Czy producenci żywności ultraprzetworzonej przeżyją swój „moment tytoniowy”?

W Stanach Zjednoczonych przybywa pozwów, w których największe koncerny spożywcze są oskarżane o projektowanie produktów sprzyjających nadmiernej konsumpcji, kierowanie ich reklamy do dzieci i ukrywanie zagrożeń zdrowotnych. Porównania z przemysłem tytoniowym są coraz częstsze, ale pierwsze rozstrzygnięcia pokazują, że wykazanie odpowiedzialności prawnej za choroby związane z całym sposobem odżywiania będzie znacznie trudniejsze niż udowodnienie szkód powodowanych przez papierosy.

Punktem wyjścia obecnej fali sporów był pozew Bryce’a Martineza, mieszkańca Pensylwanii, u którego w wieku 16 lat rozpoznano cukrzycę typu 2 i niealkoholową stłuszczeniową chorobę wątroby. W grudniu 2024 roku pozwał 11 największych producentów żywności, w tym Kraft Heinz, Coca-Colę, PepsiCo, Nestlé, Mondelez, General Mills, Mars i Kellogg. Zarzucił firmom, że przez lata projektowały i reklamowały żywność ultraprzetworzoną w sposób sprzyjający uzależnieniu, szczególnie wśród dzieci.

Pozew opierał się na argumentacji dobrze znanej z procesów przeciwko przemysłowi tytoniowemu. Według strony powodowej firmy miały korzystać z wiedzy o mechanizmach nagrody, intensywności smaku i budowaniu nawyków, kierować reklamy do najmłodszych oraz przenosić odpowiedzialność za skutki zdrowotne na osoby konsumujące. Koncerny odrzucały te zarzuty, wskazując m.in. na brak jednej powszechnie przyjętej definicji żywności ultraprzetworzonej i niemożność przypisania choroby konkretnym produktom wielu różnych producentów.

Pierwsza próba zakończyła się niepowodzeniem. W sierpniu 2025 roku sąd federalny oddalił pierwotny pozew, uznając, że nie wskazano dostatecznie precyzyjnie konkretnych produktów, częstotliwości ich spożywania ani związku między żywnością poszczególnych firm a chorobami Bryce’a Martineza. Powód próbował następnie przedstawić zmienioną wersję pozwu, jednak 30 czerwca 2026 roku sąd odmówił zgody na dalsze prowadzenie sprawy. Nie oznacza to, że sąd zakwestionował problem zdrowotny związany z żywnością ultraprzetworzoną. Uznał jedynie, że w tej konkretnej sprawie nie spełniono wymogów dotyczących wykazania związku przyczynowego.

Ta porażka nie zatrzymała kolejnych spraw. W kwietniu 2026 roku do sądu federalnego w Wisconsin trafił pozew zbiorowy, w którym konsumenci i konsumentki domagają się 1 mld dolarów od producentów żywności. Także w tej sprawie pojawia się zarzut, że produkty są konstruowane w sposób wzmacniający apetyt i powtarzalną konsumpcję, a firmy świadomie wykorzystywały strategie marketingowe przypominające działania koncernów tytoniowych.

Znacznie większe znaczenie może mieć jednak pozew wniesiony przez San Francisco. W grudniu 2025 roku miasto pozwało największych producentów żywności ultraprzetworzonej, zarzucając im stosowanie nieuczciwych praktyk rynkowych i tworzenie zagrożenia dla zdrowia publicznego. Wśród pozwanych znalazły się m.in. Coca-Cola, PepsiCo, Kraft Heinz, Nestlé, Mondelez, General Mills, Kellogg, Mars i Conagra.

W odróżnieniu od sprawy pojedynczej osoby San Francisco nie musi dowodzić, że konkretny batonik, napój czy płatki śniadaniowe spowodowały określoną chorobę u jednego mieszkańca. Miasto argumentuje, że działalność firm zwiększyła całkowite obciążenie chorobami przewlekłymi, koszty opieki zdrowotnej i nierówności zdrowotne. Domaga się zakończenia praktyk uznanych za wprowadzające w błąd, kar cywilnych, działań naprawczych oraz środków na przeciwdziałanie skutkom zdrowotnym.

To właśnie ten model przypomina przełomowe procesy przeciwko przemysłowi tytoniowemu. Ostatecznego zwrotu w polityce wobec papierosów nie wywołał jeden konsument, który wykazał, że określona paczka spowodowała jego chorobę. Kluczowe okazały się działania władz publicznych, dowody dotyczące całej branży, dokumenty wewnętrzne firm i argument, że koszty działalności przedsiębiorstw były przenoszone na społeczeństwo.

Sam pozew odwołuje się do podobieństw między „Big Food” i „Big Tobacco”, tj. projektowania produktów sprzyjających powtarzalnej konsumpcji, reklamy kierowanej do dzieci oraz przerzucania kosztów chorób na system publiczny. Takie porównania stosowali też komentatorzy i media.

Porównanie ma jednak granice. Papierosy nie są potrzebne do życia, a bezpieczny poziom ich używania nie istnieje. Jedzenie jest konieczne, produkty różnią się składem, sposobem wytworzenia i rolą w diecie, a ryzyko zdrowotne zależy od częstotliwości spożycia, wielkości porcji i całego wzorca żywieniowego. Do kategorii żywności ultraprzetworzonej trafiają bardzo różne wyroby, od słodzonych napojów, słodyczy i chipsów po płatki śniadaniowe i gotowe dania.

Nie istnieje też pojedyncza substancja odpowiadająca nikotynie, której obecność pozwalałaby łatwo zbudować prosty łańcuch przyczynowy. W sporach o żywność trzeba ustalić, czy szkodę powoduje sam stopień przetworzenia, niekorzystny profil żywieniowy, wysoka gęstość energetyczna, kombinacja tłuszczu, soli i cukru, dodatki do żywności, intensywny marketing czy kilka tych elementów działających jednocześnie.

Przegląd opublikowany w 2024 roku w BMJ, obejmujący 45 metaanaliz, wykazał związki między większym spożyciem żywności ultraprzetworzonej a 32 niekorzystnymi wynikami zdrowotnymi. Najbardziej przekonujące dane dotyczyły m.in. umieralności z przyczyn sercowo-naczyniowych, cukrzycy typu 2, nadwagi, otyłości, zaburzeń lękowych i innych częstych problemów psychicznych. Autorzy i autorki podkreślali zarazem, że znaczna część materiału pochodzi z badań obserwacyjnych, które nie zawsze pozwalają jednoznacznie oddzielić wpływ przetworzenia od jakości całej diety i innych cech stylu życia.

W badaniu klinicznym przeprowadzonym przez amerykańskie National Institutes of Health 20 dorosłych osób otrzymywało naprzemiennie dietę ultraprzetworzoną i minimalnie przetworzoną, zbliżone pod względem deklarowanej zawartości energii, tłuszczu, cukrów, błonnika i makroskładników. Podczas diety ultraprzetworzonej osoby badane spożywały średnio około 500 kilokalorii dziennie więcej i przybierały na wadze, podczas gdy na diecie minimalnie przetworzonej traciły masę ciała. Badanie było niewielkie i krótkie, ale dostarczyło eksperymentalnego dowodu, że sposób przetworzenia i właściwości produktów mogą wpływać na ilość spontanicznie spożywanej energii.

Seria analiz opublikowanych pod koniec 2025 roku w The Lancet uznała rosnący udział żywności ultraprzetworzonej za ważny czynnik zwiększający globalne obciążenie chorobami zależnymi od diety. Autorzy i autorki wskazali, że problem nie sprowadza się do pojedynczych składników, lecz obejmuje zastępowanie zwykłej żywności przemysłowymi kompozycjami, ich wysoką dostępność, intensywny marketing i dominację wielkich przedsiębiorstw w środowisku żywnościowym.

WHO rozpoczęła prace nad pierwszymi globalnymi wytycznymi dotyczącymi spożycia żywności ultraprzetworzonej. Organizacja przyznaje, że rosnący zbiór badań łączy diety o dużym udziale takich produktów z chorobami niezakaźnymi i innymi niekorzystnymi skutkami zdrowotnymi. Jednocześnie konieczne pozostaje dopracowanie definicji oraz ustalenie, jak zalecenia dotyczące stopnia przetworzenia powinny współistnieć z oceną zawartości cukru, soli, tłuszczu, błonnika i innych składników.

To właśnie nieostrość kategorii będzie jednym z głównych argumentów obrony także w pozwie wniesionym przez San Francisco. Wcześniejsza sprawa Bryce’a Martineza zakończyła się niepowodzeniem m.in. dlatego, że sąd uznał, iż nie wykazano dostatecznie precyzyjnego związku między konkretnymi produktami a chorobami powoda. Consumer Brands Association, reprezentująca producentów, przekonuje, że firmy przestrzegają norm FDA, a uznawanie produktu za niezdrowy wyłącznie ze względu na stopień przetworzenia może wprowadzać konsumentów i konsumentki w błąd oraz pomijać jego pełny profil żywieniowy.

Zgodność z obowiązującymi normami nie rozstrzyga jednak wszystkich zarzutów. Pozwy dotyczą również marketingu, konstrukcji produktów, informacji przekazywanych na opakowaniach i kierowania reklamy do dzieci. Produkt może zawierać wyłącznie dozwolone składniki, a jednocześnie być reklamowany jako odpowiedni do codziennego spożycia, sprzedawany w nadmiernych porcjach lub przedstawiany jako korzystniejszy dla zdrowia, niż wynikałoby to z jego składu.

Ważnym elementem porównania z przemysłem tytoniowym jest zatem nie sam produkt, lecz sposób działania całego rynku. WHO określa wpływ strategii przedsiębiorstw, marketingu, lobbingu i kształtowania regulacji jako komercyjne uwarunkowania zdrowia. Szczególnie podatne są dzieci i osoby żyjące w środowiskach, w których tania, intensywnie reklamowana żywność ma wyraźną przewagę nad świeżymi i pełnowartościowymi produktami.

Pozwy mogą mieć znaczenie nawet wtedy, gdy ostatecznie zostaną oddalone. Postępowania sądowe mogą wymuszać ujawnianie dokumentów, korespondencji, wyników badań konsumenckich oraz informacji o sposobach projektowania i promowania produktów. Mogą też zmienić ocenę ryzyka po stronie inwestorów, ubezpieczycieli i samych przedsiębiorstw. Pierwsza sprawa Martineza została zamknięta, ale kolejne pozwy już się pojawiły, a Bloomberg Law ocenia, że wczesne niepowodzenia nie zahamowały rozwoju tego obszaru sporów. Nie oznacza to jeszcze, że branża spożywcza znalazła się w punkcie odpowiadającym przełomowi, który kilkadziesiąt lat temu doprowadził do wielkich ugód z producentami papierosów. Sądy nie uznały dotąd odpowiedzialności koncernów za epidemię chorób związanych z żywnością ultraprzetworzoną. Nie ma również jednolitej definicji prawnej UPF ani prostego sposobu przypisania konkretnej choroby określonemu przedsiębiorstwu.

Możliwy „moment tytoniowy” może więc nie nadejść jako jedno spektakularne orzeczenie. Bardziej prawdopodobny jest stopniowy proces, a więc kolejne pozwy, ujawnianie praktyk marketingowych, regulacje reklamy kierowanej do dzieci, etykiety ostrzegawcze, ograniczenia sprzedaży w szkołach i rosnące koszty prawne po stronie firm.

Photo by ROMAN ODINTSOV on Pexels

Udostępnij: