Zmień system żywnościowy!
Zróbmy to razem

Piotr Dobrowolski
Rozmaite statystyki pokazują, że lubimy zwierzęta. Taką sympatię ma deklarować zdecydowana większość społeczeństwa, a w mniejszości są ci, którzy nie mają w domu choć jednego zwierzęcia. Lubimy, kiedy na Instagramie pojawia się rolka ze słodkim kotkiem czy przyjaźnią pomiędzy żółwiem a psem. Jesteśmy skłonni wybaczyć więcej znanej osobie, która zbłądziła, ale następnie zaangażuje się w akcje prozwierzęce. Czy to oznacza, że ochrona zwierząt w naszym kraju to wyłącznie sukcesy?
Wręcz przeciwnie. Miłość do zwierząt ma różne oblicza i nie jest bezwarunkowa. O ile zwierzęta domowe, w tym zwłaszcza te „ładne” i bez żadnych defektów, powszechnie wzbudzają pozytywne uczucia i – co za tym idzie – słuszny gniew, gdy dzieje się im krzywda, o tyle taką sympatią nie cieszą się choćby zwierzęta gospodarskie, cyrkowe czy wykorzystywane do celów naukowych. Choć może sympatia to nie do końca trafne określenie. Dla wielu osób krowa o długich rzęsach nad mądrymi oczami czy biały szczurek też są ok, ale nie na tyle ok, żeby aktywnie sprzeciwić się wyzyskowi tych zwierząt pod dyktando człowieka. Cóż, taki ich los, taki jest porządek świata.
Dlatego ruchy ochrony zwierząt to nie tylko starania o to, żeby zapewnić dobre warunki życiowe kotom i psom, ale w celu poprawienia dobrostanu wszystkich zwierząt, bez względu na to, jakie jest ich przeznaczenie – wymyślone przecież przez człowieka. Gdy mowa o tych zwierzętach „drugiego sortu”, to te starania zamieniają się w walkę i to bardzo nierówną. Świetnie unaocznia to książka „Legislacja pod presją. Lekcje z Piątki Kaczyńskiego. Jak projektować reformy odporne na strach polityków” autorstwa dr. Sylwii Spurek. Autorka przedstawia losy projektu, który miał zrewolucjonizować prawną ochronę zwierząt w Polsce, a spalił na panewce.

Wprowadzanie nowych przepisów nie jest proste. Nie chodzi tu tylko o to, że cały proces wymaga wielu różnych instytucji, żeby ustawa weszła w życie. Wspomniana książka Green REV Institute pokazuje, że przyczyn porażki danego projektu można upatrywać w różnych błędach, które popełniono już na samym początku. Zwróćmy uwagę na kilka z nich.
Mogłoby się wydawać, że jeśli chcemy, żeby uchwalono jakieś prawo (na przykład – zakaz jakiejś działalności z wykorzystaniem zwierząt), to wystarczy wymyślić określony przepis i przeprowadzić go od parlamentu do prezydenta. Tymczasem wymaga to między innymi uprzedniego zbadania, czy projekt jest zgodny z Konstytucją RP, wiążącym prawem międzynarodowym i unijnym oraz innymi aktami prawnymi. Wśród prawników funkcjonuje określenie „biegunka legislacyjna”. Chodzi o to, że w naszym kraju wprowadza się masę słabej jakości regulacji prawnej. Tak dużo, że aż trudno się w niej połapać. Oprócz tego trzeba zastanowić się, jaki będzie wpływ nowego prawa na gospodarkę i społeczeństwo. Jeśli nie zostanie to gruntownie przemyślane, to ujawnienie defektów już w trakcie procedowania projektu, może doprowadzić do jego upadku, bo nie da się ich naprawić.
Ale dobre prawo to nie tylko sprawdzenie, czy wszystko zgadza się na papierze. Prawo musi odpowiadać oczekiwaniom i potrzebom tych, których ma dotyczyć. Zwierzęta są nieme i potrzebują osób rzecznikowskich. Sądzę jednak, że zbyt często polegamy na ekspertyzie osób, które mają określony tytuł naukowy bądź zawodowy. Tymczasem teoretycy mogą nie znać realiów spraw, o których się wypowiadają, ponieważ wiedzę o nich czerpią głównie z literatury, a nie obserwacji. To oczywiście spore uproszczenie i nie chodzi mi o to, że ich zdanie jest nieważne. Jednak w przypadku prawnej ochrony zwierząt warto wsłuchać się w głos stowarzyszeń, fundacji i innych kolektywów, sygnalizujących problemy, z którymi spotykają się na co dzień. Prawo w działaniu, a nie tylko w książkach.
Czasem konieczne są sojusze. Opisywana we wspomnianej książce inicjatywa legislacyjna pochodziła ze środowisk konserwatywnych, których wielu nie podejrzewałoby o tak progresywne pomysły. Choć trudno w naszym kraju o polityczną zgodę, to może jednak czasem da radę procedować ponad podziałami? W kapitalizmie istotne jest też medialne wsparcie znanych osób. Mimo że dla nich (niekiedy) to świetna okazja do charity washingu, to (niekiedy) cel uświęca środki.
W końcu: posiadanie jednego scenariusza bywa zdradliwe. Czasem niezbędne są sojusze i plan B, a nawet C czy D. Czy ustąpienie i zrezygnowanie z niektórych postulatów na rzecz przeforsowania choćby części agendy jest w porządku? Czy też należy zachować „czystość ideową” i nie godzić się na ani jeden krok w tył? Na te pytania nie ma dobrej odpowiedzi. Z pewnością jednak książka dr. Spurek może pomóc lepiej przygotować się na kolejną walkę w służbie ochrony zwierząt.
Piotr Dobrowolski. Adwokat i doktor nauk prawnych. Prowadzi własną kancelarię adwokacką we Wrocławiu oraz współpracuje z innymi firmami prawniczymi. Ukończył prawo na Uniwersytecie Wrocławskim, a doktorat obronił na Uniwersytecie SWPS. Aplikację adwokacką odbył w Izbie Adwokackiej we Wrocławiu. Łączy doświadczenie zdobyte na sali rozpraw z pracą naukową. Prowadzi przede wszystkim sprawy z zakresu prawa cywilnego, ubezpieczeń społecznych i prawa pracy, a także sprawy dotyczące zwierząt. Prowadzi wykłady i szkolenia m.in. w Izbie Adwokackiej we Wrocławiu, na Uniwersytecie SWPS oraz w Akademii Think & Make. Współpracuje z Fundacją Przyszłość Pokoleń, Grupą Ratuj i Kolektywem Kamelia. Należy do Stowarzyszenia Prawnicy na Rzecz Zwierząt oraz Polskiego Stowarzyszenia Ubezpieczenia Społecznego.