Rekordowa susza niszczy uprawy. Rośnie ryzyko niedoborów żywności

Połowa Anglii została oficjalnie objęta suszą, a wstępne dane wskazują, że tegoroczny lipiec mógł być tam najsuchszy w historii pomiarów. Brak wody i kolejne fale upałów obniżają plony zbóż oraz warzyw, podnoszą ceny hurtowe i zmuszają handel do zwiększania importu w szczycie krajowego sezonu.

Do 30 lipca w Anglii spadło średnio zaledwie 5,6 mm deszczu, czyli 8% wieloletniej średniej dla tego miesiąca i mniej niż połowa poprzedniego rekordu z 1911 roku. Na południu kraju suma opadów wyniosła 1,5 mm, czyli 2% normy. Anglia zmierzała jednocześnie do wyrównania rekordu najwyższej średniej temperatury w lipcu. Pełne, wciąż wstępne dane za cały miesiąc brytyjski Met Office ma opublikować 3 sierpnia.

Brytyjska Agencja Środowiska oficjalnie stwierdziła suszę na połowie obszaru Anglii. Obejmuje ona m.in. Anglię Wschodnią, Londyn, dolinę Tamizy, zachodnią część Midlands, Wessex oraz hrabstwa Devon i Kornwalię. Władze określają obecną sytuację jako gwałtownie rozwijającą się suszę, wywołaną połączeniem wyjątkowo niskich opadów i wysokich temperatur. Spada poziom rzek oraz wód podziemnych, a ograniczenia w poborze wody coraz mocniej dotykają gospodarstwa wykorzystujące ją do nawadniania upraw. Według ostatniego raportu Agencji Środowiska sektor rolny zgłasza już niższe plony, rosnące zagrożenie pożarami pól i kolejne ograniczenia dostępu do wody.

Susza przyspieszyła rozpoczęcie zbiorów zbóż. Nie jest to jednak oznaka dobrego sezonu. Rolnicy i rolniczki wcześniej wjeżdżają na pola, aby zebrać to, co udało się uratować po długotrwałym braku opadów. Według brytyjskiej Rady Rozwoju Rolnictwa i Ogrodnictwa, AHDB, to najwcześniejsze żniwa od rozpoczęcia regularnego monitoringu w 2006 roku. W wielu regionach rozpoczęły się dwa–trzy tygodnie wcześniej niż zwykle. Dotychczasowe wyniki wskazują, że plony zbóż są przeważnie niższe od średniej z ostatnich dziesięciu lat, a część gospodarstw odnotowuje znaczne straty.

Skutki suszy coraz wyraźniej widać również na rynku warzyw. Jak informuje The Guardian, brytyjskie supermarkety, restauracje i firmy cateringowe zaczęły sprowadzać sałatę oraz brokuły z Hiszpanii i Holandii – mimo że powinien trwać właśnie szczyt krajowego sezonu. Na jednym z dużych gospodarstw w Kornwalii plony brokułów spadły o połowę, a grupa zrzeszająca 60 gospodarstw z hrabstwa Lincolnshire ocenia, że zbiory grochu w Anglii były o jedną trzecią niższe.

Rosną także ceny na rynku hurtowym. Pomidory podrożały o ponad 60%, sałata lodowa o 90%, a ziemniaki o ponad 40%. Nie musi to automatycznie oznaczać wzrostu cen detalicznych w tej samej skali, pokazuje jednak presję, z jaką mierzy się rynek. Producenci ostrzegają, że w kolejnych tygodniach mogą pojawić się problemy z dostępnością kalafiorów oraz ziemniaków z głównego zbioru.

Krajowy Związek Rolników, NFU, przestrzega przed niedoborami części żywności. Import może chwilowo uzupełnić braki, ale nie usuwa ryzyka. Hiszpania, Holandia i inne kraje, od których zależy brytyjski rynek, również mierzą się z wysokimi temperaturami, suszą i rosnącym zapotrzebowaniem na wodę. Lokalne nieurodzaje coraz łatwiej przenoszą się więc na ceny i dostępność żywności w innych państwach.

Brytyjskie doświadczenia nie są odległe od sytuacji w Polsce. Z najnowszych danych Systemu Monitoringu Suszy Rolniczej IUNG-PIB wynika, że w okresie od 21 marca do 20 lipca warunki suszy rolniczej dla zbóż jarych stwierdzono w 1623 gminach, czyli w około 65% wszystkich gmin w kraju. Dla zbóż ozimych było to 57% gmin, dla truskawek – niemal 49%, a dla rzepaku i rzepiku ponad 40%. Dane te odnoszą się do liczby gmin, w których stwierdzono warunki suszy dla poszczególnych upraw, a nie do udziału dotkniętej nią powierzchni.

Nie każdą pojedynczą suszę można bez odrębnej analizy przypisać zmianie klimatu. Wiadomo jednak, że wzrost temperatur zwiększa parowanie wody, przyspiesza wysychanie gleb i potęguje skutki niedoboru opadów. Fale upałów stają się częstsze, dłuższe i intensywniejsze, a rozkład opadów coraz mniej przewidywalny. Produkcja żywności musi więc funkcjonować w warunkach, w których okresy suszy mogą przeplatać się z ulewnymi deszczami i powodziami.

Problem nie zatrzymuje się na granicach państw. Kiedy nieurodzaj dotyka jednego regionu, niedobory można częściowo uzupełnić importem. Gdy jednak susza i upały występują jednocześnie w wielu obszarach produkcji, rośnie konkurencja o te same surowce, zwiększają się koszty, a możliwość zastępowania krajowych zbiorów dostawami z zagranicy maleje. Zakłócenie, które zaczyna się na polu, może szybko przełożyć się na dostępność i ceny żywności w innych częściach świata.

Bezpieczeństwo żywnościowe zależy zatem od infrastruktury wodnej, zdolności gleb do zatrzymywania wody, różnorodności upraw i źródeł zaopatrzenia oraz polityki przygotowanej na powtarzające się ekstremalne zjawiska. Potrzebne są równolegle działania adaptacyjne i ograniczanie emisji napędzających zmianę klimatu. Żywność musi być traktowana jako infrastruktura strategiczna, zanim skutki kolejnych susz staną się widoczne na sklepowych półkach.

Photo by Md. Hasanuzzaman Himel on Unsplash

Udostępnij: