Zmień system żywnościowy!
Zróbmy to razem

Lepsze od oczekiwań wyniki Bunge pokazują, jak szybko zmienia się ekonomia olejów roślinnych. O wartości soi, rzepaku czy słonecznika decydują dziś równocześnie pogoda, ceny ropy, polityka biopaliwowa oraz bezpieczeństwo szlaków handlowych. Za tymi zależnościami kryje się jednak zasadniczy problem – roślina będąca cennym źródłem białka i energii służy przede wszystkim produkcji pasz, a jej olej coraz mocniej zasila sektor paliwowy.
29 lipca z rynków surowcowych napłynęły pozornie sprzeczne sygnały. Bunge Global, jedna z największych światowych firm zajmujących się handlem i przetwórstwem surowców rolnych, podniosła prognozę zysku na 2026 rok. Tego samego dnia kontrakty terminowe na soję i kukurydzę w Chicago taniały dzięki korzystniejszym prognozom pogody dla amerykańskiego Midwestu (Środkowy Zachód Stanów Zjednoczonych to główny region upraw soi i kukurydzy, obejmujący m.in. Iowa, Illinois, Minnesotę, Indianę, Ohio, Nebraskę i Dakoty).
Rozbieżność pokazuje, dlaczego trudno mówić o jednej cenie surowców rolnych. Notowania zależą od regionu, etapu łańcucha dostaw, sposobu wykorzystania rośliny oraz okresu, którego dotyczą. Opady w Stanach Zjednoczonych mogą obniżać cenę nasion soi, podczas gdy wojna na Bliskim Wschodzie podnosi ceny ropy, a wraz z nimi wartość oleju sojowego jako surowca do produkcji paliw.
W drugim kwartale 2026 roku skorygowany zysk Bunge wyniósł 2 dolary na akcję wobec 1,31 dolara rok wcześniej. Firma podniosła całoroczną prognozę z przedziału 9–9,50 dolara do 9,25–9,75 dolara na akcję. Poprawa była związana przede wszystkim z wynikami przetwórstwa soi i innych nasion oleistych oraz rafinacji olejów. Większą skalę działalności zapewniło też przejęcie Viterry. Słabsze rezultaty odnotowano w handlu zbożem i młynarstwie. Informują o tym Reuters oraz Bunge.
Istotna dla wyników firmy była marża przerobowa, czyli różnica między kosztem zakupu nasion i ich przetworzenia a wartością uzyskanych z nich oleju oraz śruty. Wzrost ceny jednego z tych składników może poprawić opłacalność przerobu nawet wtedy, gdy całe nasiona soi tanieją.
W drugim kwartale ceny oleju sojowego rosły wraz z notowaniami ropy, na które wpływała wojna na Bliskim Wschodzie. Droższa ropa zwiększyła ekonomiczną atrakcyjność paliw wytwarzanych z surowców roślinnych. Olej sojowy zaczął być wyceniany coraz mocniej jako potencjalne źródło energii, konkurujące z jego wykorzystaniem w produkcji żywności.
Właśnie ten mechanizm odsłania mniej widoczną stronę globalnego rynku soi. Większość zbiorów nie trafia bezpośrednio do żywienia ludzi. Według analizy danych USDA około 77% światowej soi wykorzystuje się jako paszę dla zwierząt hodowanych na mięso, jaja i mleko. Zaledwie około 7% przeznacza się bezpośrednio na żywność taką jak tofu, tempeh, napoje sojowe czy edamame. Pozostała część służy głównie produkcji oleju spożywczego, biopaliw i wyrobów przemysłowych. Produkcja zamienników mięsa i mleka odpowiada za stosunkowo niewielką część światowego zapotrzebowania na tę roślinę.
Śruta i olej powstają podczas tego samego procesu, dlatego nie da się całej soi przypisać wyłącznie jednemu zastosowaniu. Wysoki popyt na olej zwiększa opłacalność przerobu, a wraz z dodatkowym olejem na rynek trafia większa ilość śruty paszowej. Powiązanie z sektorem energetycznym może tym samym wspierać podaż taniego białka dla przemysłowej hodowli.
Przeznaczanie wysokobiałkowych roślin na paszę oznacza, że rośliny zdolne bezpośrednio żywić ludzi służą podtrzymywaniu systemu hodowli zwierząt na mięso, jaja i mleko. Wiąże się to z dużymi stratami energii i składników odżywczych. Zwierzęta nie są maszynami przetwarzającymi paszę w żywność, lecz żywymi istotami, które wykorzystują energię do oddychania, poruszania się, wzrostu, utrzymania temperatury ciała i innych procesów niezbędnych do życia. Według analiz World Resources Institute nawet w przypadku hodowli kurczaków, przedstawianej jako jedna z najbardziej wydajnych, w pozyskanym mięsie pozostaje około 11% energii zawartej w paszy. W hodowli innych zwierząt udział ten jest jeszcze niższy.
Oczywiście nie każda partia soi paszowej mogłaby od razu trafić do sklepów. Bezpośrednie wykorzystanie wymaga odpowiednich odmian, standardów jakości, zakładów przetwórczych i rynków zbytu. Obecna struktura produkcji nie jest jednak prawem natury. Powstała w wyniku wieloletnich inwestycji, subsydiów, polityki rolnej oraz rozwoju przemysłowej hodowli. Infrastruktura została zbudowana tak, aby dostarczać ogromne ilości śruty paszowej, a znacznie mniejsze żywności sojowej przeznaczonej bezpośrednio dla ludzi.
Do tej konkurencji dołącza sektor paliwowy. Według prognozy OECD i FAO około 52% światowego zużycia olejów roślinnych przypada obecnie na żywność i przygotowywanie posiłków, a 18% na produkcję biodiesla. W ciągu kolejnej dekady wykorzystanie olejów jako surowca paliwowego ma rosnąć przeciętnie o 2,1% rocznie.
Szczególnie wyraźnie widać to w Stanach Zjednoczonych. Federalne wymogi dotyczące udziału paliw odnawialnych tworzą gwarantowany popyt na surowce rolne. Amerykański Departament Rolnictwa prognozuje, że w sezonie 2026/2027 zużycie oleju sojowego do produkcji biopaliw wzrośnie o 25%, do 17,8 mld funtów, czyli około 8,1 mln ton. Jednocześnie ma zmniejszyć się jego wykorzystanie do celów spożywczych, paszowych i pozostałych zastosowań przemysłowych. Przyczyną mają być wyższe ceny oraz zastępowanie oleju sojowego innymi olejami.
Konkurencja nie kończy się zatem na podziale między żywnością a paliwami. Oleje sojowy, rzepakowy, słonecznikowy i palmowy mogą się częściowo zastępować. Jeżeli regulacje podnoszą popyt na jeden z nich, branża spożywcza zaczyna szukać innych możliwości. Impuls wywołany amerykańską polityką biopaliwową może przenosić się pomiędzy uprawami, państwami i kontynentami.
Rynek nadal reaguje przy tym na pogodę. 29 lipca najaktywniejszy kontrakt na soję na giełdzie w Chicago potaniał o ponad 27 centów, do około 11,93 dolara za buszel, a kontrakt na kukurydzę spadł do około 4,72 dolara. Prognozowane opady na głównych obszarach upraw soi na Środkowym Zachodzie Stanów Zjednoczonych pojawiły się w istotnym momencie rozwoju roślin, gdy wchodzi w fazę zawiązywania strąków. Perspektywa wyższych plonów zwiększyła oczekiwaną podaż i obniżyła notowania.
Spadek cen kontraktów nie przeczy wynikom Bunge. Firma przedstawiała rezultaty za kwartał zakończony 30 czerwca, natomiast giełda wyceniała przyszłe zbiory. Inaczej mogą też zachowywać się ceny całych nasion, uzyskiwanego z nich oleju oraz śruty. Każdy z tych rynków reaguje na odmienny układ podaży, popytu i regulacji.
Równocześnie nie znika ryzyko związane z handlem w regionie Morza Czarnego. Ataki na statki i infrastrukturę portową oraz ograniczenia logistyczne w rosyjskich terminalach utrudniają eksport zbóż. Trzy terminale w Noworosyjsku i Tamaniu, których łączna zdolność przeładunkowa przekracza 20 mln ton rocznie, ograniczyły przyjmowanie dostaw samochodowych. Rosja zaczęła szukać alternatywnych szlaków, między innymi przez porty bałtyckie.
Bunge ostrzega również przed ograniczoną dostępnością nawozów związaną z wojną na Bliskim Wschodzie. Utrzymywanie się problemu może zwiększyć koszty oraz wpłynąć na przyszłe zbiory w Ameryce Południowej. Energia oddziałuje na produkcję żywności poprzez ceny paliw, transport i wytwarzanie nawozów, a także poprzez zapotrzebowanie na rośliny przeznaczane do produkcji biopaliw.
Sytuacja z końca lipca pokazuje ograniczenia zbiorczych indeksów cen żywności. Korzystna pogoda może obniżać notowania jednego surowca, podczas gdy wojna zwiększa koszty i ryzyko w innej części świata. Regulacje energetyczne tworzą równolegle dodatkowy popyt na część zbiorów. Jedna liczba nie opisuje tych napięć.
Zmiany na giełdach nie przekładają się też automatycznie na ceny w sklepach. Pomiędzy kontraktem terminowym a butelką oleju znajdują się koszty przetwarzania, rafinacji, opakowań, transportu i handlu detalicznego, a także zmiany kursów walut. Poszczególne impulsy docierają do osób kupujących żywność z opóźnieniem i mogą zostać osłabione albo wzmocnione na kolejnych etapach łańcucha.
Pozostaje jednak kwestia priorytetów. Jak podaje FAO, w 2025 roku 2,69 mld osób, czyli prawie jedna trzecia ludności świata, nie było stać na zdrową dietę. W tym samym systemie ogromne ilości wysokobiałkowej soi przeznacza się na paszę, a coraz więcej oleju roślinnego trafia do sektora paliwowego.
Rynek kieruje surowce tam, gdzie można uzyskać najwyższą cenę i gdzie popyt wzmacniają regulacje. Nie wybiera zastosowania zapewniającego największą wartość społeczną, najlepsze wykorzystanie ziemi ani najłatwiejszy dostęp do żywności. Dlatego przeznaczenia soi nie można traktować jako neutralnego rezultatu działania gospodarki. Jest konsekwencją decyzji o tym, czemu ma służyć rolnictwo.
Coraz silniejsze powiązanie olejów roślinnych z energią zmienia ekonomię całego sektora, lecz ujawnia również jego podstawową sprzeczność. Roślina zdolna bezpośrednio dostarczać ludziom białka i energii służy głównie podtrzymywaniu przemysłowej hodowli, a jej olej zyskuje na wartości jako paliwo. Polityki żywnościowej, rolnej i energetycznej nie da się dłużej projektować osobno, jeżeli bezpieczeństwo żywnościowe ma być rzeczywistym celem, a nie deklaracją.
Photo by Tom Fisk on Pexels