Polska broni produkcji zwierzęcej, choć nauka od lat wskazuje inny kierunek

Podczas posiedzenia Rady AGRIFISH (Rady UE ds. Rolnictwa i Rybołówstwa) polska delegacja przekonywała, że hodowla zwierząt pozostaje jednym z filarów bezpieczeństwa żywnościowego i odporności europejskiego rolnictwa. Stanowisko to rozmija się jednak z aktualnymi rekomendacjami dotyczącymi zdrowia, klimatu i środowiska, które wskazują na potrzebę ograniczenia spożycia mięsa oraz zwiększenia udziału żywności roślinnej w europejskiej diecie.

13 lipca 2026 roku w Brukseli wiceminister rolnictwa Adam Nowak apelował o poprawę opłacalności sektora, zapewnienie środków na realizację unijnej strategii dotyczącej produkcji zwierzęcej oraz unikanie nakładania na gospodarstwa kolejnych kosztownych wymogów. Polska sprzeciwiła się także zapowiadanemu odejściu od klatkowego chowu kur niosek.

– Produkcja zwierzęca pozostaje jednym z filarów bezpieczeństwa żywnościowego Europy oraz rozwoju sektora rolnego. Odpowiedzią na wyzwania, przed którymi staje współczesne rolnictwo, nie mogą być kolejne kosztowne obowiązki nakładane na rolników. Priorytetem powinno być zwiększanie opłacalności i konkurencyjności produkcji prowadzonej w Unii Europejskiej. Każda kolejna zmiana, która wymaga kosztownego dostosowania, może prowadzić do wycofania się kolejnych rolników z produkcji zwierzęcej. Dlatego Polska jest przeciwna m.in. deklarowanemu wycofaniu chowu klatkowego kur niosek – podkreślił podsekretarz stanu Adam Nowak.

W wystąpieniu przedstawiciela resortu skoncentrowano się przede wszystkim na kosztach ponoszonych przez gospodarstwa, nie odnosząc się do wpływu intensywnej hodowli na klimat, środowisko, zdrowie publiczne i warunki życia zwierząt. Bezpieczeństwo żywnościowe powiązano głównie z utrzymaniem silnego sektora zwierzęcego, choć współczesne ujęcia tego pojęcia obejmują również zdolność systemu do trwałego zapewniania zdrowej, bezpiecznej i dostępnej cenowo żywności. Znaczenie ma więc zarówno skala produkcji, jak również odporność na susze i inne skutki zmiany klimatu, zużycie gruntów i wody, stan gleb, zależność od importowanych pasz, nawozów i energii oraz możliwość zapewnienia pełnowartościowej diety całemu społeczeństwu. Model oparty na dużej liczbie zwierząt pozostaje podatny na wahania cen pasz, choroby zakaźne, kryzysy handlowe i ograniczenia zasobów naturalnych. Wzmacnianie go bez równoległego ograniczania presji środowiskowej nie wyczerpuje więc problemu odporności systemu żywnościowego.

Produkcja mięsa i nabiału wymaga ponadto ogromnych ilości roślin przeznaczanych na pasze. Komisja Europejska podaje, że unijny sektor hodowlany zużywa rocznie około 74 mln ton białka paszowego. Aż 74% wykorzystywanych w UE wysokobiałkowych surowców z roślin oleistych i białkowych pochodzi z importu. Sama Unia importuje rocznie około 13,4 mln ton białka w postaci soi i śruty sojowej, głównie z Brazylii, Argentyny i Stanów Zjednoczonych. Unijny plan białkowy mógłby stać się ważnym elementem zmiany europejskiego rolnictwa. Groch, bobik, łubin, soja, fasola czy soczewica mogą wzbogacać płodozmian, wspierać żyzność gleby, ograniczać zapotrzebowanie na syntetyczne nawozy azotowe i tworzyć nowe źródła dochodów dla gospodarstw. Znaczenie ma jednak to, gdzie ostatecznie trafi wyprodukowane białko. Komisja chce zwiększyć udział białka z roślin oleistych i wysokobiałkowych wyprodukowanego w UE i wykorzystywanego w paszach z 25,8% do 35% w 2035 roku. W takim ujęciu rozwój upraw białkowych ma w pierwszej kolejności służyć stabilizacji produkcji zwierzęcej.

Jeżeli groch, bobik czy soja będą traktowane głównie jako pasza pozwalająca utrzymać obecną liczbę hodowanych zwierząt, plan nie zmieni podstawowej logiki systemu. Importowane surowce zostaną częściowo zastąpione europejskimi, lecz nadal duże ilości gruntów, wody, nawozów i energii będą wykorzystywane do produkcji pasz zamiast żywności przeznaczonej bezpośrednio dla ludzi. Głębszą zmianę przyniosłoby równoległe rozwijanie rynku fasoli, soczewicy, grochu i innych roślin strączkowych przeznaczonych do spożycia, lokalnego przetwórstwa oraz pełnowartościowych produktów roślinnych.

A co mówi nauka?

Najnowszy raport Komisji EAT–Lancet z 2025 r. wskazuje, że zdrowy i mieszczący się w granicach planetarnych system żywnościowy wymaga diety opartej przede wszystkim na pełnych ziarnach, warzywach, owocach, roślinach strączkowych i orzechach, z wyraźnie mniejszym udziałem czerwonego mięsa. Według autorów i autorek globalne przejście na taki model żywienia, połączone ze zmianami w sposobach produkcji, mogłoby znacząco ograniczyć przedwczesną umieralność, emisje gazów cieplarnianych, presję na grunty i utratę bioróżnorodności.

Wpływ hodowli na klimat pozostaje szczególnie widoczny w przypadku metanu. Europejska Agencja Środowiska podaje, że rolnictwo odpowiada za około 12% emisji gazów cieplarnianych w Unii, a większość emisji w tym sektorze pochodzi z metanu uwalnianego przez zwierzęta oraz podtlenku azotu z gleb rolnych. Fermentacja jelitowa odpowiada za 49% emisji rolniczych, a gospodarka odchodami za kolejne 17%. Mimo unijnych celów klimatycznych emisje rolnictwa zmniejszyły się w latach 2005–2023 jedynie o około 6%. Przy obecnych działaniach ich redukcja do 2030 roku pozostanie wyraźnie wolniejsza niż tempo potrzebne w całej gospodarce. EEA wskazuje również, że rolnictwo jest największym źródłem metanu w Europie. W 2022 roku odpowiadało za około 56% unijnych emisji tego gazu, a głównym źródłem była hodowla przeżuwaczy. Metan utrzymuje się w atmosferze krócej niż dwutlenek węgla, lecz w krótkiej perspektywie ma znacznie silniejszy wpływ na ocieplenie klimatu. Ograniczenie jego emisji jest więc jednym z działań mogących stosunkowo szybko spowolnić wzrost temperatur.

Presja środowiskowa nie ogranicza się do klimatu. Duża koncentracja zwierząt oznacza wysoką produkcję odchodów, emisje amoniaku, nadmiar azotu i fosforu oraz ryzyko zanieczyszczenia wód. Produkcja pasz zajmuje grunty, które mogą być przeznaczane na żywność dla ludzi, odtwarzanie ekosystemów lub cele związane z ochroną klimatu. Inny jest przy tym wpływ niewielkiego gospodarstwa wykorzystującego lokalne zasoby i trwałe użytki zielone, a inny wielkotowarowej fermy zależnej od dużych ilości pasz, transportu i koncentracji zwierząt na małej powierzchni. Polityka publiczna powinna rozróżniać te modele. Ogólne wzmacnianie „produkcji zwierzęcej” zaciera różnice między hodowlą powiązaną z możliwościami lokalnego środowiska a przemysłowym systemem nastawionym na maksymalizację wolumenu.

Rozbieżność między polskim stanowiskiem a rekomendacjami naukowymi jest równie widoczna w obszarze zdrowia. Piąta edycja Europejskiego Kodeksu Walki z Rakiem zaleca, aby podstawę codziennej diety stanowiły produkty pełnoziarniste, warzywa, rośliny strączkowe i owoce. Spożycie czerwonego mięsa powinno zostać ograniczone, a mięsa przetworzonego należy unikać. Według danych przywołanych przez autorów i autorki Kodeksu przeciętna konsumpcja czerwonego mięsa w UE jest dwukrotnie wyższa od zalecanego poziomu 350–500 gramów tygodniowo.

Mięso przetworzone zostało ponadto sklasyfikowane przez Międzynarodową Agencję Badań nad Rakiem jako rakotwórcze dla ludzi, a czerwone mięso jako prawdopodobnie rakotwórcze. Najlepiej udokumentowany związek dotyczy raka jelita grubego. Europejski Kodeks wskazuje również na powiązania wysokiego spożycia czerwonego i przetworzonego mięsa z chorobami układu krążenia oraz cukrzycą, a zastępowanie go produktami roślinnymi łączy z niższym ryzykiem sercowo-naczyniowym.

Najnowsze zalecenia wykraczają poza apelowanie do pojedynczych osób o zmianę jadłospisu. Dokument dla decydentów i decydentek towarzyszący Europejskiemu Kodeksowi rekomenduje ograniczanie dostępności mięsa przetworzonego, wprowadzanie obowiązkowych standardów zmniejszających udział czerwonego i przetworzonego mięsa w żywieniu publicznym oraz stosowanie instrumentów cenowych wspierających produkty pełnoziarniste, warzywa i owoce.

Polska delegacja pojechała do Brukseli bronić rentowności produkcji zwierzęcej, lecz nie przedstawiła odpowiedzi na pytanie, jak sektor ma dostosować się do zmieniających się zaleceń żywieniowych, celów klimatycznych i oczekiwań dotyczących dobrostanu zwierząt. Odkładanie tej dyskusji nie ochroni gospodarstw przed zmianą. Może jedynie sprawić, że nastąpi ona później i na warunkach narzuconych przez rynek. Rolą państwa powinno być dziś finansowanie sprawiedliwej transformacji – takiej, która zapewni osobom pracującym w rolnictwie stabilne dochody, a jednocześnie pozwoli stopniowo zmniejszać zależność systemu żywnościowego od masowej hodowli.

Photo by Los Muertos Crew on Pexels

Udostępnij: