Zmień system żywnościowy!
Zróbmy to razem

Pod hasłem „uciążliwość zapachowa” kryje się nie tylko problem odoru, ale przede wszystkim jego wpływ na zdrowie. Przewlekła ekspozycja na toksyny może powodować m.in. bóle brzucha, wymioty i migreny, zwiększać ryzyko niedokrwistości i niewydolności nerek, a także wiązać się z wyższą liczbą poronień czy niższą masą urodzeniową niemowląt. A to nie koniec możliwych konsekwencji zdrowotnych.
- Już w 2006 roku Ministerstwo Środowiska po raz pierwszy zapowiedziało prace nad nowymi przepisami antyodorowymi. Była to odpowiedź m.in. na liczne sygnały i interwencje Rzecznika Praw Obywatelskich oraz protesty mieszkańców dotyczące uciążliwości związanych z funkcjonowaniem ferm wielkotowarowych.
- Problem dotyczy nie tylko ferm wielkotowarowych, ale również ubojni, fabryk, spalarni śmieci, wysypisk i innych zakładów przemysłowych.
- Ministerstwo Klimatu i Środowiska zapowiadało, że projekt ustawy będzie gotowy do końca 2025 roku. Do tej pory go jednak nie przedstawiono.
Przez ostatnie 20 lat problem nie zniknął. Przeciwnie, jego skala wciąż rośnie. Tylko w pierwszych siedmiu miesiącach 2026 roku do WIOŚ w Warszawie wpłynęło 277 interwencji dotyczących uciążliwości zapachowych. W całym 2025 roku było ich 281.
– Kiedy mówimy o uciążliwych odorach, czyli po prostu o życiu w smrodzie, to śmiało możemy powiedzieć, że naruszona jest godność człowieka – wskazuje Małgorzata Żmudka-Wyrwał, prawniczka i ekspertka ds. ochrony środowiska w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich.
Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich nie przesądza, jaki dokładnie model regulacji powinien zostać przyjęty. Wskazuje jednak, że potrzebne są zarówno rozwiązania zapobiegające powstawaniu uciążliwości, jak i skuteczne instrumenty pozwalające reagować tam, gdzie problem już występuje.
– Chcemy, aby władza publiczna potraktowała tę kwestię poważnie – podkreśla Żmudka-Wyrwał.
– Obecne przepisy nie są wystarczające – ocenia Marek Wójcik, wojewoda śląski, pełnomocnik ds. legislacyjnych Zarządu Związku Miast Polskich. – Bez określonych norm dotyczących zapachu osoby przeprowadzające kontrole nie mogą jednoznacznie stwierdzić, że doszło do naruszenia prawa. Nawet gdy mieszkańcy regularnie składają skargi, podjęcie konkretnych działań jest trudne. Brak jasnych norm jest problemem również dla przedsiębiorców.
Ministerstwo Klimatu i Środowiska zapowiedziało powstanie kompleksowej ustawy antyodorowej jeszcze w 2024 roku. Wtedy też interpelację do resortu w tej sprawie składał poseł Koalicji Obywatelskiej Tomasz Głogowski.
– To zdecydowanie jest potrzebne, bo zjawisko uciążliwości zapachowej jest dla wielu osób na co dzień bardzo problematyczne. Z drugiej strony produkcja również jest niezbędna, więc ustawa powinna regulować zarówno kwestie komfortu życia, jak i zapobiegać utrudnianiu działalności zakładów, które już funkcjonują – mówi poseł Tomasz Głogowski.
Pani Jadwiga mieszka w Opactwie w województwie mazowieckim od lat 70. Kiedy się tam wprowadzała, w pobliżu jej domu nie było wielkotowarowej hodowli. Dziś żyje w sąsiedztwie tuczarni liczącej kilka tysięcy świń.
– Naprawdę ciężko się mieszka w takiej okolicy. Najgorzej jest latem, kiedy ten zapach jeszcze bardziej się rozchodzi. Człowiek chciałby wyjść na spacer, przewietrzyć mieszkanie albo po prostu posiedzieć przy otwartym oknie, a tutaj nie da się nawet uchylić okna. Do tego jest mnóstwo much – opowiada.
Problem ma także wymiar ekonomiczny. Pani Jadwiga chciała sprzedać znajdujący się w pobliżu młyn wybudowany jeszcze przez jej męża – jak twierdzi, nie ma chętnego na zakup właśnie ze względu na sąsiedztwo tuczarni.
Żmudka-Wyrwał z BRPO zwraca uwagę, że konflikt związany z uciążliwościami zapachowymi nie powinien być przedstawiany jako proste starcie dwóch grup: mieszkańców i rolników.
– Mieszkańcy są często rolnikami, rolnicy nie zawsze mieszkańcami. Są ludzie mieszkający na wsi od pokoleń i w momencie, kiedy lokalizowana jest wielkotowarowa firma, na przykład ferma kur, ich dotychczasowe, tradycyjne życie zostaje zaburzone. Upraszczanie tego do jednego konfliktu niczemu nie służy, bo sprawa jest dużo bardziej wieloznaczna.
Brak ustawy antyodorowej nabiera dodatkowego znaczenia w związku z propozycjami zmian przedstawionymi przez resort rolnictwa.
Ministerstwo proponuje bowiem rozwiązania określane jako „Lex Rolnik” czy „Lex Smród”, które mogą utrudnić mieszkańcom wsi skarżenie się na uciążliwości związane z działalnością rolniczą, również tą wielkotowarową.
Przepisy nie weszły jeszcze w życie, ale izby rolnicze w całym kraju zachęcają samorządy do przyjmowania gotowych uchwał intencyjnych, których założenia są zbieżne z kierunkiem proponowanych zmian. W efekcie resort rolnictwa może później powoływać się na stanowisko samorządów jako jeden z argumentów przemawiających za zmianą przepisów.
Polska branża drobiarska należy do największych w Unii Europejskiej, a równocześnie w całym kraju powstają kolejne inwestycje związane z wielkotowarową hodowlą. W czerwcu podczas spotkania ministra Stefana Krajewskiego z ambasadorem Chińskiej Republiki Ludowej Lu Shan podpisano protokół dotyczący wymagań w zakresie kontroli i kwarantanny polskiego mięsa drobiowego oraz przetworzonych produktów z tego mięsa, przeznaczonych na rynek chiński.
Jeżeli rozwój tego sektora będzie oznaczał powstawanie kolejnych wielkotowarowych ferm, pojawia się pytanie, jak będzie wyglądała sytuacja mieszkanek i mieszkańców terenów, na których takie inwestycje będą lokalizowane.
Polska może więc znaleźć się w sytuacji, w której z jednej strony przez 20 lat nie potrafi wprowadzić jasnych norm chroniących mieszkańców przed uciążliwymi odorami, a z drugiej zacznie ograniczać im możliwość skutecznego sprzeciwiania się takim uciążliwościom – właśnie w momencie, gdy może nas czekać dalszy rozwój wielkotowarowej hodowli drobiu.
Brak ustawy antyodorowej nie oznacza jednak całkowitego braku narzędzi prawnych pozwalających reagować na takie uciążliwości.
Małgorzata Żmudka-Wyrwał zwraca uwagę, że obowiązujące prawo daje już pewne możliwości działania. Jednym z takich instrumentów jest decyzja starosty nakazująca ograniczenie uciążliwej działalności.
Problem polega jednak na tym, że istniejące rozwiązania są stosowane stosunkowo rzadko, a brak precyzyjnych norm odorowych utrudnia wykazanie naruszenia.
Pokazuje to sprawa warszawskiego Radiowa. Naczelny Sąd Administracyjny podtrzymał wyroki nakazujące ponowne zbadanie przez inspekcję ochrony środowiska, czy należy wstrzymać dwie instalacje tamtejszego zakładu odpadów komunalnych MPO. Przed sądami mieszkańców wspierał Rzecznik Praw Obywatelskich.
– Mieszkańcy przedstawili dokumentację medyczną, wypisy ze szpitala, skarżyli się m.in. na bóle brzucha i wymioty. Początkowo uznawano, że sam uciążliwy zapach nie dowodzi zagrożenia zdrowia. Ostatecznie jednak stwierdzono, że zdrowie psychiczne także podlega ochronie, a uciążliwe zapachy uniemożliwiające normalne funkcjonowanie mogą być podstawą do wstrzymania działalności instalacji. Takie rozwiązania są możliwe, choć wciąż rzadko stosowane.
Jednocześnie, jak podkreśla, prawo do życia w czystym środowisku można wyprowadzać z przepisów Konstytucji. Art. 68 ust. 4 nakłada na władze publiczne obowiązek zapobiegania negatywnym dla zdrowia skutkom degradacji środowiska, a art. 74 wskazuje na obowiązek prowadzenia polityki zapewniającej bezpieczeństwo ekologiczne obecnemu i przyszłym pokoleniom.
Problem pojawia się jeszcze przed realizacją inwestycji, na etapie przygotowywania dokumentacji i uzyskiwania niezbędnych decyzji oraz zezwoleń.
– Badamy wpływ inwestycji na środowisko, a tym samym także na zdrowie ludzi, ale kluczowy dokument przygotowuje podmiot bezpośrednio zainteresowany realizacją inwestycji – zauważa Żmudka-Wyrwał.
Jak podkreśla wojewoda śląski Marek Wójcik, obecnie jednym z podstawowych narzędzi ustalania możliwości lokalizacji inwestycji jest planowanie przestrzenne.
– Problem polega jednak na tym, że regulacje te nie schodzą wystarczająco szczegółowo. Możemy określić na przykład rodzaj zabudowy czy rodzaj dopuszczalnej działalności gospodarczej, ale nie zawsze jesteśmy w stanie precyzyjnie określić, jaki będzie miała efekt.
O przyczyny opóźnienia prac zapytaliśmy Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Otrzymaliśmy następującą odpowiedź: obecnie trwają wewnętrzne prace uzgodnieniowe nad projektem dotyczącym uciążliwości zapachowej oraz prace związane z przygotowaniem wniosku o wpis projektu do wykazu prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów wraz z opracowaniem oceny skutków regulacji.
Poseł Tomasz Głogowski, który w sprawie braku regulacji dotyczących norm uciążliwości zapachowych składał interpelację do Ministerstwa Klimatu i Środowiska, uważa, że resort powinien rozpocząć dialog z Ministerstwem Rolnictwa.
– Trudno mi dywagować, dlaczego tak się dzieje. Czy dlatego, że jest to trudny projekt do przygotowania? Czy dlatego, że Ministerstwo Środowiska wie, że będzie miało sprzeciw którejś ze stron? Poruszałbym się tutaj na etapie domysłów, ale zakładam, że Ministerstwo Środowiska powinno podjąć taką próbę, żeby chociażby rozpocząć dialog z Ministerstwem Rolnictwa i ustalić, jaka jest rozbieżność stanowisk i w jakich obszarach można się po prostu spróbować porozumieć.
Jego zdaniem, jeśli resort klimatu i środowiska przedstawi projekt ustawy, istnieje bardzo duża szansa, że zostanie on przyjęty jeszcze w tej kadencji.
– Natomiast jest to oczywiście niełatwa, obszerna ustawa, więc trudno oczekiwać, żeby ktoś inny niż ministerstwo przygotował taki projekt. Ostatni rok kadencji to największy urobek legislacyjny, więc czasu jeszcze jest wystarczająco.
W 2019 roku, gdy rząd Prawa i Sprawiedliwości zaproponował projekt ustawy antyodorowej, bardzo negatywnie zaopiniowała go Krajowa Rada Izb Rolniczych. Stanowczy sprzeciw wobec przepisów wyrażały również inne organizacje rolnicze.
Marek Miśko – były dyrektor generalny Polskiego Przemysłu Futrzarskiego i redaktor naczelny portalu wSensie.pl, związanego ze Szczepanem Wójcikiem, jednym z najbardziej wpływowych przedstawicieli polskiej branży futrzarskiej – mówił wówczas, że organizacje uważały projekt za „nieprzemyślany”. Zawarte w nim regulacje miały w ich ocenie doprowadzić do „zablokowania polskiej gospodarki rolnej”.
Na zdj. wielkotowarowa ferma świń. Fot. EPA | Wikimedia Commons, domena publiczna