Mieszkańcy i mieszkanki wsi, czyli kogo pomija Lex Smród

Do 30 kwietnia trwają konsultacje nad projektem ustawy o ochronie rolniczych funkcji produkcyjnych wsi. Jak mówi Ocena Skutków Regulacji, ustawa miałaby zrównać interes rolników i mieszkańców obszarów wiejskich tak, aby obu stronom żyło się łatwiej. Dokument uwzględnia interes rolników, chociażby na podstawie konsultacji prowadzonych wcześniej z organizacjami branżowymi. Potencjalne skutki ustawy dla mieszkańców są jednak niejasne i pominięte. Uwagi do projektu zgłaszać warto, bo dokument, którzy rzekomo chroni interesy mieszkańców, jego głosu zupełnie nie reprezentuje.

Nowi mieszkańcy, często nieprzygotowani na realia życia w otoczeniu gospodarstw produkcyjnych, formułują zarzuty wobec działalności, która przez dekady była integralną częścią wiejskiego krajobrazu. – czytamy w raporcie Unii Producentów i Pracodawców Przemysłu Mięsnego, na który powołuje się Ocena Skutków Regulacji w ramach projektu ustawy przygotowanego przez resort rolnictwa. Opieranie się na branżowej literaturze błyskawicznie budzi podejrzenia o stronniczość proponowanych regulacji. Zarówno OSR, jak i projekt ustawy podnoszą tezę, jakoby spór społeczności wiejskiej z rolnikami i rolniczkami wywodził się jedynie od napływowych mieszkańców, a jego zarzewiem są zapachy i odgłosy rzekomo tradycyjne dla wsi.

To jest takie gadanie, żeby nas skłócić. Powtarzanie, że niby tylko tym, co z miasta przyszli, coś przeszkadza. mówi Marcin, mieszkaniec wsi Radzików, położonej w powiecie siedleckimPrzecież my tu od pokoleń mieszkamy i wiemy, co to rolnictwo. Ale to, co się teraz dzieje, to nie jest rolnictwo, to jest fabryka pod gołym niebem, na rolnej ziemi.

O zdanie na temat projektu ustawy nie bez powodu zapytałam mieszkańców obszarów wiejskich z okolic Gminy Mordy. Wielkotowarowa ferma drobiu położona w tej okolicy latami funkcjonowała bez należytych pozwoleń, w tym pozwolenia zintegrowanego regulującego poziom emisji działalności. Gdyby nie interwencje mieszkańców, zamieszkałych w bliższym lub dalszym sąsiedztwie fermy, nieuczciwe praktyki jej właściciela prawdopodobnie nie wyszłyby na jaw. Można mniemać, że fermy i gospodarstwa, które nie mają wymaganych prawnie pozwoleń, mają gorsze praktyki prowadzenia działalności oraz większe emisje powodujące zanieczyszczenia gleby i wody. Nie mówimy tu jedynie o przykrym zapachu czy hałasie, a o praktykach, skutkujących długoterminowym zagrożeniem dla zdrowia i środowiska.

W Gminie Mordy, to mieszkańcy, którzy dostrzegli co się dzieje za ich miedzą, doprowadzili do kontroli fermy hodującej nawet ponad 100 tysięcy indyków. Takich obiektów w Polsce może być dużo więcej i to one stanowią dla społeczności wiejskich największej wyzwanie. Prawo do zgłoszenia interwencji czy wezwania policji w przypadku podejrzenia, że działalność nie jest prowadzona zgodnie z najlepszymi praktykami, pozostaje fundamentalne.

Według projektu ustawy Lex smród, nabywca nieruchomości na wsi w akcie notarialnym ma potwierdzić świadomość uciążliwości wynikających z działalności rolniczej w sąsiedztwie, co ma wyeliminować przyszłe spory w sądzie. Problem w Gminie Mordy rodzi jednak pytanie o to, jaki poziom uciążliwości ma być akceptowany przy kupnie nieruchomości przez nowego nabywcę. Jeżeli ferma działa bez wymaganych pozwoleń, kontroli i pełnej dokumentacji, to jak osoby kupujące grunty mają zaakceptować potencjalne emisje, skoro nie będą znali ich faktycznego poziomu?

Projekt ustawy, w swoim optymistycznych założeniu, ma na celu ograniczenie konfliktów pomiędzy mieszkańcami wsi a rolnikami. OSR całkiem dobrze prezentuje stanowisko rolników i hodowców zwierząt, którzy chcą się zabezpieczyć przed, cytując dokument – roszczeniami opartymi jedynie na osobistej niechęci czy zaniżonej tolerancji na typowe dla wsi odory, hałas czy ruch maszyn. A co z 15 milionami Polaków, którym ta ustawa rzekomo ma zapewnić współistnienie w ramach produkcyjnej funkcji wsi, na polu pozbawionym konfliktów? Czy pozostali mieszkańcy, którzy wcale niechęci nie mają, a którym faktycznie przeszkadza ekspansywna i przemysłowa hodowli zwierząt, mają jeszcze głos?

Nikt o nas nie pomyślał. – mówi Grzegorz, mieszkaniec wsi położonej w Gminie MordyTa ustawa jest napisana pod hodowców, którzy mają tysiące sztuk inwentarza, a nie pod nas. Zrobili z nas obywateli drugiej kategorii. Bo jak kupujesz dom na wsi, to masz podpisać u notariusza. To jest zwykłe kneblowanie ludziom ust. Rząd pilnuje, żeby wielki biznes mógł robić, co chce i nie musiał się z nikim liczyć.

Nie trudno jest odnieść wrażenie, że za projektem ustawy i Oceną Skutków regulacji przemawia większy biznes i większe przedsiębiorstwa. Pod osłoną dźwięków i zapachów będących nierozerwalną tradycją wsi, resort rolnictwa stara się prawnie narzucić tolerancję na cały wachlarz potencjalnych immisji wynikających z wielkotowarowej hodowli zwierząt i rolnictwa na przemysłową skalę.

Immisje jednak to nie tylko zapach czy hałas. To każde działania, których skutki powodują negatywne konsekwencje na gruntach sąsiedzkich. Dlaczego ani projekt ustawy ani OSR nie wspomina więc o dyskomforcie społeczności wiejskiej, mieszkającej na przykład sąsiedztwie ferm drobiu? Dlaczego nie ma ani słowa na temat realiów mieszkania obok kurników ze 100 tysiącami ptaków i funkcjonowania podczas wylewania setki litrów nawozów na pola? Współistnienia, gdy gleba we wsi okazuje się zanieczyszczona, a woda w kranie skażona bakteriami odpornymi na antybiotyki? Te niedogodności są faktycznym problemem mieszkańców obszarów, które przyjęły zbyt wiele gospodarstw rolniczych i hodowców zwierząt, czyniąc życie w ich sąsiedztwie niemożliwym.

Ocena Skutków Regulacji mówi, że resort rolnictwa ma na celu uregulowanie problemu immisji. Jeśli tak, to gdzie mogę znaleźć kolejne karty tej ustawy? Bo nie wierzę, że tak duży problem może być ograniczony jedynie do problemu przykrego zapachu i hałasu. Wielokrotne badania naukowe udowodniły korelację przemysłowych ferm drobiu z ryzykiem skażenia wody bakteriami kałowymi. Liczne badania, przeprowadzone między innymi przez Uniwersytet Warmińsko-Mazurski, jak i Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu wykazały obecność antybiotyków i bakterii antybiotykoopornych w wodzie pitnej, glebie oraz zbiornikach wody położonych w sąsiedztwie ferm drobiu. Zakażenia bakteriami lekoopornymi dzieci, osób starszych czy innych grup wrażliwych są szczególnie niebezpieczne, skutkując trudnym i wydłużonym leczeniem. Zanieczyszczenie gleby czy eutrofizacja wód w wyniku zbyt dużej ilości nawozów jest kolejną konsekwencją postępującego uprzemysłowienia rolnictwa.

Ocena Skutków Regulacji przekonuje, że nabywanie nieruchomości ze świadomością możliwych immisji, pozwoli na uniknięcie w przyszłości rozczarowania, wynikającego z rozbieżności między oczekiwaniami, a wiejskimi realiami. Czy jeśli zatem mamy świadomość potencjalnego skażenia wody w przyszłości w wyniku niezrównoważonej działalności rolniczej, zatrucie tą wodą nie będzie rozczarowujące?

Pani Janina z wsi Czepielin wyjaśnia, że na naturalne odgłosy wsi nie zwraca uwagi. – Chyba każdy mieszkaniec zdaje sobie sprawę, że zapachy i hałasy są, były zawsze i będą. Ale czy jadący ciągnik czy też kombajn pracujący na polu są uciążliwe? Ja się do nich przyzwyczaiłam. – mówi Pani Janina. – Jednak nie chciałabym mieć w swoim sąsiedztwie ferm przemysłowych, bo to nie ma nic wspólnego ze zwykłym rolnikiem. Przemysł to przemysł i powinien znajdować się na obszarach, które nie będą uciążliwe dla mieszkańców lub sąsiedztwa. Bo rolnictwo a rolnictwo przemysłowe na dużą skalę, to są dwie bajki.

Paweł i Mariola są małżeństwem prowadzącym ekologiczne gospodarstwo we Wschodniej Polsce. Hodują zwierzęta i uprawiają warzywa. Ich zdaniem, niesprawiedliwość dotychczasowych i potencjalnie nowych przepisów wynika ze zrównania małych i dużych rolników, których realia są całkowicie inne. Paweł zauważa, że fundamentalnym problemem są jednolite przepisy, obowiązujące małych rolników, jak i właścicieli wielkotowarowych ferm zwierząt. – Realia naszej działalności są zupełnie inne – dodaje Paweł, właściciel gospodarstwa ekologicznegoKiedy my wylewamy obornik na pole, owszem, towarzyszy temu jakiś hałas i zapach, jednak utrzymuje się maksymalnie 24 godziny. Nasi sąsiedzi są przyzwyczajeni do tego cyklu i nikt nie jest nam przeciwny. Gryzący zapach z wielkich ferm drobiu czuć w okolicy całej wsi i utrzymuje się on długi czas. Jak te dwie działalności można wrzucać do jednego worka?

W naszej rozmowie Paweł podkreślił, że każdy mieszkaniec wsi jest świadomy jak przebiega tradycyjny cykl produkcyjny żywności i jest do tego przyzwyczajony. Dodał również, że historie o kłótniach o pianie koguta w naszym kraju są naciągane. Wielkotowarowa hodowla drobiu i trzody chlewnej jego zdaniem niewiele ma już wspólnego z tradycją wsi. – Jestem rolnikiem, ale też mieszkańcem wsi. Chcę mieć prawo sprzeciwu wobec przemysłowej hodowli zwierząt czy źle prowadzonemu rolnictwu. Obawiam się, że ta ustawa to prawo mi odbierze. – Mariola, żona Pawła oraz współwłaścicielka ich gospodarstwa, dodaje. – Ta ustawa nam, jako małym rolnikom, nic nie daje. Mali rolnicy, jak my, potrzebują rozdzielenia przepisów według wielkości inwentarza oraz długo oczekiwanej regulacji o gospodarstwach rodzinnych.

Bardziej chronieni od zwykłych rolników będą duzi hodowcy – dodaje Paweł.

Zdanie na temat konieczności rozdzielenia gospodarstwa według ich wielkości podziela Adam Rafajeński ze Stowarzyszenia Ochrony Środowiska i Dobrostanu Przyrody w DoliwieInstalacje powyżej 210 DJP – jako zakłady o charakterze czysto przemysłowym, generujące permanentne emisje amoniaku i pyłów – muszą zostać z tej ustawy bezdyskusyjnie wyłączone, ponieważ przemysł nie może być stawiany na równi z małym gospodarstwem, nawet niewielka zmiana w technologii (np. zmiana paszy) wpływa na emisję zapachów dwukrotnie. Wrzucanie do jednego worka posiadacza 50 kur i fermy na milion ptaków, przy jednoczesnym braku gwarancji, że pod oknem mieszkańca żyjącego w tym miejscu od 3 pokoleń nie wyrośnie kolejny moloch, jest przejawem złych intencji lub całkowitego braku znajomości realiów wiejskich.

Przedstawiciele Stowarzyszenia w Doliwie uważają, że dla zachowania sprawiedliwości społecznej, mechanizm oświadczeń w aktach notarialnych powinien być obustronny. Jeśli nabywca domu ma akceptować sąsiedztwo legalnej fermy lub działalności rolniczej, to równocześnie w aktach notarialnych dla gruntów położonych w bezpośrednim sąsiedztwie istniejącej zabudowy mieszkaniowej powinny pojawić się adnotacje o zakazie prowadzenia uciążliwej działalności przemysłowej – np. ferm wielkotowarowych.

Adam Rafejeński zwraca uwagę na jeszcze inną, pominiętą w Ocenie Skutków Regulacji, kwestię. – Szczególny niepokój budzi fakt, że projekt całkowicie ignoruje kwestię wspólnych zasobów, takich jak woda – w dobie postępującej suszy hydrologicznej i wysychających studni i suszy na polach – wielomilionowe zużycie wody przez fermy przemysłowe zagraża podstawowemu bezpieczeństwu mieszkańców, a ustawa nie daje żadnej gwarancji, komu w pierwszej kolejności zostanie odcięty dostęp do kranu w sytuacji niedoboru.

Ocena Skutków Regulacji rysuje kolorowy obrazek, według którego 15 milionów mieszkańców obszarów wiejskich zyska na wzmocnieniu ładu społecznego na wsi poprzez ograniczenie konfliktów społecznych i przestrzennych. Śmiem jednak twierdzić, że ład społeczny na wsi zostałby wzmocniony, gdyby kwestia immisji i ładu przestrzennego została faktycznie uregulowana. Projekt ustawy i OSR odwraca wzrok od zdrowotnych i środowiskowych wyzwań współczesnego rolnictwa, zmuszając nabywców nowych nieruchomości do podpisywania „lojalek”. Propozycja przepisów to rzucanie garści piachu na rozpalone ognisko, podczas gdy lepszym rozwiązaniem byłoby nieodrzucanie do ognia kolejnej kłody drewna. Zwiększenie pokrycia wsi miejscowymi planami zagospodarowania terenu, uszczelnienie kontroli ferm wielkotowarowych czy uregulowanie immisji wykraczających poza zapach i hałas, to tylko przykłady działań, które mogłyby usprawnić współistnienie na wsi. Pierwszym punktem w agendzie resortu rolnictw powinno być jednak wysłuchanie mieszkańców i mieszkanek obszarów wiejskich.

Photo by Ahmet Kurt on Canva

Przeczytaj także:

„Lex smród” – czy ta regulacja jest potrzebna i czy zadziała?     

Agata A. Skrzypczyk: Czy Lex Smród zasmrodzi nas jeszcze bardziej?

Organizacje społeczne krytycznie o ustawie chroniącej funkcje rolnicze wsi

Udostępnij: