Zmień system żywnościowy!
Zróbmy to razem

Jak będzie wyglądała przyszłość produkcji żywności? Czy precyzyjna fermentacja i białka alternatywne mogą stać się odpowiedzią na globalne wyzwania klimatyczne, żywieniowe i ekonomiczne? O tym rozmawiamy z Bogną Borowiec, biolożką molekularną, która tłumaczy, czym naprawdę jest ta technologia, dlaczego często budzi emocje i dlaczego w praktyce nie oznacza żywności rodem ze science fiction. Jak podkreśla rozmówczyni: „rozwój tych technologii będzie zależał przede wszystkim od ekonomii i funkcjonalności rozwiązań”, a nie tylko od zaawansowania nauki.
Dagmara Szastak: Czym są białka alternatywne i dlaczego odgrywają tak ważną rolę w transformacji systemu żywnościowego?
Bogna Borowiec: Białka alternatywne to szeroka kategoria białek, które są uzupełnieniem albo alternatywą wobec konwencjonalnej produkcji zwierzęcej. Zaliczamy do nich między innymi białka roślinne, białka wytwarzane z wykorzystaniem precyzyjnej fermentacji, a także te powstające w procesie produkcji mięsa hodowanego komórkowo. W precyzyjnej fermentacji mikroorganizmy są wykorzystywane do produkcji konkretnych składników, na przykład białek mleka czy jaj, bez konieczności utrzymywania hodowli zwierząt. Nie mówimy tu o tworzeniu nowych produktów, lecz o nowym podejściu do wytwarzania znanej nam dotąd żywności.
Transformacja systemu produkcji żywności w kierunku białek alternatywnych ma ogromne znaczenie dla naszej planety. To game changer jeśli chodzi o zmniejszenie antropopresji na cenne zasoby na Ziemi. Oprócz zmniejszenia presji na powierzchnie może zapewnić bezpieczeństwo żywnościowe, gdy jakieś niespodziewane wydarzenie sprawi nagłe przerwanie kluczowych łańcuchów dostaw i część kontynentu pozostanie bez dostępu do żywności.
Według danych FAO ponad jedna trzecia powierzchni lądowej świata jest dziś użytkowana rolniczo, a ogromna część gruntów rolnych jest związana z produkcją zwierzęcą, czyli z pastwiskami i uprawą monokulturowych pasz. To olbrzymie zużycie gruntu, wody i innych zasobów, a także dalsza presja na ekosystemy i bioróżnorodność i przyczynianie w istotnym stopniu do postępujących zmian klimatycznych.
Dlatego transformacja systemu żywnościowego nie jest modą, tylko odpowiedzią na realne ograniczenia środowiskowe i geopolityczne. Dywersyfikacja źródeł białka zwiększy odporność łańcuchów dostaw, zmniejszy zależność od importu pasz i ogranicza podatność systemu na susze, ekstremalne zjawiska pogodowe czy zaburzenia handlu. W niestabilnych czasach bezpieczeństwo żywnościowe oznacza nie tylko ilość żywności, ale także zdolność do jej wytwarzania w różnych warunkach i przy mniejszym zużyciu zasobów.
Właśnie w tym miejscu pojawiają się technologie, które pozwalają wytwarzać te same składniki, które dotychczas produkowaliśmy w sposób konwencjonalny, ale w znacznie bardziej zrównoważony sposób. W modelowej teorii precyzyjna fermentacja i białka alternatywne mogłyby pozwolić na wytworzenie globalnego zapotrzebowania na białko na powierzchni dużego miasta, takiego jak Londyn.
Szacuje się, że technologie te (w zależności od przyjętego scenariusza i skali wdrożenia) mogły by pozwolić na zaoszczędzenie nawet do 95% gruntów wykorzystywanych obecnie w produkcji żywności.
Zmniejszenie presji na użytkowanie gruntów daje nam szansę na coś, co z perspektywy klimatu i przyrody jest bezcenne: zatrzymanie dalszej ekspansji rolnictwa na cenne przyrodniczo tereny i umożliwienie regeneracji części ekosystemów.
Dagmara Szastak: To wydaje się takie proste, prawda? Wiemy, jaki jest problem, znamy też rozwiązanie, a jednak nie udaje się go wdrożyć. Czy mogłabyś powiedzieć, co stoi na przeszkodzie? Czy są to bariery ekonomiczne, regulacyjne, a może społeczno-kulturowe?
Bogna Borowiec: Tak, wszystkie te, które wymieniłaś, jak najbardziej stanowią pewnego rodzaju bariery dla rozwoju tej technologii. Sama technologia tak naprawdę nie jest już przeszkodą samą w sobie, ponieważ istnieją firmy, w których działa produkcja takich białek. Natomiast czym innym jest pokazanie, że coś jest możliwe, a czym innym zbudowanie wokół tego opłacalnej, skalowalnej produkcji przemysłowej. To właśnie na tym etapie zaczynają się największe wyzwania.
Pierwszą barierą są koszty. Wejście w ten sektor wymaga bardzo dużych nakładów kapitałowych, zarówno na badania i rozwój, jak i na infrastrukturę laboratoryjną. Na chwilę obecną same surowce są wciąż drogie, podobnie jak energia potrzebna do prowadzenia tych procesów. Ale to jest tak jak z każdą nową technologią – potrzebuje czasu, a także pewnego okresu oswojenia się z nią, żeby mogła stać się skalowalna i tańsza.
Dotyczy to szczególnie technologii bardziej zaawansowanych, takich jak hodowla komórkowa mięsa. Dobrym symbolem tej drogi jest pierwszy burger z mięsa hodowanego komórkowo, zaprezentowany w 2013 roku, którego koszt wynosił około 330 tysięcy dolarów. Od tego czasu koszty wyraźnie spadły ale wciąż są jedną z głównych przeszkód dla szerokiej komercjalizacji. Na chwilę obecną szacunki wskazują, że koszt wyprodukowania 1 kg wołowiny hodowanej komórkowo to około $ 60 za kilogram. Więc widać jak duża zmiana zaszła w przeciągu tych kilkunastu lat.
Podobnie jest z precyzyjną fermentacją. Jeśli mówimy o białkach produkowanych w ten sposób, to chodzi o białka identyczne pod względem fizycznym, chemicznym i biologicznym z tymi, które występują naturalnie w produktach odzwierzęcych, ale droga od laboratorium do masowej produkcji nadal wymaga optymalizacji kosztów i skali.
Oczywiście, aby takie rozwiązania mogły być wdrażane na większą skalę, muszą również przejść przez proces regulacyjny, który jest drugą dużą barierą. W Unii Europejskiej wiele tego typu produktów trafia do kategorii novel food, czyli nowej żywności, która musi przejść szczegółową ocenę bezpieczeństwa, zanim zostanie dopuszczona do obrotu. To podejście ma swoje uzasadnienie, bo dotyczy żywności i zdrowia publicznego, ale w praktyce oznacza długi, kosztowny i skomplikowany proces dla firm rozwijających innowacje.
Jeśli mówimy o Unii Europejskiej, to z jednej strony jest ona bardzo chętna do wspierania tego typu inicjatyw, finansowania start-upów i rozwoju innowacji w kierunku zrównoważonych białek. Z drugiej jednak, ta sama Unia Europejska bywa jedną z największych barier regulacyjnych, jeśli chodzi o komercjalizację tych technologii.
System regulacji żywności powstał w XX wieku i był tworzony z myślą o tradycyjnym rolnictwie oraz konwencjonalnej produkcji żywności. W różnych częściach świata wygląda to nieco inaczej. Na przykład w Stanach Zjednoczonych za regulacje odpowiada FDA i często stosuje się tam podejście polegające na tym, że najpierw dopuszcza się rozwiązanie, a dopiero później rozstrzyga ewentualne wątpliwości czy spory. W Unii Europejskiej jest odwrotnie – najpierw bardzo dokładnie sprawdza się wszystkie możliwe parametry i kwestie bezpieczeństwa, a dopiero potem dopuszcza produkt do obrotu. W efekcie cały proces trwa bardzo długo.
Oprócz tego istnieje oczywiście bariera kulturowa, o której nie można zapominać. Jedzenie jest dla ludzi bardzo silnie związane z emocjami, tradycją i przyzwyczajeniami kulturowymi. Trudno więc oczekiwać, że cały świat nagle zmieni swoje podejście i bez oporu przejdzie na technologie, które wielu osobom kojarzą się z laboratorium. To budzi pytania o to, czy jest to „naturalne”, czy „nienaturalne”.
Dlatego akceptacja społeczna i kulturowa jest tutaj niezwykle ważna. Bez niej trudno mówić o realnej zmianie – jeśli nie będzie popytu i chętnych konsumentów, to rozwój takich rozwiązań będzie ograniczony. Myślę, że jednym z kluczowych warunków tej akceptacji jest oczywiście cena i doprowadzenie do momentu, w którym produkty oparte na białkach alternatywnych kosztują tyle co konwencjonalne.
Dagmara Szastak: Kiedy 20 lat temu dyskutowano o GMO, jedną z największych wątpliwości były ich długofalowe konsekwencje. Pojawiały się pytania: co będzie za 20 czy 30 lat? Czy nie okaże się, że taka żywność jest jednak szkodliwa? Myślę, że w przypadku nowych technik genomowych (NGT) i podobnych rozwiązań ten lęk jest w pewnym sensie porównywalny. Kiedy pojawiają się takie pojęcia jak precyzyjna fermentacja albo inne technologie, które brzmią „laboratoryjnie” i kojarzą się z GMO, budzi to naturalny opór. Tymczasem GMO i nowe techniki genomowe nie są pojęciami tożsamymi. Czy mogłabyś wyjaśnić, na czym polega różnica?
Bogna Borowiec: Wynika to z tego, że od około 2018 roku nowe techniki genomowe były w zasadzie traktowane w regulacjach na równi z GMO. Natomiast różnica między nimi jest zasadnicza. Klasyczne GMO najczęściej kojarzy się z transgenezą, czyli z wprowadzeniem do organizmu materiału genetycznego pochodzącego z innego, niespokrewnionego gatunku. I rzeczywiście taki model przez lata dominował w społecznej wyobraźni na temat inżynierii genetycznej.
Natomiast nowe techniki genomowe obejmują także rozwiązania inne niż transgeneza, przede wszystkim ukierunkowaną mutagenezę oraz cisgenezę. W praktyce oznacza to, że nie zawsze chodzi o dodanie „obcego genu”, ale o bardzo precyzyjną zmianę we własnym genomie rośliny.
Można to porównać do bardzo precyzyjnego skalpela. Za jego pomocą wykonuje się coś w rodzaju mikrochirurgii czy nawet „mikrokosmetyki” genetycznej roślin. Co warto podkreślić to to, że są takie same zmiany w sekwencji genomu, które pojawiają się naturalnie w procesie hodowlanym. Różnica polega na tym, że dzięki tym technikom jesteśmy w stanie przeprowadzić taki proces szybciej i bardziej precyzyjnie. W sytuacji, w której mierzymy się ze zmianami klimatu – suszami, powodziami czy spadkiem bioróżnorodności, w tym wymieraniem owadów – często po prostu nie mamy czasu, aby przez wiele lat czekać na wyhodowanie nowej odmiany rośliny odporniejszej na dane warunki metodami tradycyjnymi.
Dzięki nowym technikom genomowym można na przykład stworzyć odmianę rośliny bardziej odporną na suszę, zwiększyć jej plonowanie, zmniejszyć zapotrzebowanie na pestycydy czy nawożenie chemiczne. Można także poprawić zdolność roślin do pobierania składników odżywczych z gleby albo zwiększyć zawartość białka w roślinach.
Są to więc bardzo precyzyjne, zaprojektowane zmiany. Najczęściej polegają na wyciszeniu jakiegoś genu albo wzmocnieniu jego działania. W pewnym sensie można je porównać do drobnych, kosmetycznych ulepszeń, przy czym są to zmiany, których skutki jesteśmy w stanie dobrze przewidzieć.
Paradoks polega na tym, że tradycyjna hodowla roślin od dawna korzysta również z metod dużo mniej precyzyjnych, takich jak mutageneza indukowana promieniowaniem czy substancjami chemicznymi. Takie podejście powoduje wiele losowych zmian w genomie, a mimo to zostało szeroko zaakceptowane i dało tysiące odmian uprawnych wykorzystywanych w rolnictwie. Na tym tle precyzyjna edycja genomu bywa oceniana bardziej emocjonalnie niż naukowo.
Dyskusja wokół GMO ma też bardzo silny kontekst historyczny. Trwa ona już od wielu lat i w jej trakcie doszło do dużej polaryzacji opinii społecznej. Powstały silne ruchy sprzeciwu, często związane z obawami wobec dużych korporacji czy kontroli nad systemem żywnościowym. To wszystko sprawia, że nowe technologie, NGT bardzo łatwo są automatycznie kojarzone z GMO.
Natomiast same nowe techniki genomowe nie są jedynym elementem tej transformacji. To raczej jeden z elementów, czy też jeden z „koralików” w całym łańcuchu rozwiązań, które mogą pomóc w skutecznej transformacji systemu żywnościowego. Między innymi dlatego, że dzięki nim możemy wytwarzać lepsze surowce czy substraty do procesów takich jak precyzyjna fermentacja, a także rośliny o wyższej zawartości białka, które później stają się podstawą produktów roślinnych typu plant-based. Także to wszystko są elementy jednego większego systemu.
Dagmara Szastak: Czyli NGT mogłyby przyczynić się do ograniczenia, a w niektórych przypadkach nawet wyeliminowania stosowania pestycydów i herbicydów, które często są silnie szkodliwe zarówno dla zdrowia człowieka, jak i dla środowiska?
Bogna Borowiec: Nowe techniki genomowe rzeczywiście mają potencjał, aby ograniczyć stosowanie pestycydów i herbicydów, ale warto podkreślić, że nie jest to rozwiązanie, które całkowicie je wyeliminuje. Wszystko zależy od konkretnej cechy rośliny i systemu uprawy. Możemy natomiast mówić o realnej możliwości zmniejszenia zapotrzebowania na środki ochrony roślin, na przykład poprzez tworzenie odmian bardziej odpornych na choroby, szkodniki czy stresy środowiskowe.
Jeśli chodzi o kierunek Unii Europejskiej w tym obszarze, to uważam, że jest on dość racjonalny. Obecnie znajdujemy się w trakcie procesu regulacyjnego. Komisja Europejska zaproponowała nowe podejście do roślin uzyskanych za pomocą NGT, w którym część z nich, spełniająca określone kryteria, mogłaby być traktowana jako równoważna roślinom konwencjonalnym pod względem ryzyka. To pokazuje kierunek myślenia regulatora, ale warto zaznaczyć, że te przepisy nie są jeszcze ostatecznie przyjęte.
Od około 2024 roku mamy już pierwsze rozwiązania regulacyjne wskazujące, że rośliny kategorii NGT są identyfikowane jako rozwiązania bezpieczne, bez dodatkowych zagrożeń w porównaniu z hodowlą konwencjonalną czy ekologiczną.
Kluczowe jest więc znalezienie równowagi między bezpieczeństwem a innowacją. Proces regulacyjny powinien być rzetelny i oparty na danych naukowych, ale jednocześnie na tyle sprawny, aby nie blokować rozwoju technologii, które mogą wspierać bardziej zrównoważone rolnictwo.
W Polsce również rozwijane są badania w tym obszarze (np. Centrum Badawcze Nowych Technik Genomowych, UŚ w Katowicach), co pokazuje, że nie jesteśmy wyłącznie odbiorcą technologii, ale możemy aktywnie uczestniczyć w ich tworzeniu i dostosowywaniu do lokalnych warunków rolniczych.
Dagmara Szastak: Ale precyzyjna fermentacja to nie tylko mięso hodowane komórkowo, prawda? To pojęcie jest znacznie szersze.
Bogna Borowiec: Zdecydowanie tak. Precyzyjna fermentacja to tylko jedna z technologii, a mięso hodowane komórkowo to zupełnie inny obszar, choć obie rzeczy często są ze sobą kojarzone i w praktyce mogą się uzupełniać.
Co ciekawe, fermentacja jako taka towarzyszy nam od bardzo dawna i jest obecna w wielu produktach, z których korzystamy na co dzień. Przykładem może być kwas cytrynowy, jeden z najczęściej stosowanych dodatków w przemyśle spożywczym, który w praktyce produkuje się na skalę przemysłową z wykorzystaniem mikroorganizmów, a nie z cytryn. To pokazuje, jak bardzo tego typu procesy są już ugruntowane i skalowalne.
Podobnie jest w przemyśle chemicznym. Mikroorganizmy produkują enzymy stosowane w detergentach, które rozkładają zabrudzenia, takie jak tłuszcze czy białka. Dzięki temu możliwe jest skuteczne pranie w niższych temperaturach, co przekłada się na mniejsze zużycie energii.
Warto też wspomnieć o enzymach wykorzystywanych w produkcji żywności, takich jak podpuszczka. W przeszłości, w tradycyjnej produkcji, podpuszczkę pozyskiwano z żołądków cieląt. Obecnie od wielu lat dostępna jest podpuszczka mikrobiologiczna, którą można kupić za parę złotych za opakowanie, co pokazuje że proces ten jest skalowalny i może konkurować kosztowo z metodami konwencjonalnymi. To przykład rozwiązania, które stało się standardem i jest szeroko akceptowane zarówno przez przemysł, jak i konsumentów.
Jednym z najważniejszych przykładów zastosowania precyzyjnej fermentacji jest produkcja insuliny do leczenia cukrzycy. Obecnie około 99% światowego zapotrzebowania na insulinę jest produkowana przez mikroorganizmy w procesie precyzyjnej fermentacji. Dzięki temu możliwe jest uzyskanie bardzo wysokiej jakości białka w sposób powtarzalny i bezpieczny, co ma ogromne znaczenie dla milionów pacjentów. To też przykład, który pokazuje, że technologia ta jest skalowalna i działa już na bardzo dużą skalę – w praktyce pozwala na leczenie milionów pacjentów bez konieczności korzystania z tradycyjnych metod, jak dawniej, gdy insulinę pozyskiwano na przykład z trzustek zwierzęcych.
Precyzyjna fermentacja jest również ważnym elementem rozwoju technologii mięsa hodowanego komórkowo, ponieważ pozwala wytwarzać kluczowe składniki wykorzystywane w pożywkach hodowlanych, takie jak czynniki wzrostu czy niektóre białka. (red. medium hodowlane, in. komórkowe, to środowisko, w którym hoduje się komórki w warunkach laboratoryjnych. W przypadku mięsa hodowanego komórkowo jest to specjalnie przygotowana mieszanka substancji odżywczych, wody, soli mineralnych, cukrów oraz różnych czynników biologicznych, która umożliwia komórkom wzrost, namnażanie się i produkcję określonych białek lub tkanek).
W rzeczywistości wszystkie technologie związane z transformacją systemu żywnościowego są ze sobą powiązane i tworzą jeden większy ekosystem rozwiązań. Oprócz insuliny w ten sposób wytwarzane są także inne leki biologiczne oraz leki personalizowane.
Co ważne, jest to technologia, z którą już żyjemy na co dzień, często nawet nieświadomie – spożywamy na przykład kwas cytrynowy w soku, nie zdając sobie sprawy, że jest on produkowany przez bakterie.
Dagmara Szastak: W procesie produkcji mięsa hodowanego komórkowo zwierzę również jest elementem tego systemu, w znacznie mniejszej skali, ale jednak…
Bogna Borowiec: Tak, na obecnym etapie rozwoju tej technologii udział zwierzęcia wciąż jest potrzebny, choć w bardzo ograniczonym zakresie. Aby rozpocząć proces, pobiera się komórki od żyjącego zwierzęcia, na przykład w formie biopsji. Jest to procedura minimalnie inwazyjna, przeprowadzana zgodnie z zasadami dobrostanu zwierząt.
Następnie z pobranego materiału izoluje się komórki i wybiera takie linie, które mają najlepszy potencjał do namnażania. Kluczowe jest uzyskanie stabilnych linii komórkowych, które można wykorzystywać w produkcji bez konieczności ponownego pobierania materiału od zwierzęcia.
Docelowo rozwój technologii zmierza właśnie w kierunku ograniczenia, a w przyszłości być może całkowitego wyeliminowania potrzeby ponownego pobierania materiału biologicznego od zwierząt. Rozwój badań postępuje, natomiast komercjalizacja jest wciąż ograniczona, co spowalnia możliwość wdrażania rozwiązań na większą skalę.
Polska firma LabFarm jest przykładem przedsiębiorstwa, którego głównym inwestorem jest producentów drobiu w Polsce. Inwestycja ta wynika z przekonania, że technologie biotechnologiczne mogą w przyszłości stać się istotnym elementem systemu produkcji żywności.
Wynika to również z pewnych scenariuszy ryzyka – pojawiają się bowiem hipotezy, że w przypadku wystąpienia na przykład poważnych chorób odzwierzęcych, jakiejś zoonozy, produkcja drobiu może zostać znacząco ograniczona lub nawet całkowicie zaniknąć. Dlatego rozwijane są alternatywne technologie produkcji mięsa, w tym mięsa z kurczaka hodowanego komórkowo, aby zagwarantować odporność i bezpieczeństwo systemu żywnościowego.
Warto też zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt, często pomijany w tej dyskusji, czyli dostępność kompetencji. Technologie związane z hodowlą komórkową i bioprocesami wymagają bardzo wyspecjalizowanej wiedzy, a liczba ekspertów w tym obszarze jest obecnie dość ograniczona. To sprawia, że rozwój sektora nie zależy wyłącznie od technologii i kapitału, ale także od tego, czy jesteśmy w stanie zbudować odpowiednie zaplecze kadrowe.
Dagmara Szastak: Zastanawiam się, na ile jest realne, że to, co dziś wydaje się rozwiązaniem na pograniczu science fiction, w przyszłości stanie się powszechnie dostępne. Historia wielokrotnie pokazała, że rozwój technologii często postępuje szybciej, niż się spodziewamy.
Jeśli spojrzymy w perspektywie najbliższych 20 lat, być może mięso hodowane komórkowo będzie dostępne dla znacznej liczby ludzi. Pojawia się jednak pytanie, w jakim stopniu będziemy w stanie zarządzać tymi technologiami w obliczu globalnych wyzwań, z którymi dziś sobie nie radzimy, takimi jak zoonozy czy antybiotykooporność.
Bogna Borowiec: Generalnie technologie, o których mówimy, mogą w istotny sposób przyczynić się do znacznego zmniejszenia liczby zoonoz oraz ograniczenia antybiotykooporności. Obecnie około 74% światowej produkcji antybiotyków jest wykorzystywane w produkcji zwierzęcej, co wynika m.in. z potrzeby leczenia chorób oraz zarządzania zdrowiem zwierząt w systemach intensywnych. To z kolei zwiększa presję selekcyjną sprzyjającą rozwojowi oporności.
Warto też pamiętać, że w przypadku chorób zwierząt stadnych sytuacja bywa bardzo dynamiczna – wystąpienie choroby u jednego zwierzęcia może czasem wymagać likwidacji całego stada, co generuje zarówno straty ekonomiczne, jak i problemy etyczne.
Dlatego technologie, o których rozmawiamy, należy traktować jako element długofalowej transformacji. Nie będzie to gwałtowna rewolucja, w której z dnia na dzień porzucimy konwencjonalne rolnictwo. Bardziej realistyczny scenariusz to stopniowe, zrównoważone i równoległe wdrażanie nowych metod.
W praktyce może to oznaczać również zmianę modelu funkcjonowania części rolników – na przykład w kierunku bardziej wyspecjalizowanej produkcji, skoncentrowanej na wytwarzaniu określonych składników w mniejszej skali. Aby ta adaptacja przebiegała korzystnie kluczowa będzie tu rola państwa i odpowiednich polityk wspierających sprawiedliwą transformację.
Nie sądzę, aby w perspektywie około 20 lat udało się całkowicie wyeliminować produkcję zwierzęcą. Z uwagi na to, że produkcja żywności jest głęboko zakorzeniona kulturowo i emocjonalnie zmiana ta będzie raczej ewolucyjna niż rewolucyjna.
O tempie zmian zdecydują jednak przede wszystkim czynniki ekonomiczne. Jeśli nowe technologie osiągną konkurencyjność kosztową, a jednocześnie będą oferować dobrą jakość i dostępność, ich udział w rynku będzie naturalnie rosnąć.
Duże znaczenie będzie miała także akceptacja społeczna. Możliwość spróbowania takich produktów, ich dostępność i doświadczenie konsumenckie często odgrywają większą rolę niż same argumenty naukowe.
dr n. med. Bogna Borowiec – molekularna biolog i genetyk, członkini zarządu Stowarzyszenia WePlanet Polska. Od 2023 roku kieruje kampanią ReBoot Food promującą zrównoważoną produkcję białka poprzez precyzyjną fermentację i rolnictwo komórkowe. Angażuje się w debatę publiczną popularyzując naukowe podejście do budowy zrównoważonego systemu żywnościowego.