Edukacja żywieniowa powinna być także edukacją emocjonalną

Współczesny człowiek żyje w napięciu między tym, co widzi, a tym, co czuje. Otaczający świat pełen jest obrazów idealnych ciał, stojących za nimi sukcesów i perfekcyjnych narracji, które często niewiele mają wspólnego z codziennym doświadczeniem. W takiej rzeczywistości łatwo o dyso­nans – rozbieżność między tym, co ktoś naprawdę czuje w środku, a tym, co pokazuje na zewnątrz lub co według otoczenia powinien czuć. Ten rozdźwięk może być trudny dla każdego, ale dla mło­dych ludzi, którzy dopiero budują swoją tożsamość i uczą się siebie, bywa wręcz przytłaczający.

Właśnie wtedy jedzenie może nabrać nowego i niezwykle złożonego znaczenia. To, co miało być biologiczną potrzebą, staje się narzędziem wyrażania emocji, radzenia sobie z napięciem albo próbą odzyskania kontroli. Gdy te mechanizmy utrwalają się, mogą przerodzić się w za­burzenia odżywiania, takie jak anoreksja, bulimia czy napadowe objadanie się. Nie są tylko problemem ciała ani wyłącznie kwestią medyczną. To złożone zjawiska, w których psychiczne cierpienie i zaburzone relacje z samym sobą oraz otoczeniem często splatają się w trudny do rozplątania węzeł. Ale nawet taki węzeł da się rozsupłać przy odpowiedniej pomocy, zrozumie­niu i uważności. Stwarza to nowe warunki do odbudowania zdrowej relacji z jedzeniem, ciałem i samym sobą.

Jednym z bardzo istotnych mechanizmów prowadzących do zaburzeń odżywiania jest sposób, w jaki młody człowiek postrzega swoje ciało i własną wartość. Często nie chodzi o sam wygląd, lecz o to, co ciało ma „mówić” o człowieku, np. czy zasługuje na uznanie, miłość, akceptację. W świecie, w którym tak wiele komunikatów przekazywanych jest przez obrazy w formie zdjęć, selfie czy filmów – łatwo zatracić granicę między tym, kim się jest, a tym, jak się wygląda.

Media społecznościowe, choć bywają przestrzenią inspiracji czy kontaktu, często też nieświa­domie wzmacniają poczucie, że trzeba „wyglądać” na szczęśliwego i „dobrze się prezento­wać”, by być zauważonym. Młodzi ludzie, chłonąc te obrazy, uczą się patrzeć na siebie przez pryzmat porównań, liczby polubień czy tego, jak dobrze „wypadną” na zdjęciu. Z czasem mogą zacząć wierzyć, że ich wartość jako osoby zależy od wyglądu i to przekonanie może bardzo mocno wpływać na relację z jedzeniem i ciałem.

Czasem to, co dzieje się w środku, jest zbyt trudne, by o tym mówić. Lęk, który z dnia na dzień się rozrasta, wstyd, który nie pozwala zrobić kroku naprzód, poczucie, że „coś ze mną nie tak” – mogą się gromadzić długo, niezauważalne dla otoczenia. A jednak one tam są, a młody człowiek próbuje sobie z nimi poradzić. W takich momentach jedzenie może stać się sposobem radzenia sobie z trud­nymi emocjami, próbą złagodzenia napięcia, przywrócenia poczucia bezpieczeństwa, odzyskania wpływu na to, co pozornie wymyka się spod kontroli. Gdy brakuje słów lub przestrzeni, by wyrazić to, co dzieje się w środku, relacja z jedzeniem zaczyna odgrywać znacznie głębszą rolę niż tylko zaspokajanie głodu.

Dlatego tak istotna jest rola edukacji żywieniowej, która powinna wykraczać poza schematy die­tetyczne – potrzebna jest taka, która łączy wiedzę o zdrowym żywieniu z uważnością na emocje i procesy psychiczne. Zrozumienie, że jedzenie może nieść znaczenia inne niż fizjologiczne, jest pierwszym krokiem do wsparcia osoby doświadczającej trudności w relacji z jedzeniem. Edukacja pełni tu podwójną rolę: jako profilaktyka, która pomaga rozpoznać wczesne sygnały zaburzeń, ale też jako „interwencja”, która osobie w kryzysie ułatwia zrozumienie własnych przeżyć, a jej otocze­niu – odpowiednią reakcję. To proces wymagający, delikatny, nierzadko pełen niepewności. Ale to również przestrzeń, w której może pojawić się realna zmiana związana z większą świadomością i empatią. Jest to zmiana, która z czasem daje możliwość odbudowania zdrowej, bardziej bezpiecz­nej relacji z jedzeniem i samym sobą.

Edukacja żywieniowa nie powinna zaczynać się od zakazów ani od moralizowania. Jej fundamentem powinno być zrozumienie człowieka w całej jego złożoności – zarówno ciała, jak i emocji, przekonań, doświadczeń. Młodzież potrzebuje wiedzy, ale równie mocno potrzebuje empatii, obecności i prze­strzeni, w której można zadawać pytania bez lęku przed oceną. W szkołach wciąż zbyt rzadko uczymy dzieci i młodych ludzi, jak rozpoznawać własne emocje. Jak odróżnić myśl od uczucia. Mało uwagi poświęca się wyjaśnianiu, że to, co się pojawia w głowie (np. „nigdy sobie nie poradzę”), nie musi być prawdą. Brakuje edukacji, która rozwija umiejętność refleksji nad sobą, a nie tylko wiedzę książkową. Uczniowie znają wzory chemiczne i definicje gramatyczne, ale nie wiedzą, jak nazwać to, co ich boli, jak rozpoznać napięcie, jak je wyrazić bez uciekania się do szkodliwych dla ich zdrowia zachowań.

Jeszcze rzadziej uczy się ich życzliwości wobec siebie – tej umiejętności bycia dla siebie łagodnym, gdy coś nie wychodzi, gdy boli, gdy nie spełnia się własnych oczekiwań. Współczesna kultura czę­ściej promuje samokrytykę niż samowspółczucie. Młodzi ludzie są często bardziej surowi dla sie­bie niż ktokolwiek inny. Tymczasem bycie wyrozumiałym wobec siebie nie jest słabością. Jest formą dojrzałości i siły. To umiejętność, którą warto rozwijać równie systematycznie jak inne kompetencje. A jednak w szkolnych murach, a często i w domach, rzadko jest na to miejsce. Nie mówimy młodym ludziom, że mają prawo się pomylić, że warto siebie wspierać. Nie tylko wtedy, gdy coś się uda, ale zwłaszcza wtedy, gdy jest trudno.

Nie wystarczy bowiem mówić młodym ludziom, jak mają o siebie dbać. Trzeba im to pokazywać w codziennym życiu. I właśnie tu zaczyna się rola dorosłych – m.in. rodziców, nauczycieli, wycho­wawców. Ich zadaniem jest nie tylko przekazywanie informacji, ale również modelowanie postaw poprzez sposób mówienia o ciele czy też podejście do jedzenia. Uczymy się, obserwując. Jeśli wi­dzimy, że rozmowa o emocjach nie istnieje, a posiłki spożywa się w biegu, to będziemy powielali taki model zachowań.

Współczesny styl życia, pełen pośpiechu, presji i ekranów, nie sprzyja ani samoświadomości, ani wspólnocie. A przecież jedzenie to coś więcej niż proces fizjologiczny. To rytuał relacyjny, moment spotkania z drugim człowiekiem. Zapomina się dziś, jak ważne są wspólne posiłki – nie tylko dla ciała, ale też dla psychiki. To przy stole uczymy się uważności na siebie i innych, to tam powstaje przestrzeń na rozmowę, na obecność, na bliskość.

Edukacja żywieniowa powinna więc być także edukacją emocjonalną. Tylko wtedy ma szansę stać się narzędziem profilaktyki, a nie źródłem kolejnej presji. Bo zdrowe odżywianie to nie tylko wybór produktów. To także sposób, w jaki traktujemy siebie i swoje potrzeby.

dr hab. Mariusz Jaworski – dietetyk, psycholog w trakcie szkolenia w nurcie terapii poznaw­czo-behawioralnej (CBT), seksuolog. Pracownik naukowy Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego oraz klinicysta w poradni „Karmimy Myśli”. W pracy łączy wiedzę naukową z empatią, wspierając osoby z zaburzeniami odżywiania, wykazujące trudną relacją z jedze­niem, jedzeniem emocjonalnym oraz wyzwaniami w obszarze seksualności.

Artykuł został opublikowany w 2. numerze magazynu „Bezpieczna Żywność”.

Czytaj więcej angażujących tekstów tutaj.

Udostępnij: