nepalu pokazują ponadto, że takie rozwiązania mogą zwiększać dochody rolników i rolniczek, poprawiać jakość diety oraz ograniczać ryzyko niedoborów składników odżywczych.
Jeszcze niedawno kryzys zapylaczy był przedstawiany głównie jako problem ochrony przyrody. Dziś coraz wyraźniej widać, że chodzi również o zdrowie ludzi, bezpieczeństwo żywnościowe i odporność społeczeństw na skutki zmian środowiskowych. W tym sensie los dzikich pszczół, trzmieli i motyli okazuje się nierozerwalnie związany z przyszłością człowieka.
Photo by Angelo Casto on Unsplash