Czego polskie stołówki szkolne mogą nauczyć się od Minnesoty

W czasach, gdy rynek żywności kontrolują duże przedsiębiorstwa, a małe gospodarstwa znikają lub się kurczą, niektóre społeczności szukają alternatyw. Jak opisuje Grace Hussain, korespondentka Sentient Media, przykład Minnesoty w Stanach Zjednoczonych pokazuje, że szkolne posiłki mogą być zdrowsze, bardziej lokalne i silniej powiązane z otoczeniem, w którym funkcjonują szkoły.

W części tamtejszych szkół publicznych coraz częściej rezygnuje się z gotowych, wysoko przetworzonych produktów na rzecz składników pochodzących od lokalnych rolników i rolniczek. Warzywa, owoce i inne podstawowe produkty trafiają do stołówek bezpośrednio z pobliskich gospodarstw. Dzięki temu jedzenie jest świeższe i ma wyraźniejszy smak, co szybko zauważają uczniowie i uczennice. Dzieci chętniej jedzą posiłki przygotowane z prostych, dobrej jakości składników, a kuchnia szkolna zaczyna przypominać bardziej domowe gotowanie niż produkcję zbiorową.

Zmiana podejścia do gotowania wpływa również na wartość odżywczą dań. Przygotowywanie posiłków od podstaw pozwala ograniczyć ilość soli i zbędnych dodatków, które często znajdują się w produktach przemysłowych. Jak mówi Jeanine Bowman w rozmowie z Sentient, która od ponad dekady pracuje nad poprawą jakości szkolnych posiłków w Minnesocie: „Zupy w puszkach mogą zawierać dużo sodu. Odkryliśmy, że jeśli przygotowujemy [zupę pomidorową] od podstaw, ze świeżych pomidorów, możemy obniżyć jego zawartość. Niższy poziom sodu oznacza, że posiłek spełnia normy żywieniowe Departamentu Rolnictwa Stanów Zjednoczonych (USDA), co jest korzystne dla wszystkich”.

Bowman współpracuje bezpośrednio z dziewięcioma producentami i gospodarstwami w zachodnio-środkowej Minnesocie oraz (poprzez dystrybutorów) z dodatkowymi 12 lokalnymi producentami. Menu jest bogate i obejmuje dodatki do szkolnych obiadów przez cały rok, takie jak pieczone ziemniaki, kukurydza, fasolka szparagowa, dynia, słodka marchew, czarna fasola, edamame oraz mieszanka dzikiego ryżu. Wiele produktów jest sezonowych. Jesienią i na początku zimy pojawiają się także jabłka, arbuz, melon, rzodkiewki, papryka, pomidorki koktajlowe, ogórki, gruszki, cebula i kukurydza cukrowa. Wiosną do menu dołączą szparagi.

Jednym z bardziej zaskakujących efektów takich zmian jest ograniczenie marnowania żywności. Tam, gdzie na talerzach pojawia się świeże, lokalne jedzenie, mniej trafia do kosza. Uczniowie i uczennice częściej zjadają całe porcje, a nawet chętniej korzystają ze szkolnych posiłków. To przekłada się na realne oszczędności i lepsze wykorzystanie produktów.

Model ten ma także wymiar ekonomiczny. Kupowanie produktów od lokalnych rolników i rolniczek sprawia, że pieniądze pozostają w lokalnej gospodarce, zamiast trafiać do dużych, zewnętrznych dostawców. Bowman podkreśla: „Chcemy wspierać naszą lokalną gospodarkę”. Dodaje też: „Smakuje lepiej i wiemy, skąd to pochodzi”. W ten sposób szkoły wzmacniają mniejsze gospodarstwa i budują bliższe relacje z producentami z sąsiedztwa, oparte na bezpośrednim kontakcie i zaufaniu. „Nasza rada szkolna i administracja bardzo to popierają i oferują duże wsparcie” – dodaje.

Jak wskazuje Hussain, w ciągu 17 lat pracy w szkołach w Morris (w zachodnio-środkowej Minnesocie) Bowman zwiększyła udział lokalnych zakupów do około 10–15% całego zaopatrzenia. Zakupy lokalne „gwałtownie wzrosły”, gdy w 2023 roku otrzymała grant finansowany przez USDA i administrowany przez stan Minnesota. W 2026 roku USDA przeznaczyło do 18 milionów dolarów na podobne granty w całym kraju. Od tego czasu zdobyła kolejne granty, które pozwoliły rozszerzyć ofertę lokalnych produktów. Przy każdym nowym zamówieniu stara się włączyć dany produkt na stałe do jadłospisu, przeznaczając na to środki z regularnego budżetu. W tym roku około jedna piąta wydatków na lokalną żywność pochodzi z grantów, a reszta z budżetu szkoły.

Nie brakuje jednak wyzwań. Świeże produkty wymagają więcej pracy przy przygotowaniu, a ich dostępność bywa uzależniona od sezonu i warunków pogodowych. Planowanie menu musi być bardziej elastyczne, a szkoły potrzebują czasu i zasobów, by nawiązywać relacje z dostawcami. Mimo to doświadczenia opisane przez Hussain pokazują, że taki model może działać stabilnie, jeśli stoi za nim konsekwencja i wsparcie instytucjonalne.

Z perspektywy Polski to kierunek, który wydaje się szczególnie interesujący. W kraju o silnym zapleczu rolniczym i dużej liczbie mniejszych gospodarstw skracanie łańcuchów dostaw mogłoby przynieść wymierne korzyści. Lepsza jakość jedzenia w szkołach, większe wsparcie dla lokalnych producentów i budowanie odporności lokalnych gospodarek to cele, które można realizować równolegle, zwłaszcza teraz, gdy w życie wchodzi nowe rozporządzenie Ministra Zdrowia dotyczące żywienia dzieci w przedszkolach i szkołach.

Historia Minnesoty pokazuje, że zmiana nie musi zaczynać się od wielkich reform. Często wystarczy decyzja jednej osoby lub instytucji, by stopniowo przekształcać system od środka. Szkolny posiłek przestaje wtedy być rutynowym elementem dnia, a zaczyna pełnić rolę narzędzia kształtującego zdrowie, nawyki i relacje ekonomiczne w najbliższym otoczeniu.

Photo: Canva

Udostępnij: